Victoria też nie była wielkim znawcą zwierząt, jednak nauki przyrodnicze odebrała i kultywowała – tak w dbaniu o rośliny, jak przy przygotowywaniu eliksirów, a tam nieraz przecież stosowało się różne elementy zwierząt mniej czy bardziej magicznych. Więc – potrafiła je rozpoznać, nazwać, bez nadmiernych szczegółów w tym, jakie mają wszystkie zwyczaje, co lubią, czego nie i tak dalej. Próżno było dopytywać Victorię o ciekawostki związane ze zwierzętami (no chyba, ze chodziło o koty. Koty wszak uwielbiała). Jeśli o tamte błotoryje chodziło, to podejrzewała jednak, że zostały wypłoszone przez wichurę i dziwaczne… stwory, jakie pojawiły się w Kniei Godryka – i efekt był taki, że być może zniszczono ich leże? W każdym razie znalazły się za blisko ludzkiej osady. A potem trzeba było mugola przekonywać, ze to nie był żaden stwór z zębami tylko wielki pies.
- Dla ciebie przeczytam – stała odwrócona do niego plecami kiedy to mówiła, ale słyszała, ze w pewien sposób jest uradowany. Ale to też pomogło jej ukryć jej własną minę, może nie do końca zadowoloną. Powtarzała sobie jednak, że od książki chyba nie umrze… Więc wyciągnęła tę, o której powiedział – jedną. Pierwszy tom. Nie zamierzała od razu targać ze sobą wszystkich trzech. Zabrała ją ze sobą do kanapy i póki co odłożyła na stolik. - Nadal możesz to robić – odparła, kiedy już siedziała na powrót na kanapie.
Wiedziała, że takie zawiadomienie to jak proszenie się o wydziedziczenie. Dokładnie z tego samego powodu sama nigdzie nie zgłaszała tego, jak traktowany jest Sauriel – narobiłaby sobie wtedy zbyt wiele wrogów… Tak sądziła. Nie wiedziała za to, że już ich miało, prawdopodobnie te same osoby, bo stanęła naprzeciwko Voldemorta w Limbo i jej nazwisko wypłynęło w gazetach, zaraz obok imienia Czarnego Pana. Ktoś się dowiedział. Nie wiedziała kto, nie wiedziała jak. Ale poniekąd, jakby samo stanięcie naprzeciwko wielkiego czarnoksiężnika nie było postawieniem na sobie celownika, to to co wypisywano w gazetach mogło tylko zaognić sytuację. No chyba, że imć Lorda w ogóle nie interesowała – ostatecznie w ogóle się przy nim nie odzywała, nie pyskowała, jej zaklęcie wręcz nawet nie zadziałało. Tak czy siak, gdyby Sauriel złożył takie zawiadomienie… to by go z tym samego nie zostawiła. Oczywiście, że w pierwszej kolejności zabrałaby go do siebie. Nie do Doliny Godryka, tylko do Londynu, do tego mieszkania, które stało nieużywane. I oczywiście, że nie zostawiłaby go bez pieniędzy. Tylko tak po prawdzie to… pewnie najłatwiej byłoby to wszystko zaaranżować po ślubie. Odejmowałoby trochę niepotrzebnych pytań.
- Gdybyś się zdecydował… Pewnie wiele by się zmieniło. Niekoniecznie na gorsze. Nie zostałbyś z tym sam – nie namawiała go, bo to była absolutnie trudna decyzja. Nie namawiała go, bo nie wiedziała wszystkiego. Jeśli jednak czuł… chciał coś zmienić, to miał do tego wszelkie prawo, i do tego, by tego nie robił, też nie zamierzała go namawiać. Ale rozumiała jego wahanie. I rozumiała badanie gruntu. Rozumiała, że chciał wiedzieć, czy w ogóle jest o czym rozmyślać. Było.
- Nie wiem kto. Nie wiem do kogo miałabym się z tym zgłosić. Nawet w Departamencie Tajemnic nic nie mają. Jestem… jesteśmy przypadkiem jedynym w swoim rodzaju. A nekromancja jest nielegalna, więc… - to był kolejny absurd. Nekromancja sama w sobie nie była zła, mogła prowadzić do złego, ale nie musiała. Ale za pomocą magii kształtowania czy translokacji też można było zabić. I co, jakoś to nie było nielegalne. Ale nawet wyczarowanie pierdolonego Patronusa – tak. Przez to, że nekromancja była nielegalna, miała trochę zawiązane ręce, bo przez to nie było tu zbyt wiele przeszkolonych w nekromancji ludzi – a już na pewno nie takich, które by się z tym same afiszowały. Victoria nie wiedziała nawet gdzie szukać, a sama przecież… Cholera, nawet sama w tajemnicy trenowała i uczyła się nekromancji, bo jak walczyć z czarnoksiężnikami, skoro nie rozumiało się, co robią? To było trudne. Było skomplikowane. Była… nowym rodzajem żywego trupa, takim który gwałcił wszystkie zasady bycia żywym trupem. I weź cos na to znajdź w dwa tygodnie.
Słowa, które powiedział później, bardzo ją poruszyły.
- Dziękuję – co innego mogła na to odpowiedzieć? - Naprawdę to doceniam – i naprawdę tak było. A skoro nie uważała go za najgorszego śmiecia – to chyba działało?
Mogli tak rozmawiać o wszystkim i o niczym. Victoria widziała, że kiedy Sauriel leżał, to łatwiej było mu się rozluźnić, widziała, że ciągle męczy się przy mówieniu, więc to ona wypełniała tę ciszę, gadając różne rzeczy i gładząc go przy tym dość nieświadomie po włosach. Narzekając na ogród, mówiąc o kwiatach – podziękowała mu, że wspomniał o tym swojej matce. I nawet wspomniała mu, że ta zaproponowała, że pomogłaby jej z tym ogrodem. A kiedy nie było już nic lepszego do mówienia, to poopowiadała mu kilka luźniejszych historii ze szkoły, które jej się przypomniały. Posiedziała z nim… ile tylko chciał.