20.07.2023, 17:09 ✶
– Sądzisz, że może kogoś opętać? Nie wydaje się zainteresowany żywymi… – spytał Cathal Sebastiana. Ze wszystkich udzielonych przez Macmillana informacji, ta przyciągnęła jego uwagę najbardziej. Dopełnianie pętli… cóż, nie zależało mu jakoś na pomaganiu duchowi, a chociaż chciał dowiedzieć się o nim czegoś więcej, to nie było to priorytetem. Możliwość opętania była jednak już poważnym problemem i tutaj musieli przeciwdziałać. Cal naprawdę bardzo nie chciał, aby pracownicy uciekali z wykopalisk z obawy przed opętaniem. – Na pewno znasz się na tym lepiej. Rozumiem, że to ułatwiłoby sprawę, więc… dla nas to doskonałe wieści – odparł z kolei Pandorze na jej uwagę o mechanizmach.
– To zależy, jak ją urwie – powiedziała tymczasem Nell bez mrugnięcia okiem, zwracając na Fletchera spojrzenie jasnych oczu. – Jeżeli nie całą, a na przykład palce, i ich nie rozwali, to da się je przyprawić z powrotem, ale tutaj liczy się czas i…
– Nell, proszę – wtrącił Cathal, obawiając się, że zaraz dostaną szczegółowy wykład na temat replantacji, czasu, w jakim jest możliwa, warunków, wyjątków, wpływu czarnej magii na niemożność zagojenia obrażeń i tak dalej. A i tego, że uzdrowicielka przestraszy resztę. – Jeden mugol stracił palce. Uschły na skutek klątwy. Ale szczerze wątpię, aby nam to groziło. Uaktywnili magiczną pułapkę, bo cóż… nie mieli pojęcia, że istnieje coś takiego, jak magiczne pułapki – wyjaśnił tak na wszelki wypadek, by nie stawały im przed oczami obrazy klątw rozsadzających nogi albo rąk fruwających w powietrzu po zetknięciu z pułapkami.
Rozejrzał się po ekipie, upewniając, że nikt nie wyraża protestu.
– Świetnie, w takim wypadku zaczynamy. Ulysses, Sebastian, jeśli chcecie, możecie wrócić do namiotów, będziecie pewnie potrzebni dopiero najwcześniej za godzinę albo dwie… – oświadczył, chociaż rzecz jasna nie zamierzał ich stąd wyganiać. Sam odszedł nieco na bok i przysiadł na fragmencie niskiego murku, oznaczonego w tym „bezpiecznym” terenie. Rozbroił już pieczęcie, więc wątpił, czy będzie potrzebny, ale chciał poobserwować nową drużynę przy pracy, poza tym zawsze mogło okazać się, że natkną się na jakieś runy albo pieczęcie, które on i Alethea przegapili wcześniej.
Reszta tego dnia miała upłynąć głównie pod znakiem żmudnej pracy i raczej nie przynieść rozwiązania żadnych zagadek – pierwsze tajemnice dopiero czekały na odkrycie wkrótce…
– To zależy, jak ją urwie – powiedziała tymczasem Nell bez mrugnięcia okiem, zwracając na Fletchera spojrzenie jasnych oczu. – Jeżeli nie całą, a na przykład palce, i ich nie rozwali, to da się je przyprawić z powrotem, ale tutaj liczy się czas i…
– Nell, proszę – wtrącił Cathal, obawiając się, że zaraz dostaną szczegółowy wykład na temat replantacji, czasu, w jakim jest możliwa, warunków, wyjątków, wpływu czarnej magii na niemożność zagojenia obrażeń i tak dalej. A i tego, że uzdrowicielka przestraszy resztę. – Jeden mugol stracił palce. Uschły na skutek klątwy. Ale szczerze wątpię, aby nam to groziło. Uaktywnili magiczną pułapkę, bo cóż… nie mieli pojęcia, że istnieje coś takiego, jak magiczne pułapki – wyjaśnił tak na wszelki wypadek, by nie stawały im przed oczami obrazy klątw rozsadzających nogi albo rąk fruwających w powietrzu po zetknięciu z pułapkami.
Rozejrzał się po ekipie, upewniając, że nikt nie wyraża protestu.
– Świetnie, w takim wypadku zaczynamy. Ulysses, Sebastian, jeśli chcecie, możecie wrócić do namiotów, będziecie pewnie potrzebni dopiero najwcześniej za godzinę albo dwie… – oświadczył, chociaż rzecz jasna nie zamierzał ich stąd wyganiać. Sam odszedł nieco na bok i przysiadł na fragmencie niskiego murku, oznaczonego w tym „bezpiecznym” terenie. Rozbroił już pieczęcie, więc wątpił, czy będzie potrzebny, ale chciał poobserwować nową drużynę przy pracy, poza tym zawsze mogło okazać się, że natkną się na jakieś runy albo pieczęcie, które on i Alethea przegapili wcześniej.
Reszta tego dnia miała upłynąć głównie pod znakiem żmudnej pracy i raczej nie przynieść rozwiązania żadnych zagadek – pierwsze tajemnice dopiero czekały na odkrycie wkrótce…