20.07.2023, 20:31 ✶
Bez sensu. Nie chciałem do tego wracać, podobnie jak i ona. Może właśnie dlatego na moment zamknąłem oczy by wyrzucić z głowy wspomnienie naszego ostatniego spotkania w Hogwarcie. Przeszedł mnie dreszcz, jeszcze większy niż wtedy, kiedy dźgnęła mnie palcem. Długo wtedy czekałem na Vesperę, chcąc zniknąć z powierzchni ziemi, a też zostawiłem po sobie ścianę ubarwioną moją krwią z poździeranych knykci. To byłe słabe. Nie mogłem sobie pozwalać na słabości. Dlatego piłem eliksiry by zachowywać spokój, nie drzeć mordy w aptece i zachować w niej ład oraz porządek. Swoją drogą, gdyby ktoś zmarł wśród mieszaniny różnych wywarów, ciekawie byłoby ustalać ostateczną przyczynę zgonu.
Potem Avelina śniła mi się niemalże każdego wieczoru. Często odchodziła, przez co budziłem się w nocy zlany potem. Teraz potrafiłem śnić o niej lekko i przyjemnie, ale to nic nie znaczyło, bo nie mogło niczego znaczyć. Tak, jak to sobie wtedy omówiliśmy, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni. A przynajmniej tak sądziliśmy, gdyż postanowiłem zaburzyć tę obietnicę. Może niepotrzebnie to zrobiłem. Avelina mogła mieć rację.
- Myślę, że powinnaś przemyśleć swoje uczucia - kontynuowałem, dalej oczywiście warząc słowa. Nie mogłem jej powiedzieć, że marzyłem o niej niemalże każdej nocy, że noc poślubną spędziłem, wyobrażając sobie jej twarz, jej ciało w moich ramionach. To było niepoprawne. To było złe. Nie byłem takim... Sam nie wiedziałem, czemu nie mogłem wymazać sobie jej z głowy. Przestać o niej myśleć. Szczególnie kiedy traktowała mnie tak, jak mnie traktowała. Niezbyt przychylnie.
Włożyłem ręce do kieszeni płaszcza by nie pokusiło mnie do niczego nieodwracalnego. Zamierzałem zachować profesjonalizm, więc nie mogłem macać jej warg po raz drugi. Teraz już się nie wykręcę.
- Przy czym nie jestem odpowiednią osobą, w którą powinnaś je lokować, Avelino - odparłem ze smutkiem. Bardzo pragnąłem być odpowiednią osobą, ale los wybrał inaczej, co już niejednokrotnie nam udowodnił, a mi właściwie udowadniał to każdego dnia. Mogło mnie ocalić jedynie błogosławieństwo ojca, ale nic z tego. Prędzej nadszedłby koniec świata aniżeli przyzwoliłby mi na miłość do kobiety półkrwi. Sam nie chciałem być zdyskredytowany w szlachetnym towarzystwie, poza tym miałem żonę i trójkę dzieci. Rodzina była dla mnie ważna. Moje życie poszło w zdecydowanie innym kierunku i nie miałem już możliwości powrotu.
- A te eliksiry... Potrzebuję odbioru osobistego, więc mniemam, że mam sobie pójść i nie wracać...? - zapytałem, chcąc się upewnić. Podobało mi się to, że po eliksirze niewiele czułem, właściwie nic, oprócz obojętności, wyprania i kilku delikatnych emocji - smutku, współczucia, wspomnienia złamanego serca. Przynajmniej nie cierpiałem bardziej. Było w porządku.
Potem Avelina śniła mi się niemalże każdego wieczoru. Często odchodziła, przez co budziłem się w nocy zlany potem. Teraz potrafiłem śnić o niej lekko i przyjemnie, ale to nic nie znaczyło, bo nie mogło niczego znaczyć. Tak, jak to sobie wtedy omówiliśmy, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni. A przynajmniej tak sądziliśmy, gdyż postanowiłem zaburzyć tę obietnicę. Może niepotrzebnie to zrobiłem. Avelina mogła mieć rację.
- Myślę, że powinnaś przemyśleć swoje uczucia - kontynuowałem, dalej oczywiście warząc słowa. Nie mogłem jej powiedzieć, że marzyłem o niej niemalże każdej nocy, że noc poślubną spędziłem, wyobrażając sobie jej twarz, jej ciało w moich ramionach. To było niepoprawne. To było złe. Nie byłem takim... Sam nie wiedziałem, czemu nie mogłem wymazać sobie jej z głowy. Przestać o niej myśleć. Szczególnie kiedy traktowała mnie tak, jak mnie traktowała. Niezbyt przychylnie.
Włożyłem ręce do kieszeni płaszcza by nie pokusiło mnie do niczego nieodwracalnego. Zamierzałem zachować profesjonalizm, więc nie mogłem macać jej warg po raz drugi. Teraz już się nie wykręcę.
- Przy czym nie jestem odpowiednią osobą, w którą powinnaś je lokować, Avelino - odparłem ze smutkiem. Bardzo pragnąłem być odpowiednią osobą, ale los wybrał inaczej, co już niejednokrotnie nam udowodnił, a mi właściwie udowadniał to każdego dnia. Mogło mnie ocalić jedynie błogosławieństwo ojca, ale nic z tego. Prędzej nadszedłby koniec świata aniżeli przyzwoliłby mi na miłość do kobiety półkrwi. Sam nie chciałem być zdyskredytowany w szlachetnym towarzystwie, poza tym miałem żonę i trójkę dzieci. Rodzina była dla mnie ważna. Moje życie poszło w zdecydowanie innym kierunku i nie miałem już możliwości powrotu.
- A te eliksiry... Potrzebuję odbioru osobistego, więc mniemam, że mam sobie pójść i nie wracać...? - zapytałem, chcąc się upewnić. Podobało mi się to, że po eliksirze niewiele czułem, właściwie nic, oprócz obojętności, wyprania i kilku delikatnych emocji - smutku, współczucia, wspomnienia złamanego serca. Przynajmniej nie cierpiałem bardziej. Było w porządku.