Wzruszył ramionami na kwestie brudu w Tamizie. Nie miał żadnego wpływu na to, że Anglicy nie dbali o swoje rzeki czy jeziora. Z drugiej strony bardzo łatwo było mu to porównywać do swoich stron gdzie mieszkało ich wszystkich może z 300 tysięcy. W samej pewnie stolicy Anglii mieszkało dziesięć razy tyle osób - nie zmieniało to jednak za wiele jako, że mogli dbać o dobry stan tej arterii rzecznej.
Jako swoją aprobatę (czy też dezaprobatę) na jej słowa wydał z siebie krótkie mruknięcie. Mógł być uparty ale na pewno nie bardziej od Pandory - tak to odbierał i nie zamierzał zaakceptować żadnej innej wersji wydarzeń. Czasami musiał pokazać pazur jak na niedźwiedzia przystało, chociaż zaczął zdawać sobie sprawę, że przy Prewettównie mógł go pokazywać za często. Co najmniej jakby był kimś innym.
Nie mógł się nie zgodzić na odrobinkę jedzenia skoro go tak ładnie prosiła. Brakowało tylko aby mówiła 'za mamusie' czy 'za tatusia' - Zawsze się kuje póki gorące... Ale to co innego niż być w gorącej wodzie kąpanym - przyznał. Według Nordgersima była to diametralna różnica. O ile praca w kuźni wymagała pośpiechu w kwestii kuciem gorącego żelaza i nie było możliwości na chwilę zawahania, tak w kwestii innych rzeczy - tych niedotyczących jego fachu - nie należało się za bardzo spieszyć, a podejść z rozsądkiem i otwartą głową.
- Nigdy nie wiadomo jak to będzie. Może tak już miało być? - zapytał, a następnie wzruszył ramionami - Nie wiadomo - dodał po chwili. Z jednej strony Hjalmar nie wierzył w te wszystkie gwiazdy i inne wróżbiarstwa ale z drugiej może tak rzeczywiście miało tak być, że się spotkali? Co najmniej jakby ktoś temu pomógł i kazał Islandczykowi iść akurat tą drogą w lesie, a Turczynce zatrzymać się w dokładnie tamtym miejscu. Przypadek? Być może.
- Ty jej tak nie broń bo ja swoje widziałem... - odpowiedział z lekką nutą tajemniczości. Nie bardzo chciał się rozczulać nad tematem swojej wizyty w Turcji ale jednak zapamiętał dużo drobnych szczegółów, a jego stan wcale nie pozwalał mu siedzieć z zamkniętą jadaczką - tak jak to miał w zwyczaju - No to niech sobie będzie wyzwolona w innych rankingach. W moim nie ma miejsca na takie rzeczy - przyznał i tym samym kategorycznie skreślił Akane ze swojej listy. Zachowanie Azjatki może było normą wśród Angielskiego społeczeństwa ale dla kogoś wychowanego w ciężkich, lekko konserwatywnych warunkach, nie było mowy na akceptację takich rzeczy.
Dojrzał zmiany jakie zaszły na policzkach Pandory po tym jak wypowiedział swoją kwestię - Zmarzłaś chyba lekko... - palnął bez większego zastanowienia jako, że to była pierwszą rzecz z którą skojarzył różowe poliki. Hjalmar nadal jednak próbował swojego szczęścia z herbatą, biorąc łyka po którym zrobił minę niczym małe dziecko które spróbowało cytryny - Nie... Wiem... - odpowiedział zgodnie z prawdą. Teraz może i był odważny do pogawędki czy dłuższej rozmowy ale na trzeźwo nie było mowy aby był taki skory - Co zrobić? - uniósł głowę aby mieć pewność, że dobrze usłyszał, a Pandora nikczemnie to wykorzystała aby go pocałować w polik - O jaa... - wydał z siebie, łapiąc się za polik, a moment później spoglądając na wewnętrzną stronę swojej dłoni - Problem? A co to za problem? - zapytał z ciekawości, ponieważ sam teraz nie widział problemu w niczym, a na pewno nie z większością rzeczy.
Zaskoczenie Prewettówny wcale nie było aż takim szokiem dla Nordgersima. Najchętniej by się zgodził aby tam zostać ale złożyć pewne daleko idące obietnice. A jak wiadomo, Hjalmar dotrzymywał obiecanego słowa - Niestety nie mogę... Nie teraz... - pokręcił głową. Na moment nawet mogła mu podejść jedna łza, której jednak szybko się pozbył. Nie był pewien czy to łza ze smutku czy może jednak kropla deszczu. Ze względu na swoją twardość i styl obycia, chciałby powiedzieć, że to deszcz ale prawda w tym wypadku była całkowicie inna. Było mu po prostu smutno...
Islandczyk był prostą istotą i nie potrzebował wiele do szczęścia. Dobry trunek dawał mu szczęście, a dodatkowo go otwierał - nic więc dziwnego, że akurat o niego poprosił - No tymi wszystkimi ludźmi... Doceniam Pandora... Bardzo... Ale dam sobie radę sam.. Nie potrzebuje na siłę kogoś poznawać.. - wytłumaczył. Był bardzo wdzięczny za jej próby i wszystko co dla niego robiła ale musiał sam się do tego przemóc. No i Ci znajomi Pandory czy też Akane byli trochę... specyficzni? - Od końca? - zdziwił się Ale tym samym kupiła sobie jego całkowitą uwagę. Przyglądał się całemu procesowi ogarniania, nie wydając z siebie ani słowa - Dobrze - odparł, łapiąc ją za rękę. Był już za bardzo pijany aby jakiekolwiek systemy obronne przed takim czynem mogły działać. Zresztą Islandczyk był drapieżnikiem - trochę jak taki kot - zobaczył ruch palcami to musiał za nie złapać. Nie miał wyboru.
Podróż, w którą porwała go Prewettówna była niczym przeprawa przez mękę. Ledwo szedł, a nogi mu się mieszały. Nic więc dziwnego, że dwa, a może nawet trzy razy był blisko aby wywinąć orła - to się jednak nie stało dzięki asekuracji Pandory.
Na jej słowa o odpoczynku, po raz kolejny się posłuchał i przymknął oczy - Wiesz, że jestem wilkiem? Auuuuu.... - oznajmił, a następnie wydał z siebie dźwięk, który miał poświadczyć o jego prawdomówności. Ale czy z drugiej strony nie był niedźwiadek, a nie jakimś tam wilkiem? Nie czekając na żadne dodatkowe pytania czy wyjaśnienia, oparł się o Turczynkę albo swoją randkę i usnął. Po prostu usnął w mgnieniu oka o czym dobitnie świadczyło jego pochrapywanie... W końcu stary niedźwiedź mocno śpi...