Sam chciałem wspomnieć, że to raczej w trosce o niego, ale kot się odezwał. Mimowolnie uśmiechnąłem się kącikiem ust. Lubiłem jak Bell pokazywał swoje pazury i wole. Lubiłem, że stawał w mojej obronie. Moja pewność siebie dzięki niemu naprawdę mocno rosła. Gdy Bell wspomniał o chłodzie automatycznie przesunąłem drzwi, aby się nimi odgrodzić od Sauriela. Skoro Bell nie był zadowolony z obecności mężczyzny sam nie powinienem był go tu zapraszać. Czasami byłem idiotą.
Zmarszczyłem brwi próbując zrozumieć, co się właściwie dzieje, ale może powinienem go wyprosić? Może powinienem powiedzieć, aby przyszedł innego dnia jak Fergus będzie w domu? W sumie Sauriel nie wiedział, że wujka teraz nie było w domu. Może powinienem mu powiedzieć, że sprowadzę wujka to poda mu dokładny adres pobytu Ferga? Może wtedy chłopak sam się ulotni? Ale nie potrafiłem za dobrze kłamać.
– Tak, Dellian – odpowiedziałem. – W sumie masz rację. Przyjdź może jak Fergus będzie w domu. Nie musisz ze mną rozmawiać i nie boję się ciebie, ale zdenerwowałeś Bella, więc to dobry powód, abyś przyszedł jak będzie Ferg. – dodałem, czułem się pewniej, gdy Bel wił mi się między nogami, ale jednocześnie jego podenerwowanie udzielało mi się w podobnym stopniu. Nie miałem zamiaru pytać o Limbo, ani o jego status życia. Chyba wolałem zakończyć to spotkanie. Bell czytał mi o zimnych, ale nie byłem pewny, czy on też nim był. Mógł być kimkolwiek innym. – Do zobaczenia? – zacząłem przymykać drzwi nie wiedząc do końca, czy mu czasem nosa nie przytrzasnę.