Obserwowała go, a wściekłość na jej twarzy nie znikała. Dłonie zaciskała na swoim ubraniu patrząc na niego spod byka. Chciała mu nawrzucać, chciała, aby on na nią nakrzyczał, aby jej powiedział, co tak naprawdę myśli, ale zamiast tego nafaszerował się eliksirem uspokajającym. Ave wycofała się bardziej, jakby nie chciała mieć z nim do czynienia, ale jednocześnie nie chciała tego tak zostawiać. Chciała go powstrzymać, aby nie pił tego eliksiru teraz, nie gdy chciała z nim porozmawiać, ale nie ruszyła się. Przyglądała uważnie jego rysom twarzy, zachowaniu, próbowała go zrozumieć, ale nie była w stanie.
Wtedy zaczął mówić, a mówił totalne bzdury, które tylko ją mocniej denerwowały i powodowały u niej ochotę na wycofanie się. Jak mógł jej nie rozumieć, jak mógł nie widzieć tego jak się zachowywał? Był ślepy, czy jak? Pokręciła głową z niedowierzaniem nie spuszczając z niego wzroku. Trans, w który wpadł po wypiciu napoju sprawił, że mocniej zagryzła wargę. Wkurzało ją to jak się na nią patrzył. Nie chciała, aby to robił. Obeszła ladę i stanęła przed nim. Dźgnęła go palcem w klatkę piersiową, a na jej twarz wróciła obojętność, chłód – taki sam jakim on ją potraktował.
– Posłuchaj – zaczęła – nie wiem, czy te eliksiry przeżarły ci mózg, czy ktoś go wyprał, ale próbowałam o tobie zapomnieć. Tak jak sobie obiecaliśmy. Oczekujesz, że jak pojawisz się w moim życiu znowu to ja przyjmę cię z otwartymi rękami? – mówiła spokojnie, powoli, cicho, z obojętnością, ale pewnego rodzaju zacięciem. – Nie chce znowu się czuć tak jak wtedy, nie chce znowu czuć tego… – złapała się za serce, ale zamilkła. Nie dokończyła myśli. Jakby szukała w głowie odpowiednich słów, ale ostatecznie nie znalazła. – Wyjdź – odwróciła się do niego plecami i ciężko westchnęła – mogę je dla ciebie robić, ale wymyśl jakiś inny sposób na odbiór ich, a teraz wyjdź – głos jej lekko zadrżał, zamknęła oczy czując się naprawdę źle, ale nie chciała znowu płakać. Nie pamiętała kiedy ostatni raz płakała z powodu mężczyzny.