W ciągu tego przyjęcia porozmawia jeszcze z niejedną osobą i po pewnym czasie przestanie kojarzyć ich wszystkich twarze oraz imiona. Zapewne najbardziej zapadnie mu w pamięć moment opuszczania tego bankietu z piękną towarzyszką przy boku. Albo spędzenie nocy z przystojnym towarzyszem. W ogólnym rozrachunku Philip nie stanowił odpowiedniego materiału na męża dla jakiejkolwiek kobiety. Niemniej miewał sytuacje tego typu, że widziano go jako męża jakiejkolwiek kobiety. Po prostu nie tego poszukiwał w życiu. Przynajmniej w chwili obecnej.
— Tylko szczery — Zażartował w odpowiedzi. Kobieta się jednak nie myliła. Potrafił być czarujący. W przypadku gospodyni nie musiał nawet kłamać. Po odejściu kobiety, skupił całą swoją uwagę na jej córce, która lustrowała go spojrzeniem.
— A to dlatego, że za każdym razem wszyscy rozmawiają o tym samym. — Przedstawił swoją hipotezę odnośnie prowadzonych rozmów, samemu zniżając swój głos do konspiracyjnego pomruku. Wesołe błyski nie opuszczały jego niebieskich tęczówek. Podniósł ku ustom trzymany w dłoni kieliszek szampana.
— Nie mam Pannie tego za złe. Choć tak, to zaskakujące. — Wytłumaczył. Po tych wszystkich latach po prostu przywykł do bycia szeroko rozpoznawalnym i zarazem pewnego braku prywatności. Bywało to uciążliwe, jednak on łaknął skupionych na nim spojrzeń i blasku fleszy. Choć może powinien zacząć bardziej doceniać chwile takie jak ta. Nie spotykał jednak często ludzi, dla których byłby praktycznie anonimowy. Uchwycił ten moment, w którym luźny kosmyk połaskotał odkrytą skórę szyi czarownicy, sprawiając, że kąciki jest ust drgnęły jakby miał uśmiechnąć się wymownie.
— Konno też jeżdżę. Rekreacyjnie. Posiadam dwa konie, w tym Aetonana. Wiem, że zawsze zasiada w loży honorowej. Najczęściej w towarzystwie mojej rodziny. — Przyznał z uśmiechem. Jedną z korzyści bycia bogatym było to, że można było pozwolić sobie na więcej bez myślenia o comiesięcznym budżecie. Jego rodzina, ogólnie rzecz biorąc, nie powinna opuszczać meczów Quidditcha. Dotąd się to nie zdarzyło. Zawsze mieli stałe miejsce w loży honorowej.
— Ależ ja jestem Panem Nottem. Tylko bardzo popularnym. Nie ma czego wybaczać, bo nie uczyniła Pani nic złego — Zażartował na jej słowa. Uśmiechnął się serdecznie i mrugnął do Pandory. Doskonale wiedział, co ta młoda kobieta miała na myśli. Sława, którą posiadał, odbierała mu anonimowość i wymuszała na nim dbanie o swoją prywatność. Pomimo tego, że to było momentami męczące, to właśnie tego pragnął. Sława nie trwała wiecznie. Podobnie jak kariera sportowa. Przy dobrych układach jego może trwać jeszcze dziesięć lat. Po zakończeniu jej będzie trenować pozostałych zawodników.
Dostrzegł tamtą kobietę w zielonej sukience, do której uśmiechnął się w sposób podkreślający dołeczki w swoich policzkach i uniósł lekko wolną dłoń po to, by jej krótko pomachać. Powinna go znaleźć później, gdy przestanie rozmawiać już z Pandorą. W tym momencie ona miała pierwszeństwo.