Nie wiedziała, że cokolwiek działo się w jej głowie, że obrazy, które przesuwały się przed jej oczami, rozgrywane na nowo – a na które teraz można było spojrzeć z inną perspektywą – nie są odtwarzane tylko w jej głowie. Za nic w świecie nie pomyslalaby, że jej dzisiejszy towarzysz, musi patrzeć na to, co ona. Na te dwie sceny, krótkie wycinki z jej życia, a które nadal rozpierdalały ją wewnętrznie. Nadal nie rozumiała, jak można było tak traktować swoje dziecko, które powinno być dumą i dla którego chciało się jak najlepiej. Nie można było jednak odmówić jednego – tak jak Victoria wyciągała swoje wnioski, tak jej rodzice ewidentnie również to robili. Nie powiedzieli jej o planowanym narzeczeństwie, bo gotowa byłaby uciec, pierwsze spotkanie było zapoznawczym, nie zaręczynami, a na domiar wszystkiego – wybrali jej na narzeczonego kogoś, kto nie umrze ot tak od byle czego, kto jej tak łatwo nie opuści i dla którego nie będzie po prostu klaczką, którą miał pokryć ogier. Bardzo przewrotnie, ale przecież dostała dokładnie to, co chciała.
Nie, nie sądziła, że ktokolwiek kiedykolwiek będzie oglądać te łamiące serce chwilę, sądziła, że nigdy nikomu by o nich nie opowiedziała, zwłaszcza z takimi szczegółami, a co dopiero tutaj mówić o pokazywaniu ich. O… doświadczaniu tego wszystkiego, co składało się na jej osobę. I na jej porażki. Bo choć człowiek się na nich uczył najlepiej, to niekoniecznie chciał, by ktoś inny był ich świadomy. Victoria nie chciała.
Nie wiedziała, czemu Sauriel siedzi, kiedy ona ciągle stała. Nie wiedziała, czemu tak na nią spogląda. Nie wiedziała, co się właśnie dzieje, ani dlaczego doświadczyła tych dwóch scen właśnie teraz. Przez moment wystraszyła się, że coś Saurielowi przypadkiem zrobiła i że tego nie pamięta. Że jednak ma problemy z pamięcią i to są pierwsze tego objawy.
Znowu poczuła wzbierający, znajomy już ból głowy. Ucisnęła dłonią skroń i dostrzegła kolejny znajomy już widok: duch dziewczynki ponownie wyciągał zapałkę z pudełka, złapała je pewniej w małej rączce, przyłożyła główkę zapałki do boku pudełeczka.
- Nie, czekaj! – krzyknęła do niej, ale było już za późno.
Zapałka zapłonęła widmowym blaskiem.
!lestrange3