Uśmiechnąłem się niepewnie, a gdy usłyszałem w miarę znajomy głos, który przewijał się kiedyś wokół Fergusa dosyć często odetchnąłem z ulgą. Otworzyłem drzwi szerzej ściągając z nich zasuwę. teraz Sauriel mógł zobaczyć mnie w pełnej okazałości. Miałem na sobie t-shirt ubrany na lewą stronę w kolorze miętowej zieleni i czarne spodnie. Do tego kapcie w puchate króliki – o czym totalnie nie wiedziałem. Dostałem je od Fergusa na święta i nosiłem z ufnością, że są mega męskie z jakąś czachą czy coś w tym stylu. Głowę miałem lekko pochylone, a kręcone włosy delikatnie opadały mi na czoło nachodząc na niewidzące oczy.
– Dobry wieczór – odpowiedziałem słuchając jego słów z uwagą. Zastanawiałem się przez chwilę, czy powinienem mu ufać tak po prostu, ale wiedziałem, że Fergus się z nim przyjaźnił bardzo mocno. Nie wiedziałem jakie były ich relacje teraz, ale chyba nie powinno być, aż tak źle prawda? – Nie ma go w domu. Ojciec go wysłał na zjazd różdżkarzy gdzieś za granicą, wujek musiał zostać z ciocią, bo jest w szpitalu – odpowiedziałem zgodnie z prawdą i delikatnym smutkiem. – Ciocia jest w szpitalu, a wujek z nią został – dodałem jeszcze sprostowanie. Obok moich nóg zakręcił się Bell i niespokojnie przeszedł mi między nogami.
– Na razie nie mam z nim zbyt dużego kontaktu, ale myślę, że cię powiadomi jak wróci – odpowiedziałem trzymając dłoń na klamce drzwi. Nie lubiłem za bardzo mówić o tym, co działo się w moim domu, ale nie były to jakieś tajne informacje. Sposób w jaki mówił Sauriel był dla mnie dziwny, ale nie skomentowałem tego. Sam nie należałem do normalnych osób, więc nie powinienem go oceniać po sposobie mówienia, nie?