21.07.2023, 23:51 ✶
Brenna w swoich podejrzeniach wobec Rookwoodów pewnie zdaniem niektórych szła daleko... ale w istocie: to było o wiele za blisko. O wiele za blisko. Nawet nie podejrzewała, w jakiej sytuacji naprawdę byli Sauriel i Anna, nie odgadałby, w jaki sposób tam traktowano swoich - i to mimo tego, że wiedziała, że prawdopodobnie jednego z nich wystawiono. Zakładała, że niektórzy popierają Voldemorta po cichu, że przynajmniej jeden nosi maskę, jak Fineas, ale nic więcej.
Gdyby znała całą prawdę i jakimś sposobem poznała myśli Victorii, pewnie by się z nią nie zgodziła.
Zniszczyli jego i prędzej czy później zniszczą ją, gdy to wszystko pozostanie w mroku. Po prostu ciągnęli ich w tę ciemność.
Ale teraz nie myślała o tym wszystkim, gdy same szły przez noc, pod rękę, jak w Hogwarcie, jakby wcale nie wybiegły jak szalone w pogoni za ułudą, a ot wyszły na przechadzkę dwóch przyjaciółek. Brenna znała Victorię prawie całe życie: mieszkały w jednym miejscu, były rówieśniczkami, trafiły na jeden rocznik w Hogwarcie, obie pracowały w Ministerstwie Magii. I w jakiś sposób przez moment, kiedy rozmawiały o tak prywatnych rzeczach, to wszystko, choć trudne, mimo tych nowych pęknięć (bo narzeczony wampir - Rookwood, do diaska), przypominało o wędrówkach przez Dolinę czy korytarze szkoły.
Kiedy wszystko było jeszcze proste.
- Dziękuję - powiedziała. Rzeczywiście, nie połączyła kropek, gdy Victoria tak wypadła: uwierzyła, że ta faktycznie miała coś do załatwienia. Zwłaszcza, że Mavelle odpływała, raz nawet dosłownie, ale dotąd ani razu tożsamość wujka nie wpłynęła tak mocno na jej własną. Brenna była sprytna, była nawet bystra, ale wcale nie należała do geniuszy, może nawet nie do osób szczególnie mądrych i daleko jej było do Sherlocka Holmesa, który na pewno od razu powiązałby ten mętny wzrok i nagły pośpiech. - Myślę, że może istnieć sposób na odwrócenie tego chłodu... i całej reszty... ale po prawdzie... szukałabym specjalistów poza Anglią - stwierdziła z pewnym wahaniem. Dlaczego? Bo to, co ich spotkało, zdawało się mieć coś wspólnego z energią limbo.
A jakiekolwiek eksperymentowanie z energią było tutaj zakazane jako praktyki nekromantyczne. Nawet patronusy, które były przecież na wskroś dobre.
Opuściły wreszcie Nokturn - docierając ku światłom Pokątnej, a wkrótce potem obie przeniosły się do Ministerstwa. Brenna ot wolała upewnić się, że Lestrange tam trafi.
Potem weszła do kominka, by wrócić do domu.
Gdyby znała całą prawdę i jakimś sposobem poznała myśli Victorii, pewnie by się z nią nie zgodziła.
Zniszczyli jego i prędzej czy później zniszczą ją, gdy to wszystko pozostanie w mroku. Po prostu ciągnęli ich w tę ciemność.
Ale teraz nie myślała o tym wszystkim, gdy same szły przez noc, pod rękę, jak w Hogwarcie, jakby wcale nie wybiegły jak szalone w pogoni za ułudą, a ot wyszły na przechadzkę dwóch przyjaciółek. Brenna znała Victorię prawie całe życie: mieszkały w jednym miejscu, były rówieśniczkami, trafiły na jeden rocznik w Hogwarcie, obie pracowały w Ministerstwie Magii. I w jakiś sposób przez moment, kiedy rozmawiały o tak prywatnych rzeczach, to wszystko, choć trudne, mimo tych nowych pęknięć (bo narzeczony wampir - Rookwood, do diaska), przypominało o wędrówkach przez Dolinę czy korytarze szkoły.
Kiedy wszystko było jeszcze proste.
- Dziękuję - powiedziała. Rzeczywiście, nie połączyła kropek, gdy Victoria tak wypadła: uwierzyła, że ta faktycznie miała coś do załatwienia. Zwłaszcza, że Mavelle odpływała, raz nawet dosłownie, ale dotąd ani razu tożsamość wujka nie wpłynęła tak mocno na jej własną. Brenna była sprytna, była nawet bystra, ale wcale nie należała do geniuszy, może nawet nie do osób szczególnie mądrych i daleko jej było do Sherlocka Holmesa, który na pewno od razu powiązałby ten mętny wzrok i nagły pośpiech. - Myślę, że może istnieć sposób na odwrócenie tego chłodu... i całej reszty... ale po prawdzie... szukałabym specjalistów poza Anglią - stwierdziła z pewnym wahaniem. Dlaczego? Bo to, co ich spotkało, zdawało się mieć coś wspólnego z energią limbo.
A jakiekolwiek eksperymentowanie z energią było tutaj zakazane jako praktyki nekromantyczne. Nawet patronusy, które były przecież na wskroś dobre.
Opuściły wreszcie Nokturn - docierając ku światłom Pokątnej, a wkrótce potem obie przeniosły się do Ministerstwa. Brenna ot wolała upewnić się, że Lestrange tam trafi.
Potem weszła do kominka, by wrócić do domu.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.