24.07.2023, 15:22 ✶
Kiedy tylko na nią spojrzałem, widziałem, że coś było nie tak. Dziewczyna nie wyglądała jak moja Avelina Paxton. Niepokój ścisnął moje wnętrzności, ale starałem się zachować zdrowy rozsądek, czysty umysł. Z reguły nie było rzeczy niemożliwych w magii, więc choćbym miał poruszyć niebo i ziemię, damy radę, ocalimy ją przed zgubą. Ale jednak serce się krajało, kiedy widziałem ją w tym stanie. Zwykle w bojowym nastroju na mój widok, teraz emanowała niepewnością i rozpaczą, tęsknotą za czymś nieosiągalnym... Ścisnęło mnie po raz drugi, bo myślami wróciłem do dnia, kiedy po raz ostatni byłem na terenie Hogwartu.
- Spokojnie, dopilnujemy tego, byś spokojnie mogła się durzyć wyłącznie we mnie - odparłem na jej słowa uśmiechnięty, niby rozbawiony, choć moje oczy musiały wyrażać coś kompletnie innego - troskę, zaniepokojenie. Postąpiłem kilka delikatnych kroków w jej kierunku. Obserwowałem ją uważnie, chcąc przewidzieć jak zareaguje na każdy ruch wykonany z mojej strony. Zdawałem sobie sprawę, że musiałem być ostrożny. Została omamiona przez innego. Nie była w stanie racjonalnie myśleć.
Podszedłem bliżej, klękając przed nią na podłodze. Nie powinna czuć się przeze mnie osaczona, więc starałem się nad nią nie górować, szczególnie że obrała miejsce na krześle. Powinna to docenić. Raczej nie robiłem takich rzeczy.
- Zrobię ci kilka drobnych oględzin, dobrze? Nie bój się. Będę ci mówił, co zamierzam zrobić. Rozumiesz? - zapytałem powoli, niespiesznie, czekając za każdym razem na potwierdzenie z jej strony. Kiedy się doczekałem, zamierzałem kontynuować. Przełożyłem różdżkę w lewą dłoń, a prawą wyciągnąłem w jej kierunku. Pragnąłem by ją ujęła i się z nią oswoiła. - To moja dłoń. Przyjacielska, pomocna. Nie chcę z nikim konkurować o twoje serce... Uwolnimy ciebie, dobrze? Zgadzasz się, bym cię dotykał? Stricte medycznie, nic z podtekstem erotycznym - obiecałem jej, choć wspomniałem niestety te wszystkie sny, w których ten dotyk wcale nie był medyczny. Płonęła w moich ramionach.
Odchrząknąłem delikatnie, pozbywając się tego z głowy. Byłem dobrym kłamcą, jeśli chciałem, więc zamierzałem wymazać jakiekolwiek uczucia do dziewczyny ze swojego ciała i umysłu. Pozwolę im wrócić, kiedy Avelina będzie bezpieczna - obiecałem sobie, ale czułem, że to była czcza obietnica. Przynajmniej będę kłamał Avelinie, a nie sobie - to już brzmiało lepiej.
Postanowiłem kontynuować, kiedy poczułem, że dziewczyna jest gotowa iść dalej za moimi radami.
- W międzyczasie możesz mi jeszcze raz opowiedzieć, co się wydarzyło na Beltane? Wspominałaś w liście coś o wiankach... - zachęciłem ją do rozwinięcia myśli. Spieszyło mi się, bo chciałem mieć to za sobą, ale wpierw musiałem ocenić, z czym mieliśmy doczynienia. Mogłem zgadywać, ale to nie była zabawa, tylko walka o życie Aveliny. Nie zamierzałem ryzykować.
- Spokojnie, dopilnujemy tego, byś spokojnie mogła się durzyć wyłącznie we mnie - odparłem na jej słowa uśmiechnięty, niby rozbawiony, choć moje oczy musiały wyrażać coś kompletnie innego - troskę, zaniepokojenie. Postąpiłem kilka delikatnych kroków w jej kierunku. Obserwowałem ją uważnie, chcąc przewidzieć jak zareaguje na każdy ruch wykonany z mojej strony. Zdawałem sobie sprawę, że musiałem być ostrożny. Została omamiona przez innego. Nie była w stanie racjonalnie myśleć.
Podszedłem bliżej, klękając przed nią na podłodze. Nie powinna czuć się przeze mnie osaczona, więc starałem się nad nią nie górować, szczególnie że obrała miejsce na krześle. Powinna to docenić. Raczej nie robiłem takich rzeczy.
- Zrobię ci kilka drobnych oględzin, dobrze? Nie bój się. Będę ci mówił, co zamierzam zrobić. Rozumiesz? - zapytałem powoli, niespiesznie, czekając za każdym razem na potwierdzenie z jej strony. Kiedy się doczekałem, zamierzałem kontynuować. Przełożyłem różdżkę w lewą dłoń, a prawą wyciągnąłem w jej kierunku. Pragnąłem by ją ujęła i się z nią oswoiła. - To moja dłoń. Przyjacielska, pomocna. Nie chcę z nikim konkurować o twoje serce... Uwolnimy ciebie, dobrze? Zgadzasz się, bym cię dotykał? Stricte medycznie, nic z podtekstem erotycznym - obiecałem jej, choć wspomniałem niestety te wszystkie sny, w których ten dotyk wcale nie był medyczny. Płonęła w moich ramionach.
Odchrząknąłem delikatnie, pozbywając się tego z głowy. Byłem dobrym kłamcą, jeśli chciałem, więc zamierzałem wymazać jakiekolwiek uczucia do dziewczyny ze swojego ciała i umysłu. Pozwolę im wrócić, kiedy Avelina będzie bezpieczna - obiecałem sobie, ale czułem, że to była czcza obietnica. Przynajmniej będę kłamał Avelinie, a nie sobie - to już brzmiało lepiej.
Postanowiłem kontynuować, kiedy poczułem, że dziewczyna jest gotowa iść dalej za moimi radami.
- W międzyczasie możesz mi jeszcze raz opowiedzieć, co się wydarzyło na Beltane? Wspominałaś w liście coś o wiankach... - zachęciłem ją do rozwinięcia myśli. Spieszyło mi się, bo chciałem mieć to za sobą, ale wpierw musiałem ocenić, z czym mieliśmy doczynienia. Mogłem zgadywać, ale to nie była zabawa, tylko walka o życie Aveliny. Nie zamierzałem ryzykować.