Pukanie, kroki, głos Augustusa wyrwał ją z letargu. Była w połowie schodów na dół, ale nie chciała iść mu otworzyć. Schodziła, aby poszukać Godryka. Nie zdawała sobie sprawy jak komplikuje życie Rookwooda tym listem, nie myślała o jego dzieciach i żonie, a zapewne gryzłoby ją sumienie, gdyby dotarło do niej, co mu robi. W końcu zeszła na dół patrząc na niego niepewnie. Był przystojny, ale w jej głowie ciągle chodził widok Godryka i nie mogła tego znieść. Denerwowało ją to, niszczyło od środka i nie była w stanie się opanować.
– Rookwood – szepnęła, a jej wzrok unikał jego oczu. Było jej wstyd i żal, że go tu ściągnęła. W końcu jego też kiedyś darzyła głębokim uczuciem, ale nie była w stanie go wykopać z siebie. Z każdym dniem przyćmiewała jej umysł myśl o chłopcu poznanym na Beltane. – Powiedz, że wiesz o kim mówię, powiedz, że go znajdziesz, albo że mi pomożesz pozbyć się tych myśli o nim z głowy – miała łzy w oczach, a oddech był nierównomierny i niestabilny. – Proszę – szepnęła i usiadła na krześle w kuchni obejmując się ramionami.
Czuła się taka samotna, rozdarta, niekochana, opuszczona. Nie chciała się tak czuć, nie chciała o tym myśleć, nie chciała być w takim stanie. Wolałaby wrócić do sprzeczek i krzyków z Rookwoodem, a nie myśleć o obcym mężczyźnie. Mogła to uczucie zakwalifikować do najgorszego uczucia w jej życiu. Ta tęsknota za tym mężczyzną powodowała, że traciła logiczny umysł, a serce płatało jej figla.