19.07.2023, 22:49 ✶
Darcy, wbrew pozorom, nie był człowiekiem całkowicie pozbawionym rozsądku. Zdawał sobie sprawę z tego, że żadna czystokrwista dziewczyna na niego nie spojrzy, bo to "zdegradowałoby" status krwi jej dzieci, a może nawet doprowadziło do wydziedziczenia. Nie myślał jednak o tym zwykle, bo napawało go to pewną złością i goryczą, przecież był dużo lepszy od wielu czystokrwistych! Ale... o ile nie przeszkadzało mu to wzdychać po cichu do absolutnie nieosiągalnych kobiet, i w duchu planować osiągnięcie sławy i bogactwa, które sprawią, że ta "półkrew" przestanie mieć znaczenie, zwykle flirtował raczej z dziewczętami o podobnym mu statusie.
Jego ego nie zniosłoby po prostu odrzucenia.
Teraz jednak o to nie dbał. Był zakochany. Szaleńczo i bez pamięci. Może był podatny na magię Beltane, może w grę wchodziło to, że zawsze lubił Eunice, a może po prostu jego nieco obsesyjny charakter i niektóre wady sprawił, że dał się porwać tej podszytej magią chęci przebywania blisko Malfoyówny. On nie zastanawiał się, czy powinien się z nią spotkać - myślał raczej, w jaki sposób to zrobić, by wyglądało naturalnie.
I na widok Eunice rozpromienił się jak małe słoneczko. Gdyby w pobliżu był jakiś aurowidz, bez wątpienia mógłby dostrzec jak radość rozświetla jego aurorę, jakby był żarówką, którą podłączono do prądu. Magia Beltane sprawiła, że nagle - pierwszy raz od paru dni, od tego paskudnego ataku, od chwili, gdy w lesie znaleźli zwłoki - poczuł się szczęśliwy. Na swoim miejscu.
- Eunice! - zawołał, nawet nie kryjąc, że ucieszył się na jej widok. Zresztą, czemu miałby to kryć? Zawsze cieszył się na jej widok. Była dla niego miła i lubiła jego twórczość. A że teraz chodziło o zupełnie inne powody? No cóż... - Jak miło cię widzieć. Kompletnie nie spodziewałam się ciebie tu zastać - powiedział obłudnie, jakby wcale nie pojawił się jakiś czas temu w szpitalu, że niby ma przesyłkę dla pani Malfoy...
Gdy Eunice do niego podbiegła i chwyciła go za podbródek, jego mózg na chwilę odmówił współpracy. W gruncie rzeczy się zawiesił, bo Eunice go dotknęła! Mogła bez problemu obejrzeć plamy wysypkowe na szyi, zanim wziął się w garść na tyle, by odpowiedzieć.
- Eee... - zaczął elokwentnie, i natychmiast sklął się w myślach. Jak ty się wyrażasz, Darcy Lockharcie!!! Miał przecież dobrze wypaść, prawda?! - Nie jestem pewny - powiedział. - Możliwe, że to jakaś reakcja uczuleniowa. Nie wygląda najlepiej, więc pomyślałem, że lepiej jeśli przyjdę do Munga...
Nie, nie zamierzał ułatwiać i wyjaśniać, o co dokładnie chodziło. Raz, to byłoby podejrzane. Dwa, jeśli skróciłby diagnozowanie, spędziliby razem mniej czasu. A Darcy teraz gorączkowo kombinował, co zrobić, aby spędzić z nią więcej czasu. I dokąd ją zaprosić. Albo jakiego pretekstu użyć następnym razem, aby trafić do Munga i by nie wydało się to podejrzane.
Jego ego nie zniosłoby po prostu odrzucenia.
Teraz jednak o to nie dbał. Był zakochany. Szaleńczo i bez pamięci. Może był podatny na magię Beltane, może w grę wchodziło to, że zawsze lubił Eunice, a może po prostu jego nieco obsesyjny charakter i niektóre wady sprawił, że dał się porwać tej podszytej magią chęci przebywania blisko Malfoyówny. On nie zastanawiał się, czy powinien się z nią spotkać - myślał raczej, w jaki sposób to zrobić, by wyglądało naturalnie.
I na widok Eunice rozpromienił się jak małe słoneczko. Gdyby w pobliżu był jakiś aurowidz, bez wątpienia mógłby dostrzec jak radość rozświetla jego aurorę, jakby był żarówką, którą podłączono do prądu. Magia Beltane sprawiła, że nagle - pierwszy raz od paru dni, od tego paskudnego ataku, od chwili, gdy w lesie znaleźli zwłoki - poczuł się szczęśliwy. Na swoim miejscu.
- Eunice! - zawołał, nawet nie kryjąc, że ucieszył się na jej widok. Zresztą, czemu miałby to kryć? Zawsze cieszył się na jej widok. Była dla niego miła i lubiła jego twórczość. A że teraz chodziło o zupełnie inne powody? No cóż... - Jak miło cię widzieć. Kompletnie nie spodziewałam się ciebie tu zastać - powiedział obłudnie, jakby wcale nie pojawił się jakiś czas temu w szpitalu, że niby ma przesyłkę dla pani Malfoy...
Gdy Eunice do niego podbiegła i chwyciła go za podbródek, jego mózg na chwilę odmówił współpracy. W gruncie rzeczy się zawiesił, bo Eunice go dotknęła! Mogła bez problemu obejrzeć plamy wysypkowe na szyi, zanim wziął się w garść na tyle, by odpowiedzieć.
- Eee... - zaczął elokwentnie, i natychmiast sklął się w myślach. Jak ty się wyrażasz, Darcy Lockharcie!!! Miał przecież dobrze wypaść, prawda?! - Nie jestem pewny - powiedział. - Możliwe, że to jakaś reakcja uczuleniowa. Nie wygląda najlepiej, więc pomyślałem, że lepiej jeśli przyjdę do Munga...
Nie, nie zamierzał ułatwiać i wyjaśniać, o co dokładnie chodziło. Raz, to byłoby podejrzane. Dwa, jeśli skróciłby diagnozowanie, spędziliby razem mniej czasu. A Darcy teraz gorączkowo kombinował, co zrobić, aby spędzić z nią więcej czasu. I dokąd ją zaprosić. Albo jakiego pretekstu użyć następnym razem, aby trafić do Munga i by nie wydało się to podejrzane.