20.07.2023, 19:23 ✶
Ścisnąłem jedną z buteleczek tak, że dziw, że nie pękła mi w rękach. Może szkoda, że tak się nie stało, bo odwróciłoby to moją uwagę od smarkatego zachowania Aveliny Paxton. Nie wiem za jaką księżniczkę się uważała, ale najwyraźniej tą będącą w centrum jebanego wszechświata. Spojrzałem na nią w taki sposób, że nie musiało mi wiele brakować do mocy spojrzenia bazyliszka. Miała farta, że nie zamieniła się w przeklęty posążek.
Już chciałem otwierać swoje usta, ale zbeształem się w myślach. Miałem nad sobą panować, więc podniosłem do oczu trzymaną butelkę, a kiedy tylko trzykrotnie przeczytałem jej opis, upewniając się, że to był eliksir na uspokojenie, wychyliłem połowę zawartości. Resztę niespiesznie wpakowałem do etui, czekając aż zacznie działać. Czułem jak powoli robiło mi się lżej. Tego potrzebowałem.
Na chwilę się zawiesiłem w czasie i przestrzeni, patrząc na klatkę piersiową Aveliny. Nie wbijałem w nią wścibskiego spojrzenia, tylko odliczałem piętnaście delikatnych wdechów i wydechów. Skupiłem się na tym całkowicie, więc gdy podniosłem wzrok na jej oczy, można powiedzieć, że byłem poniekąd zrelaksowany, przynajmniej biorąc poprawkę na to, że przebywałem w otoczeniu Paxton. Przy niej nie można było być zrelaksowanym w pełnym tego słowa znaczeniu.
Była wściekła. Nie rozumiałem jej wściekłości. Nic nie zrobiłem, oprócz wcześniejszego zainteresowania jej kunsztem oraz stanem fizyczno-psychicznym po incydencie, a teraz brakiem zainteresowania, które właściwie sama sobie życzyła, chcąc bym był, hmm, DUPKIEM.
- Nie rozumiem, co masz przez to na myśli - zacząłem w miarę spokojnie, starając się mierzyć słowa. Zmarszczyłem brwi, bo mówiłem szczerze. Zero gierek. Może nawet przez moje słowa przebijał się pewien smutek, że mogłem zranić Paxton, mimo że tego nie chciałem? Albo dlatego że zostałem źle przez nią zrozumiany? Myślałem, że doskonale się znamy, ale najwyraźniej się myliłem. Może za bardzo się zmieniliśmy? Cóż, to się okaże.
- Wyszedłem z inicjatywą przyjaźni, gdyż potrzebuję tych eliksirów, a jesteś w tym dobra. Zapewniam, że nie bawię się tobą ani nie manipuluję. Niby czemu miałbym!? Mogę składać zamówienia i płacić za towar jak normalny klient, tylko potrzebuję dyskrecji z częścią tych zamówień. Jeśli masz z tym problem, to zrozumiem i sobie pójdę, poszukam kogoś innego - kontynuowałem, chcąc wyjaśnić to nieporozumienie. Chciałem jej nawciskać, że jest niedojrzałą nastolatą, że z tego nie wyrosła, ale do niczego by to nas nie zaprowadziło. Niezależnie od tego, co mi się po nocach śniło, między nogi również nie zamierzałem jej zaglądać.
Już chciałem otwierać swoje usta, ale zbeształem się w myślach. Miałem nad sobą panować, więc podniosłem do oczu trzymaną butelkę, a kiedy tylko trzykrotnie przeczytałem jej opis, upewniając się, że to był eliksir na uspokojenie, wychyliłem połowę zawartości. Resztę niespiesznie wpakowałem do etui, czekając aż zacznie działać. Czułem jak powoli robiło mi się lżej. Tego potrzebowałem.
Na chwilę się zawiesiłem w czasie i przestrzeni, patrząc na klatkę piersiową Aveliny. Nie wbijałem w nią wścibskiego spojrzenia, tylko odliczałem piętnaście delikatnych wdechów i wydechów. Skupiłem się na tym całkowicie, więc gdy podniosłem wzrok na jej oczy, można powiedzieć, że byłem poniekąd zrelaksowany, przynajmniej biorąc poprawkę na to, że przebywałem w otoczeniu Paxton. Przy niej nie można było być zrelaksowanym w pełnym tego słowa znaczeniu.
Była wściekła. Nie rozumiałem jej wściekłości. Nic nie zrobiłem, oprócz wcześniejszego zainteresowania jej kunsztem oraz stanem fizyczno-psychicznym po incydencie, a teraz brakiem zainteresowania, które właściwie sama sobie życzyła, chcąc bym był, hmm, DUPKIEM.
- Nie rozumiem, co masz przez to na myśli - zacząłem w miarę spokojnie, starając się mierzyć słowa. Zmarszczyłem brwi, bo mówiłem szczerze. Zero gierek. Może nawet przez moje słowa przebijał się pewien smutek, że mogłem zranić Paxton, mimo że tego nie chciałem? Albo dlatego że zostałem źle przez nią zrozumiany? Myślałem, że doskonale się znamy, ale najwyraźniej się myliłem. Może za bardzo się zmieniliśmy? Cóż, to się okaże.
- Wyszedłem z inicjatywą przyjaźni, gdyż potrzebuję tych eliksirów, a jesteś w tym dobra. Zapewniam, że nie bawię się tobą ani nie manipuluję. Niby czemu miałbym!? Mogę składać zamówienia i płacić za towar jak normalny klient, tylko potrzebuję dyskrecji z częścią tych zamówień. Jeśli masz z tym problem, to zrozumiem i sobie pójdę, poszukam kogoś innego - kontynuowałem, chcąc wyjaśnić to nieporozumienie. Chciałem jej nawciskać, że jest niedojrzałą nastolatą, że z tego nie wyrosła, ale do niczego by to nas nie zaprowadziło. Niezależnie od tego, co mi się po nocach śniło, między nogi również nie zamierzałem jej zaglądać.