04.11.2022, 21:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.11.2022, 21:15 przez Morgana le Fay.)
Kiedy jeszcze nie tak dawno rozmawiała z Brenną na temat balu i darowizn na licytację charytatywną, nie spodziewała się, że raptem kilka dni później wszystko stanie na głowie. A odrobinę później - jeszcze zacznie wywijać salta w powietrzu. Wszystko to sprawiło, że przez naprawdę długą chwilę zastanawiała się, czy chce - powinna - pojawić się na wydarzeniu organizowanym przez Longbottomów.
Tyle że o ile pierwsza przyczyna nie stanowiła wymówki - chyba że pod względem samopoczucia - to druga... to w zasadzie można było obrócić na korzyść. Tylko może wypadało nie wyglądać na nazbyt radosną, skoro - jakkolwiek by nie patrzeć - w najbliższej rodzinie oficjalnie panowała żałoba. Stąd też ostatecznie przybyła na miejsce, z mężem u boku oraz celem: przesłane przez Brennę zdjęcie zegara upewniło młodą panią Black, że zdecydowanie chce zapełnić pustkę po ofiarowanej wazie tym właśnie przedmiotem i naprawdę miała szczery zamiar go wylicytować.
Ciekawe tylko, kiedy Daphne się zorientuje, co jej całkiem świeżo upieczona synowa zrobiła z prezentem ślubnym - tyle dobrego, że główny zainteresowany, czyli Perseusz, nawet nie wyraził sprzeciwu. A zorientować się było łatwo - Eunice nie zdecydowała się wszak na tę "tajną" listę darczyńców.
- Pamiętasz? Jeśli noga będzie cię bolała, to nie udawaj dzielnego pacjenta, tylko masz usiąść. I jak będzie źle, to zawsze możemy wcześniej wyjść. Tylko nie przed licytacją zegara – przypomniała cicho Perseuszowi, zatrzymując się na chwilę; wypadało przywitać się z gospodarzami, a ci chwilowo byli tak oblegani, że wręcz nie wypadało się przepychać tylko po to, żeby zamienić z Longbottomami parę słów.
Ale gdy tylko towarzystwo się przerzedziło, podeszła z mężem do rodzeństwa, by się krótko przywitać i skomplementować efekty starań gospodarzy – przynajmniej te, które było widać gołym okiem. A potem Blackowie odeszli, robiąc miejsce kolejnym gościom – a tych z pewnością miało jeszcze być wielu.
Tyle że o ile pierwsza przyczyna nie stanowiła wymówki - chyba że pod względem samopoczucia - to druga... to w zasadzie można było obrócić na korzyść. Tylko może wypadało nie wyglądać na nazbyt radosną, skoro - jakkolwiek by nie patrzeć - w najbliższej rodzinie oficjalnie panowała żałoba. Stąd też ostatecznie przybyła na miejsce, z mężem u boku oraz celem: przesłane przez Brennę zdjęcie zegara upewniło młodą panią Black, że zdecydowanie chce zapełnić pustkę po ofiarowanej wazie tym właśnie przedmiotem i naprawdę miała szczery zamiar go wylicytować.
Ciekawe tylko, kiedy Daphne się zorientuje, co jej całkiem świeżo upieczona synowa zrobiła z prezentem ślubnym - tyle dobrego, że główny zainteresowany, czyli Perseusz, nawet nie wyraził sprzeciwu. A zorientować się było łatwo - Eunice nie zdecydowała się wszak na tę "tajną" listę darczyńców.
- Pamiętasz? Jeśli noga będzie cię bolała, to nie udawaj dzielnego pacjenta, tylko masz usiąść. I jak będzie źle, to zawsze możemy wcześniej wyjść. Tylko nie przed licytacją zegara – przypomniała cicho Perseuszowi, zatrzymując się na chwilę; wypadało przywitać się z gospodarzami, a ci chwilowo byli tak oblegani, że wręcz nie wypadało się przepychać tylko po to, żeby zamienić z Longbottomami parę słów.
Ale gdy tylko towarzystwo się przerzedziło, podeszła z mężem do rodzeństwa, by się krótko przywitać i skomplementować efekty starań gospodarzy – przynajmniej te, które było widać gołym okiem. A potem Blackowie odeszli, robiąc miejsce kolejnym gościom – a tych z pewnością miało jeszcze być wielu.
295