Ja zwracałem uwagę głównie na zapach, który otaczał ludzi i głos, którym do mnie mówili. Sauriel mówił dosyć chaotycznie, dziwnie, ale ton miał przyjemny. Chciałem go słuchać, ale jednocześnie czułem pewnego rodzaju obawę, bo wyczuwałem jak zmiennie zachowywał się w swoich wypowiedziach. Raz był wzbudzony, raz zmieszany, raz spokojny, a za chwilę znowu wzburzony. Gdy zapytał ponownie o miejsce pobytu Fergusa lekko się cofnąłem.
– Tak – odpowiedziałem krótko czekając na jakąkolwiek inną reakcje. Brzmiał tak jakby był wkurzony, że Fergus wyjechał, ale w sumie się nie dziwiłem. Doskonale wiedziałem, że Ferg nie przepadał za robieniem różdżek, ale nic na to nie mogliśmy poradzić. Ja nie miałem głosu w tej sprawie, bo byłem kaleką i nic ze mnie pożytecznego nie było. Tak, czułem rodzinną miłość od tych wszystkich osób, z którymi się wychowałem, ale zdawałem sobie sprawę, że nie mogłem decydować w żadnej sprawie związanej z rodzinnym biznesem, więc milczałem.
Czułem się winny z tego powodu, ale naprawdę nic nie mogłem zrobić. Mógłbym ukryć Fergusa, ale gdzie? Jak nie znałem kryjówek? Byłem kiepski w chowanego. Ani nie potrafiłem się chować, ani szukać.
– Mówiłeś, że jesteś jego przyjacielem. Powiem mu, że byłeś to na pewno się skontaktuje – zapewniłem, aby mężczyzna nie był bardziej wściekły.
Gdy usłyszałem zachwycone "ooo" od razu domyśliłem się, że chodziło o Bella. Niewiele osób reaguje w ten sposób na ślepców, więc to była najbardziej logiczna opcja w tym spotkaniu.
– Nim go dotkniesz zapytaj, czy możesz! – ostrzegłem szybciej, bo nie chciałem, aby ten się jeszcze bardziej wściekać.
– Dellianie, psujesz kaażde spotkanie miau – zamruczał kot i popatrzył na Sauriela uważnie. Przyglądał mu się z uwagą, aż w końcu otarł pyszczek o jego rękę. Dobrego miziania nie odmawiał, ale zaraz potem zostawił nas w samych wbiegając w głąb mieszkania.
– Jeśli chcesz mogę zrobić herbatę... – zaproponowałem ustępując mu przejścia.