Nie rozumiał dlaczego Pandora miała tak fioletowe policzki. Może było jej zimno w tej taksówce? Mogła mu o tym wspomnieć, mógłby jej oddać swoją koszulę albo wymyślić coś innego aby tylko nie musiała tak cierpieć. Hjalmar będzie musiał o to dopytać Prewettówny, oczywiście jeżeli pamięć mu pozwoli zapamiętać te małą informację. Pociągnięcie za rękę było wystarczającym znakiem do tego, że już pora na wysiadkę, a on - jako posłuszny niedźwiadek - wykonał to zalecenie i moment później zaatakował go chłód z zewnątrz.
Kroki, które wykonywał Nordgersim były ciężkie, a on wcale nie zamierzał próbować pokonać tej trasy niczym mysz. Ba! On prędzej przypominał teraz słonia w składzie porcelany, dobitnie wykorzystując fakt, że schody były dębowe i bardzo dobrze roznosił dźwięk, zwłaszcza jeżeli ktoś na nie mocniej nadepnął. Ze wszystkich sił starał się iść prosto ale szło mu dobitnie średnio - na jego korzyść przemawiał jednak fakt, że po jednej stronie miał poręcz, a po drugiej Pandore. I to tylko dzięki temu duetowi wsparcia udało mu się dotrzeć pod tą całą siódemkę.
- Gdzie bałagan? - zapytał kiedy wpuściła go do środka, a on dobitnie próbował się go doszukać. Nie widział nigdzie hałdy węgla ani walających się sztab czy narzędzi - Jak u siebie? A gdzie masz piec żeby napalić? - dodał w formie niewinnego żartu. Gdyby był u siebie i piec byłby - jakimś cudem - zgaszony, to właśnie od tego by zaczął. Powoli jednak rozumiał, że Pandora raczej nie miała tutaj ani pieca, ani warsztatu. Z ciekawością przyglądał się jak wygląda takie typowe angielskie mieszkanie. Nie zatrzymywał się jednak i sprawnym krokiem szedł za Prewettówną. Oczywiście asekurował się ścianą jako, że nadal jego stan nie był najlepszy.
- Nie. Nie jestem. Kto Ci powiedział takie rzeczy? Ja jeszcze nigdy nie byłem zmęczony - zapewnił, a następnie wydał z siebie solidne ziewnięcie na które zareagował przeciągnięciem się. Im dłużej tutaj przebywał tym bardziej odbierał wystrój jej wnętrza jako w pewien sposób hermetyczny i zorganizowany - ułożony. Na dłuższą chwilę jego uwagę przykuł jeden przedmiot, a mianowicie doniczka z kaktusem. Ta roślina wygląda śmiesznie oraz dziwnie. W dodatku była czymś niespotykanym, czymś czego do tej pory nie widział, a interesował się fauną i florą. Nic więc dziwnego, że przekręcił głowę aby mu się dokładniej przyjrzeć. To ma kolce? Nie czekając ani sekundy dłużej ruszył w kierunku tej rośliny. Kiedy znalazł się naprzeciwko jej, przyłożył ostrożnie palec, które cofnął jeszcze szybciej jako, że po prostu się ukłuł - Ała... - wydał z siebie dźwięk niezadowolenia, połączony z grymasem i mruknięciem.
Powrócił do Pandory i chciał już odebrać od niej butelkę z wódką na widok której zaświeciły mu się oczy. Prewettówna jednak wyjęła jakąś torebkę o której istnieniu zdążył już zapomnieć - Pasował mi do oczu? - zdziwił się. Mierzył ją wzrokiem przez krótką chwilę, zastanawiając się co może być w środku. W końcu jednak opróżnił jej zawartość - Londyn? Myślałem, że tak się nazywa to miasto, a nie jakiś miś w kapeluszu... - przyznał z pewnego rodzaju smutkiem w głosie. Czyżby okłamywano Hjalmara do tej pory? Może stolica Wielkiej Brytanii rzeczywiście nazywała się inaczej?
- Na szafce jest jakaś dziwna roślina... - dodał od siebie w kwestii rzeczy, które tam były. Z wielką chęci skorzystałby z tego hologramu ale mogłoby to się zakończyć źle. Nordgersim mógłby wtedy wybiec z jej mieszkania i pod wpływem impulsu powrócić na Islandię na dobre, a to już dzisiaj sobie ustalili - nie mógł tam na razie powrócić. To była zbyt otwarta "rana", jeżeli tak to można było odebrać - Nie chcę się myć. Wezmę to i sobie usiądę gdzieś w kącie. Nie musisz się mną przejmować - odparł, chowając koszulkę z misiem "Londynem" do torby, a następnie biorąc butelkę wódki w swoje dłonie. Hjalmar zaczął się rozglądać za miejscem gdzie mógłby usiąść aby przystąpić do dalszej konsumpcji zawartości butelki, chociaż jego stan raczej nie wskazywał na to, żeby potrzebował jeszcze jakiegokolwiek grama alkoholu.
- Mięso - odpowiedział po raz kolejny spoglądając w kierunku tego dziwnego kwiatka z kolcami, który ewidentnie nie dawał mu spokoju - W każdej jego formie... Na przykład takie... O... Podudzie... Świetna sprawa - pokiwał głową. A to można zjeść? Bił się z własnymi myślami. Kaktus był dla niego dużo ważniejszą sprawą, niż fakt, że jego głowa i koszula są trochę przemoczone. Po krótkich rozważaniach z samym sobą, powrócił do niej wzrokiem, idealnie w momencie kiedy się uśmiechnęła. Nie zastanawiając się więcej, zrobił to samo i chwilę później wziął solidny łyk z butelki, a następnie przetarł dłonią buzię.