Czuła ulgę, że mężczyzna jej nie dotknął, nie zrobił kroku w jej stronę, że stał w odpowiedniej odległości, że dał jej ten komfort i szanse na logiczne myślenie. Zdawała sobie sprawę, że dla niego to też jest trudne. Ta relacja była okropnie ciężka i trudna. Nie ułatwiała im relacji nawet jeśli chcieli prowadzić między sobą tylko biznes. Z jej ust wydostało się ciężkie westchnięcie i cały czas próbowała powstrzymać łzy, ale ta jedyna rzecz była łatwiejsza niż wcześniej myślała. Chyba powoli godziła się z ich losem, że nie dane jest im się przyjaźnić, ponieważ ukrywają swoje prawdziwe emocje, że nie mogą wyrzucić z siebie prawdziwych emocji, bo były nieodpowiednie. Przesunęła dłonią po twarzy próbując uspokoić rozszalałe emocje. Chciałaby się z kimś spotkać, chciałaby komuś o tym powiedzieć, ale nie wiedziała komu. Nie chciała nikogo obarczać swoimi problemami zważając, że w ostatnim czasie wiele osób miało inne problemy, a nie te głupie sercowe.
Zamknęła mocniej oczy zaciskając dłonie w pięści. Nie mogła się ruszyć, zmuszała swój umysł do tego, aby nie odwrócić się. Zmuszała się, aby pozostać obojętną, pozostać w tym miejscu, w którym stała, bo wiedziała, że jak się obróci to logika zniknie, a teraz tylko ona ją ratowała przed popełnieniem głupiego błędu. tak bardzo chciała mu powiedzieć, co czuje, tak bardzo chciała wyrzucić z siebie swoje emocje, a zamiast tego zaciskała zęby, pięści i oczy, aby spróbować przenieść się do innej rzeczywistości, aby tylko nie być tu z nim. Czemu nagle nie miała klientów? Czemu tu było tak pusto? Czemu wszechświat pozwalał jej być znowu z nim w jednym pomieszczeniu sam na sam?
Słyszała jak zbiera swoje rzeczy, jak ogarnia się do wyjścia. Trwało to wieki, a ona nic nie zrobiła. Zerkała tylko na lustro, w którym widziała jego całą sylwetkę. Wcześniej unikała patrzenia tam, ale nie mogła się dłużej powstrzymywać. Był idealnie rozdarty, a ona to widziała choć nie chciała. Spojrzała na niego jeszcze, gdy wymówił jej imię. Zagryzła znowu wargę i spojrzała na niego smutno.
– Nie byłam gotowa... – odpowiedziała cicho – ale to nie jest zły błąd. Po prostu jesteśmy w nieodpowiednim miejscu w istnieniu – dodała i patrzyła na niego z uwagą – odezwę się niedługo jak to przemyślę – odwróciła się znowu do niego plecami i oparła dłonie o blat czekając na magiczny dzwoneczek, który powiadomi ją, że ten opuścił aptekę.