Nokturn. Technicznie rzecz biorąc Victoria temat odpuściła, ale widać kołatało jej się to po myśli. Bo nagle przeszło ja przekonanie, że o czymś zapomniała. O czymś… o czymś bardzo ważnym. Niepokój musiał odbić się gdzieś na jej twarzy, kiedy uniosła oczy by pokiwać Saurielowi. Że tak, tak – zobaczą. Victoria uwielbiała książki, wcale nie mniej niż kwiaty, ale chyba faktycznie nie mieli okazji nigdy o tym porozmawiać.
- Cholera – rzuciła, kiedy zaraz po tym niepokoju olśniła ją myśl. Nokturn. NOKTURN. MIAŁA ODEBRAĆ ZAMÓWIENIE!
No kurwa.
- Chooolera. Zaaapomniałam – rzuciła wzrokiem na lewo, prawo, potem na Brennę. W końcu na Sauriela. I po prostu bezceremonialnie podeszła do stolika, który stał w rogu korytarza, by wrzucić na niego swój rulon pergaminu. Ten zaraz rozwinęła i jeszcze bardziej bezceremonialnie zagięła kawałek o rant blatu i oderwała. A potem wyciągnęła z kieszeni różdżkę i wyczarowała pióro.
Wcisnęła to przez kraty Saurielowi.
- Pisz. Tylko szybko, zapomniałam, że mam coś do załatwienia. Teraz. Pilnie – zdenerwowana i niecierpliwiąca się Victoria – to musiał być naprawdę ciekawy widok, bo ta kobieta zwykle starała się wszystko tak rozplanować, by mieć na wszystko czas. A na pewno nie była osobą, która zapomina o ważnych rzeczach. Tak ważnych, że musiała je załatwić TERAZ. W środku dyżuru. Właśnie. Dyżur. Nokturn. Spojrzała po sobie. Może pojawienie się tam w mundurze aurora to nie był najszczęśliwszy pomysł… - Wiesz co… Daj mi swoją skórę. Nie pójdę tak przecież na Nokturn – a najgorsze było w tym to, że wyglądała, jakby mówiła naprawdę poważnie.
Bo mówiła. Była śmiertelnie poważna.
Pergamin na powrót zwinęła, filiżanka…
- Chcesz kawę? – zapytała się Sauriela, gotowa mu oddać swoją filiżankę kawy – tej już nie potrzebowała. Była nagle tak pobudzona do działania, że na cholerę jej kawa. Jeśli chciał – to nastąpiła wymiana: jego list i pióro za kawę. A no i z tą skórą to nie żartowała i jeśli Sauriel wywalił na nią oczy, to powiedziała, że nie ma czasu i że mu przecież odda.
A potem wypadła z pomieszczenia i biegiem puściła się korytarzem – planowała faktycznie wysłać ten jego list, a potem wydostać się do hali głównej Ministerstwa i teleportować się na Nokturn. Było tam coś ważnego. Jeśli Brenna, zdziwiona zachowaniem przyjaciółki biegła za nią – to nie robiło jej to większej różnicy ani problemu.
Później to wszystko wytłumaczy w biurze. O tej godzinie i takt nikt się nie będzie interesować, że auror ruszył na Nokturn – raczej… było to często spotykane.