Kolejny dowód ich przeciwności - Hjalmar wolał stary porządek, którym żył już od kilku dobrych lat. Wstawał rano i szedł do kuźni gdzie pracował do późnego popołudnia czy nawet wieczoru, pozwalając sobie na pojedyncze występki w postaci wyprawy do lasu czy popijawy ze swoją ekipą. Pandora zaś z drugiej strony żyła dużo bardziej tą całą chwilą, pozwalała sobie na to szaleństwo i spontaniczność. Ale czy nie miała racji? Młodość - jeżeli można tak jeszcze rozpatrywać ich wiek - mieli jedną i należało wycisnąć z niej jak najwięcej.
Czy w takim razie można by go rozpatrywać jako "gwiazdkę z nieba"? W końcu spadł z choinki, a z niej jest dużo bliżej do gwiazd niż z ziemi. Dodając jeszcze fakt, że mimo swoich wielu gróźb, nic jej nadal nie zrobił - chociaż mógł i pewnie powinien - a w jakiś sposób nawet zaakceptował i przywiązał?
- Uwieść... - odparł cicho, starając się nawet powiedzieć pod nosem aby może - przypadkiem - nie usłyszała. Kuzynka Prewettówny starała się za wszelką cenę i może mogłoby się jej udać ale była jedna, bardzo ważna kwestia, która ją przekreślała z jakichkolwiek planów matrymonialnych. Tą rzeczą był jej wiek - Deniz była za młoda dla Hjalmara i lekko za szalona? Albo nie wybawiona jeszcze? A on sam nie miał już ani chęci ani siły aby biegać po klubach czy imprezach - Ummm... Nie wiem... Może? Nawet jeśli to chyba jej się nie udało bo mogłem nie zrozumieć jej przekazu... - przyznał ze wzruszeniem ramion. Nie był w stanie sobie przypomnieć czy coś takiego rzeczywiście miało miejsce. Nordgersim się jednak nie bał, że Akane zostanie sama na zawsze - z jej otwartością i "poszukiwaniami" przygód to była tylko kwestia czasu aż się z kimś zwiąże.
- Ale Litha to coś innego... Sama wiesz jak to jest... - podrapał się po karku, przypominając sobie, że on sam wybrał Pandorę zamiast kolegów. Czy to również nie dodawało go do tej grupy? No bo w końcu znalazł sobie towarzystwo na wieczór i bawili się co najmniej przednio - Wesela to też osobna sprawa... - dodał, próbując wytłumaczyć jakoś siebie oraz resztę społeczeństwa. W wielkim skrócie można by to podsumować do jednego zdania - alkohol otwierał ludzi i zakopywał wszelkie bariery, czego chodzącym przykładem był sam Islandczyk.
Akurat kwestia znajomości nic nie zmieniała w jego przypadku. Njalę w końcu znał całe życie, a gdyby nie była zajęta i robiła takie same rzeczy jak Prewettówna to zareagowałby tak samo - Zakochać się... - powtórzył po niej - Każdy kiedyś był zakochany... - odpowiedział wymijająco. W głębi duszy uważał, że na każdego przyjdzie czas aby zostać trafionym tą legendarną strzałą Amora. Niektórym przyszło szybciej, innym później - ale czy nie było warto czekać na tę jedną, jedyną osobę zamiast szukać szczęścia na siłę i co noc jak co poniektórzy?
Jak miał w inny sposób reagować skoro atakowała go z zaskoczenia? W tym przypadku to z drapieżnika stawał się ofiarą. I mu to nie przeszkadzało. Nie miał z tym najmniejszego problemu dopóki nie dawał po sobie poznać, że mu to pasuje czy odpowiada. A przynajmniej bardzo chciał aby Pandora nie rozgryzła tego małego sekretu. Dużo lepiej mu się żyło kiedy nie musiał się dzielić swoimi przemyśleniami na ten temat. Z drugiej strony dochodziło do jego pijanego mózgu, że ta 'niewiadoma' czy impas nie może trwać wiecznie, a on w końcu będzie musiał pogodzić się z pewnymi faktami.
Ucieszył się na jej słowa o wierze w niego i samego faktu, że po prostu była oraz chciała pomóc. Z drugiej strony też mogła liczyć na to samo - nawet kiedy go irytowała swoim gadaniem czy innymi chaośniczymi sprawami. Zawsze gdzieś tam kątem oka spoglądał w jej kierunku, czego dowodem była chociażby 'interwencja' podczas wakacji w Turcji. Mogli się denerwować, grozić czy nawet porywać ale jedne było w stanie wskoczyć za drugim w ogień - czy tego chcieli czy też nie.
Życzenia miał przyziemnie i nie za bardzo wybujane. Prewettówna prawdę mówiąc powinna się cieszyć, że zapytała go w takim, a nie innym stanie. Gdyby był trzeźwy, istniałoby ryzyko, że nie powiedziałby nic, wzruszając po prostu ramionami - a tak to coś z siebie wydusił i wymyślił. Może nie było to za bardzo kreatywne ale jednak było.
Pandora powinna była skorzystać z tego, że reagował w ten sposób. Teraz, złapanie randki za reke nie stanowiło żadnego problemu. Ba! Nawet zgodzenie się na randkę było sukcesem i to całkowitym. Nie mógł nic poradzić, że był tak zbudowany. Harówka w kuźni nie pozwalała mu na inny wygląd. Gdyby był jakimś lekkoatletom czy zwykłym innym szarym człowiekiem nie miałaby żadnego problemu aby go prowadzić czy nieść.
Ostatnią rzeczą jaką był w stanie zrobić przed swoim upadkiem - zaśnięciem - było pokiwanie głową na temat skojarzenia go ze zwierzakiem. Hjalmar miał trochę przeświadczenie, że ta go nie rozumie. Był prawdziwym wilkiem! Wilkołakiem z krwi i kości, a nie żadnym podrabiańcem. Tą myślą nie zdążył się podzielić, ponieważ już sobie miło chrapał na tylnym siedzeniu, korzystając z Pandory jako podpórki. Co by nie mówić, musiała być bardzo wygodna skoro tak szybko usnął.
Całą drogę nie wydał żadnego dźwięku, który nie był chrapaniem. Nawet się nie ruszał, co mogła dawać pewne powody do obaw - chociaż jego jazgot informował, że na pewno żyje i nic mu nie jest. No bo czy Pandora nim się właśnie nie opiekowała zgodnie ze swoją zapowiedzią? Spanie z taką myślą było bardzo przyjemne, pozwalając na pełen relaks i odpoczynek.
Minęło kilka minut jak dojechali na miejsce, gdzie oczekiwali jego pobudki - Uważaj sobie... - wycedził zaspanym głosem, chociaż oczy nadal miał przymknięte. Nie było już słychać chrapania, co świadczyło tylko o jednym - zmartwychwstaniu Hjalmara. Kilkanaście sekund później pstryknął karkiem oraz wyprostował plecy, a następnie nachylił się w kierunku Pandory - dokładnie do jej ucha - Czy on Cię napastował? - zapytał, chuchając ciepłym powietrzem w jej małżowinę - Tylko szczerze... Przecież wiesz, że nie zrobiłbym mu żadnej krzywydy... - dodał równie konspiracyjnym tonem, wbijając tym samym swój wzrok w jej twarz, po części pewnie wyszukując jej tęczówek. Po nich mógł stwierdzić czy odpowiedź na jego pytanie będzie szczera czy też nie do końca. Prewettówna powinna wiedzieć, że żaden z niego brutal czy zabijaka, a kierowca taksówki jest bezpieczny... Czy aby jednak na pewno?