20.07.2023, 19:55 ✶
Brenna faktycznie pojawiła się w nieswojej koszuli. Gdy Victoria wysyłała sowę Sauriela, ona dosłownie ściągnęła ją w biurze z cudzego grzbietu – miała więc teraz na sobie elegancką sukienkę, częściowo zamaskowaną przez o wiele za dużą, męską koszulę, buty ledwo co pozbawione obcasów. Jej włosy były w dość dziwacznym stanie, bo do niedawna upięto je w misterną fryzurę, ale ledwo co Brenna wyciągnęła z nich srebrne spinki. Kolorowy siniec rozlany na kości policzkowej dopełniał dzieła.
Wyglądała jak wariatka, więc idealnie wpasuje się w krajobraz Nokturnu.
- Jest północ, przecież nie puszczę cię o tej porze samej na Nokturn – poinformowała, z trudem łapiąc oddech. Ostatecznie nawet mimo niedostatku instynktu samozachowawczego, Brenna raczej nie próbowała chodzić po Nokturnie w pojedynkę nocą. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby Victorii coś się stało, nawet jeżeli właśnie z powodu Sauriela jej stosunek do Lestrange uległ pewnej zmianie. Poza tym… to był ten moment gdy działała bez namysłu. Jeżeli miałaby szansę się nad tym zastanowić, gdyby została poproszona o pomoc, może zaczęłaby wietrzyć jakąś pułapkę. Widząc jednak Victorię biegnącą po prostu, by iść na Nokturn, Brenna zadziałała instynktownie.
Nie zdążyła zapytać, o co konkretnie chodzi. Musiała to być jakaś bardzo ważna rzecz, skoro nie mogła czekać. Gdy Brenna tylko zobaczyła, że Victoria zamierza się aportować, chwyciła ją za ubranie, sama też się teleportując – i pozwalając, by do celu podróży poprowadziła je Lestrange.
Ledwo wylądowały, dłoń Brenny zacisnęła się na różdżce. Kobieta rozejrzała się. Sprawdzała, gdzie wylądowały. Czy w pobliżu nie kręcą się żadni… hm, podejrzani ludzie zawsze się tutaj kręcili, ale czy nie ma w okolicy kogoś podejrzanego ponad normę. Jej spojrzenie przesunęło się najpierw po witrynach i najbliższych kamieniach, potem po zaułkach. Szukała cieni nieco zbyt głębokich, aby mogły je rzucać tylko budynki.
W takich cieniach na Nokturnie mogło czaić się niebezpieczeństwo.
Lampy dawały niewiele światła, mdławy blask nie rozpraszał w pełni ciemności. Ale przynajmniej nie były w pobliżu zejścia do Podziemnych Ścieżek, w tej najpaskudniejszej części magicznego Londynu.
– W porządku, to czego właściwie szukamy? Jakieś spotkanie z informatorem? Przesyłka do odebrania? Bo chyba nie zapomniałaś, że masz kogoś aresztować? – zapytała Brygadzistka, przenosząc wzrok z powrotem na pannę Lestrange. Zmarszczyła lekko brwi, bo miała wrażenie, że spojrzenie tej stało się jakieś… nieobecne. I dopiero teraz uświadomiła sobie, że Victoria najpierw wyglądała tak w Ministerstwie, a potem nagle postanowiła wybiec gdzieś, jakby się paliło… – Wszystko dobrze…?
Wyglądała jak wariatka, więc idealnie wpasuje się w krajobraz Nokturnu.
- Jest północ, przecież nie puszczę cię o tej porze samej na Nokturn – poinformowała, z trudem łapiąc oddech. Ostatecznie nawet mimo niedostatku instynktu samozachowawczego, Brenna raczej nie próbowała chodzić po Nokturnie w pojedynkę nocą. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby Victorii coś się stało, nawet jeżeli właśnie z powodu Sauriela jej stosunek do Lestrange uległ pewnej zmianie. Poza tym… to był ten moment gdy działała bez namysłu. Jeżeli miałaby szansę się nad tym zastanowić, gdyby została poproszona o pomoc, może zaczęłaby wietrzyć jakąś pułapkę. Widząc jednak Victorię biegnącą po prostu, by iść na Nokturn, Brenna zadziałała instynktownie.
Nie zdążyła zapytać, o co konkretnie chodzi. Musiała to być jakaś bardzo ważna rzecz, skoro nie mogła czekać. Gdy Brenna tylko zobaczyła, że Victoria zamierza się aportować, chwyciła ją za ubranie, sama też się teleportując – i pozwalając, by do celu podróży poprowadziła je Lestrange.
Ledwo wylądowały, dłoń Brenny zacisnęła się na różdżce. Kobieta rozejrzała się. Sprawdzała, gdzie wylądowały. Czy w pobliżu nie kręcą się żadni… hm, podejrzani ludzie zawsze się tutaj kręcili, ale czy nie ma w okolicy kogoś podejrzanego ponad normę. Jej spojrzenie przesunęło się najpierw po witrynach i najbliższych kamieniach, potem po zaułkach. Szukała cieni nieco zbyt głębokich, aby mogły je rzucać tylko budynki.
W takich cieniach na Nokturnie mogło czaić się niebezpieczeństwo.
Lampy dawały niewiele światła, mdławy blask nie rozpraszał w pełni ciemności. Ale przynajmniej nie były w pobliżu zejścia do Podziemnych Ścieżek, w tej najpaskudniejszej części magicznego Londynu.
– W porządku, to czego właściwie szukamy? Jakieś spotkanie z informatorem? Przesyłka do odebrania? Bo chyba nie zapomniałaś, że masz kogoś aresztować? – zapytała Brygadzistka, przenosząc wzrok z powrotem na pannę Lestrange. Zmarszczyła lekko brwi, bo miała wrażenie, że spojrzenie tej stało się jakieś… nieobecne. I dopiero teraz uświadomiła sobie, że Victoria najpierw wyglądała tak w Ministerstwie, a potem nagle postanowiła wybiec gdzieś, jakby się paliło… – Wszystko dobrze…?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.