Avelina siedziała dzisiaj w pracy ze świadomością, że będzie musiała posiedzieć trochę dłużej w pracy niż zwykle. W laboratorium na zapleczu właśnie warzył się eliksir, który będzie gotowy dopiero za kilka godzin, a ona musi go przypilnować, aby wyszedł odpowiednio idealny. Szef nadal pomagał uzdrowicielom w Mungu, a ona zajmowała sie jego biznesem. Sama nie chciała iść do szpitala, ponieważ nie przepadała za tłumami, a bała się, że nie zniesie widoku tylu chorych. Musiała odpocząć po informacjach jakie do niej dotarły po tamtych dniach. Usłyszała dzwoneczek drzwi i na widok Ururu uśmiechnęła się delikatnie. Lubiła jak ją odwiedzał nawet jeśli wydawał się być naprawdę dziwnym mężczyzną. Wydawał się być ułożony i nienatarczywy.
Gdy podszedł do niej z prośbą o zidentyfikowanie eliksirów uniosła lekko brwi. Miała dosyć niską samoocenę i czasami mówiła nawet, że pomimo tylu lat doświadczenia nie była w tym za dobra, ale było to kłamstwo, albo po prostu zbyt mała wiara w swoje umiejętności. Avelina dużo spędzała czasu z eliksirami, zawsze chętnie się o nich uczyła. Często rozmawiała z zielarzami i uczyła się o składnikach. Uczyła się rozpoznawać eliksiry po zapachu, co było naprawdę trudne.
– Dzień dobry – odpowiedziała nie przestając się uśmiechać. – Mogę je zobaczyć? Skąd je masz i dlaczego nie wiesz czym są? Mam nadzieję, że nie wplątałeś się w jakieś nielegalne sprawy? – zapytała z troską.