20.07.2023, 22:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2023, 22:38 przez Augustus Rookwood.)
Zacisnąłem dłonie w pięści, wciąż skryte w kieszeniach płaszcza. Z jednej strony czułem ulgę, że stoi do mnie tyłem, bo nie musiałem na żywo oglądać emocji, które nią targały, aczkolwiek wyobraźnia - to była ta druga strona - podpowiadała mi, co mogło się tam malować. Równie dobrze mogła bezgłośnie ronić łzy, gdzie na samą taką myśl krajało mi się serce. Nie chciałem tego. Nie znosiłem patrzeć na Avelinę w takim stanie, ale nie mogłem nic na to poradzić. Niezależenie od tego, jak bardzo bolały mnie ramiona, wszelkie fizyczne gesty względem niej nie wchodziły w grę. Zacząłem pluć sobie w brodę, że tu przyszedłem, prosząc ją o przysługę. Nie była na to gotowa - o tym nie pomyślałem, bacząc jedynie na to, co ja czułem i czego pragnąłem. Egoista.
Dłonie zaciśnięte w pięści swędziały mnie niemiłosiernie, pulsowały, prosiły się o to by zrobić cokolwiek. Tak nie mogło być. Ale musiało być.
Zerknąłem w kierunku drzwi, czy nikt się tam nie czaił pod sklepem ani też nie zaglądał przez okno. Nikogo w pobliżu nie było i chwała. Ten obraz, nas obojga, w tej pozycji musiał być osobliwy. Kto wie, co przypadkowy przechodzeń by z tego wyciągnął? Cała paletę barwnych ploteczek.
Przełknąłem głośno ślinę, nie spodziewając się takiego wyznania z ust kobiety. Wróciłem do niej spojrzeniem. Stała dalej odwrócona do mnie plecami. Miałem nieodparte wrażenie, że płacze, choć jej głos się jeszcze nie łamał. Przynajmniej nie tak bardzo.
Zacisnąłem wargi, próbując walczyć ze sobą, z tymi informacjami i emocjami. Byłem odurzony, więc nie była to jakaś wymagająca walka, ale... też byłem bardziej otwarty. Spokojny, smutny, wyrozumiały i takie tam. Myślę, że mimo wszystko nie mogłem wygrać z tym, co cisnęło mi się na usta. Życie.
- Również chciałbym, aby było inaczej - powtórzyłem za nią, a mój umysł przyspieszył, podsuwając mi różne scenariusze, w których przenosimy się tym marzeniem, wypowiedzianym tak głośno, do równoległego świata, gdzie faktycznie wszystko jest inaczej i możemy być wszyscy uradowani, szczęśliwi. Niestety, rzeczywistości nie zmieniały słowa, tylko czyny, a też nie na wszystko można było mieć wpływ. Chyba że było się cudotwórcą, Ministrem Magii albo Voldemortem... Aczkolwiek oni również mieli ograniczone pole do manewru.
- Będę czekał na ten list - dodałem jedynie, tak cicho, że zniżyłem się do tonu szeptu. Chyba jednak emocje wygrywały z eliksirem uspokajającym albo po prostu miałem chrypę.
Cóż, nie miałem co tak stać, więc odwróciłem się w kierunku lady by pozbierać swoje rzeczy. Ostrożnie wyciągnąłem ręce z kieszeni i przy okazji - oczywiście trzykrotnie - zweryfikowałem, czy miałem różdżkę na swoim miejscu. Zająłem się zabezpieczaniem fiolek. Nie chciałem żadnej zgubić ani potłuc, więc dwukrotnie weryfikowałem, czy wszystko w porządku spięte.
Miałem wrażenie, że jakoś zmalałem, ale to była wina lekko przygarbionych ramion. Ręce mi opadały? Chyba na niesprawiedliwość świata.
- Avelino... - zacząłem, na chwilę zerkając w jej kierunku. - Wybacz, masz rację. Nie powinienem był się odzywać, pojawiać ponownie w twoim życiu. To było egoistyczne - odparłem, niezależnie od tego, czy na mnie spojrzała, czy też nie.
Dłonie zaciśnięte w pięści swędziały mnie niemiłosiernie, pulsowały, prosiły się o to by zrobić cokolwiek. Tak nie mogło być. Ale musiało być.
Zerknąłem w kierunku drzwi, czy nikt się tam nie czaił pod sklepem ani też nie zaglądał przez okno. Nikogo w pobliżu nie było i chwała. Ten obraz, nas obojga, w tej pozycji musiał być osobliwy. Kto wie, co przypadkowy przechodzeń by z tego wyciągnął? Cała paletę barwnych ploteczek.
Przełknąłem głośno ślinę, nie spodziewając się takiego wyznania z ust kobiety. Wróciłem do niej spojrzeniem. Stała dalej odwrócona do mnie plecami. Miałem nieodparte wrażenie, że płacze, choć jej głos się jeszcze nie łamał. Przynajmniej nie tak bardzo.
Zacisnąłem wargi, próbując walczyć ze sobą, z tymi informacjami i emocjami. Byłem odurzony, więc nie była to jakaś wymagająca walka, ale... też byłem bardziej otwarty. Spokojny, smutny, wyrozumiały i takie tam. Myślę, że mimo wszystko nie mogłem wygrać z tym, co cisnęło mi się na usta. Życie.
- Również chciałbym, aby było inaczej - powtórzyłem za nią, a mój umysł przyspieszył, podsuwając mi różne scenariusze, w których przenosimy się tym marzeniem, wypowiedzianym tak głośno, do równoległego świata, gdzie faktycznie wszystko jest inaczej i możemy być wszyscy uradowani, szczęśliwi. Niestety, rzeczywistości nie zmieniały słowa, tylko czyny, a też nie na wszystko można było mieć wpływ. Chyba że było się cudotwórcą, Ministrem Magii albo Voldemortem... Aczkolwiek oni również mieli ograniczone pole do manewru.
- Będę czekał na ten list - dodałem jedynie, tak cicho, że zniżyłem się do tonu szeptu. Chyba jednak emocje wygrywały z eliksirem uspokajającym albo po prostu miałem chrypę.
Cóż, nie miałem co tak stać, więc odwróciłem się w kierunku lady by pozbierać swoje rzeczy. Ostrożnie wyciągnąłem ręce z kieszeni i przy okazji - oczywiście trzykrotnie - zweryfikowałem, czy miałem różdżkę na swoim miejscu. Zająłem się zabezpieczaniem fiolek. Nie chciałem żadnej zgubić ani potłuc, więc dwukrotnie weryfikowałem, czy wszystko w porządku spięte.
Miałem wrażenie, że jakoś zmalałem, ale to była wina lekko przygarbionych ramion. Ręce mi opadały? Chyba na niesprawiedliwość świata.
- Avelino... - zacząłem, na chwilę zerkając w jej kierunku. - Wybacz, masz rację. Nie powinienem był się odzywać, pojawiać ponownie w twoim życiu. To było egoistyczne - odparłem, niezależnie od tego, czy na mnie spojrzała, czy też nie.