- Jesteś pracoholiczką – powiedziała bez ogródek i bez jakiejkolwiek krępacji, patrząc na Brennę bez cienia uśmiechu. Ale ze współczuciem w oczach, bo ten siniak… krwiak… No nie wyglądało to dobrze, a na twarzy to nigdy nie było przyjemne jak się opuchło. - Dobrze, że zębów nie straciłaś, bo byłabyś jak drugi Moody – też pracoholik. I stracił kilka zębów… No naprawdę, trzy godziny poza biurem i cieszyć się, że wróciła. Ale to dokładnie to, czego się spodziewała. I kiedy mówiła ostatnio Cynthii, że da sobie palca uciąć, że Brenna przegina – to proszę bardzo, oficjalnie nie straciłaby żadnego palca. - Przeszkadza ci w mówieniu? Nie widać – wcale mniej nie gadała. Ba, trajkotała równie dużo co zwykle. I nie, żeby to Victorii przeszkadzało, bo absolutnie nie, po prostu kiedy słyszysz, że trochę przeszkadza, to pomyślałby kto, że nie będzie tyle gadała – a tu nie proszę państwa, absolutnie!
Brwi Victorii też powędrowały w górę kiedy usłyszała obok tak znajomy głos… I jednocześnie poczuła ulgę, bo oto jej wcześniejsze zmartwienie okazało się jak zwykle na wyrost. Ale zdziwienie… Serio była aż tak zdziwiona?
Może bardziej tym, że jakimś zrządzeniem losu akurat na niego trafiła. Zupełnym przypadkiem.
- A będziesz przy tym rzucać ciekawostkami z prawa mugoli? – bo nie wątpiła, że je zna. Sauriel był prawdziwą skarbnicą wiedzy tak zwanej bezużytecznej, ale dla Victorii te wszystkie ciekawostki były akurat fascynujące. Nawet te o mugolach – bo chociaż nie była ich fanką, to lubiła wiedzieć różne rzeczy, chociaż nie interesowała się aż taką gamą tematów, bo sama z siebie nie szukałaby informacji o niemagach. - Nie wiem czy gratulować czy współczuć – stwierdziła w końcu, patrząc na Sauriela badawczo. Pogratulować, bo w końcu się doigrał, a współczuć bo… No cóż. Już sobie wyobrażała burzę u niego w domu kiedy jego ojciec będzie się musiał po niego fatygować. Kolejny zawód synem. …A przecież ona za niego kaucji nie wniesie. Nie byli jeszcze rodziną. Zresztą jak by to wyglądało. Przeniosła w końcu spojrzenie na Brennę i wtedy zobaczyła jej pytający wzrok.
Ach kurwa.
No i co ona jej miała powiedzieć.
Niby mogła jej powiedzieć, że się znają, bo Sauriel jest jej informatorem… Po części faktycznie nim był, pomagał jej z jedną taką sprawą… Która już kawałek się ciągnęła, a rozwiązania jakoś widać nie było, a teraz były ważniejsze rzeczy. Ale czuła sama przed sobą, że to nie byłoby w porządku, tym bardziej, że Sauriel chciał, by to, że był informatorem, nigdzie nie wyszło.
- Piękny początek znajomości – westchnęła i znowu zerknęła na Sauriela, tym razem kątem oka i tylko pokręciła głową z niedowierzaniem. To już wiedziała co się stało Brennie, nie musiała absolutnie nic mówić. - W takim razie Brennę już znasz, byłyśmy na jednym roku w Hogwarcie – i miał okazję o niej usłyszeć u Cynthii… I być może przy kilku innych okazjach, kiedy Victoria coś luźno napomknęła. Czego Sauriel nie wiedział to to, że Brenna miała talent do takich sytuacji… i wciągania w nie innych. - A to jest… - no jakkolwiek by tego nie powiedziała, to to nie będzie brzmiało dobrze, ale Tori i tak się zatrzymała, jakby szukała na to wszystko lepszych słów. Tylko, że ich nie było i po uniesionych brwiach było łatwo poznać, że mimo wszystko jest trochę zmieszana. - Mój narzeczony. A teraz zapraszam – pokazała dłonią na korytarz, by poprowadzić Sauriela do cel, bo nawet jeśli byli zaręczeni, to nie zamierzała go z tego bajzlu wyciągać. A na pewno nie w tej chwili. Sam się w to wpakował to raz i co ona mogła. Dwa – nawet lepiej, że tu będzie dzisiaj siedział, bo to oznacza, że nie będzie niczego odwalać w reszcie nocy a ona będzie miała spokój, bo będzie wiedziała, gdzie jest. - Twoja rodzina została już powiadomiona, czy wszystko jeszcze przed tobą? – zapytała po drodze i zadzwoniła kluczami, by otworzyć jedną z cel. Ale ona miała być tylko klucznikiem, reszta należała do Brenny, której wzroku teraz jakoś… jakoś unikała.