Norka raczej nie należała do tych, którzy życzyli źle komukolwiek... no chyba, że chodziło o Ślizgonów. Denerwowało ją to, jak panoszą się po szkole. Uważała, że takim osobom warto jest utrzeć nosa. Zasługiwali na to. Nie podobało jej się, jak z wyższością traktowali wszystkich innych uczniów, szczególnie tych, w których nie płynęła tak wspaniała czysta krew jak ich. Figg zupełnie nie rozumiała dlaczego uważają się za lepszych od innych, przecież magia sama wybierała, kto powinien ją mieć, mugolscy czarownicy byli wybierani przez los, aby dołączyć do tego zacnego grona czarodziejów.
- Oby był to szybki kryzys- szepnęła do Alice, żeby nie zdołować jeszcze bardziej tej zguby, która to tutaj urządziła sobie miejsce płaczków. Rozumiała problemy pierwszaków. Wiadomo, że byli w zupełnie nowym miejscu, często też nie mieli nawet pojęcia, że magia istnieje, a teraz z dala od domu rzuceni na głęboką wodę musieli sobie radzić. Figg doskonale potrafiła zrozumieć te młode dusze, nie bez powodu została prefektem. Była w stanie dotrzeć do każdego dzieciaka i wzbudzała zaufanie. Łatwo jej było z nich wyciągać informacje.
- Taaak, trybuny też są świetne, chociaż tam zawsze kręciło się sporo ludzi, wiesz treningi quidditcha...- sama nie była fanką tego sportu, właściwie to nie tylko tego, a chyba każdego. Wolała więc nie trafić na drużynę... jej zdaniem gracze quidditcha byli specyficzni, zarozumiali, nie przepadała za takimi typami osobowości.
- Widocznie Ci czegoś zazdrościła Marto.- postanowiła przejąć inicjatywę i zaczęła kontynuować rozmowę z duchem. - Wiesz, że takie naśmiewanie się, nie bierze się znikąd.- Ciekawe, czy szło jej w miarę dobrze, nie chciała urazić ducha w żaden sposób. Figg starała się wszystkich traktować równo, nawet jeśli byli martwi to miała do nich szacunek.
- Marto, co to za kłamstwa, nie jesteś wcale gruba i brzydka...- rzekła jeszcze Nora. Trafił im się bardzo zakompleksiony duch, musiały sobie jakoś z tym poradzić. - A o Tobie wszyscy pamiętają, każdy w szkole powtarza, że jest łazienka w której można spotkać taką miłą dziewczynę duch...- może trochę naginała prawdę, ale skąd Marta mogła o tym wiedzieć?
Kiedy Alice przedstawiła dziewczyny Marta postanowiła do nich podlecieć. Zatrzymała się tuż przed twarzą Alice. - Alice... ciekawe po co ze mną rozmawiacie, hmm? - spoglądała to na jedną, to na drugą. - Pewnie jak wszyscy przyszłyście posłuchać opowieści, hmm!- pisnęła. - Każdy chce wiedzieć jak zginęłam.
- Oby był to szybki kryzys- szepnęła do Alice, żeby nie zdołować jeszcze bardziej tej zguby, która to tutaj urządziła sobie miejsce płaczków. Rozumiała problemy pierwszaków. Wiadomo, że byli w zupełnie nowym miejscu, często też nie mieli nawet pojęcia, że magia istnieje, a teraz z dala od domu rzuceni na głęboką wodę musieli sobie radzić. Figg doskonale potrafiła zrozumieć te młode dusze, nie bez powodu została prefektem. Była w stanie dotrzeć do każdego dzieciaka i wzbudzała zaufanie. Łatwo jej było z nich wyciągać informacje.
- Taaak, trybuny też są świetne, chociaż tam zawsze kręciło się sporo ludzi, wiesz treningi quidditcha...- sama nie była fanką tego sportu, właściwie to nie tylko tego, a chyba każdego. Wolała więc nie trafić na drużynę... jej zdaniem gracze quidditcha byli specyficzni, zarozumiali, nie przepadała za takimi typami osobowości.
- Widocznie Ci czegoś zazdrościła Marto.- postanowiła przejąć inicjatywę i zaczęła kontynuować rozmowę z duchem. - Wiesz, że takie naśmiewanie się, nie bierze się znikąd.- Ciekawe, czy szło jej w miarę dobrze, nie chciała urazić ducha w żaden sposób. Figg starała się wszystkich traktować równo, nawet jeśli byli martwi to miała do nich szacunek.
- Marto, co to za kłamstwa, nie jesteś wcale gruba i brzydka...- rzekła jeszcze Nora. Trafił im się bardzo zakompleksiony duch, musiały sobie jakoś z tym poradzić. - A o Tobie wszyscy pamiętają, każdy w szkole powtarza, że jest łazienka w której można spotkać taką miłą dziewczynę duch...- może trochę naginała prawdę, ale skąd Marta mogła o tym wiedzieć?
Kiedy Alice przedstawiła dziewczyny Marta postanowiła do nich podlecieć. Zatrzymała się tuż przed twarzą Alice. - Alice... ciekawe po co ze mną rozmawiacie, hmm? - spoglądała to na jedną, to na drugą. - Pewnie jak wszyscy przyszłyście posłuchać opowieści, hmm!- pisnęła. - Każdy chce wiedzieć jak zginęłam.