25.07.2023, 17:34 ✶
Jak mogła zapomnieć? Ten przedmiot był przecież tak ważny! A ona zapominała – tylko po to, by teraz sobie to sukcesywnie przypominać. Że to nie była tylko jakaś tam inwestycja, że mogłaby stracić kupę pieniędzy. To nie one były w tym wszystkim najważniejsze. A to, że dzięki niemu mogła żyć z nim.
Edwin. Och, Edwin…
Było już ciemno. Zupełnie jak we wspomnieniu, które doświadczyła na nowo. Przez moment zastanawiała się gdzie jest – bo na twarzy nie czuła żadnej miłej bryzy morza, nie słyszała rżenia konia. Było jej zimno – ale jej przecież zawsze było zimno, jak miało być jej ciepło, skoro…
- Edwin? – poderwała głowę, kiedy mężczyzna wymówił jej imię. Kiedy się zająknął. Czy też to widziała? Ale widziała co? Nie widziała. Próbowała go zlokalizować, światło latarni ledwo dochodziło do tego zaułka i w tym półmroku cienie przybierały bardzo dziwne kształty. Zbliżył się, wtedy go zobaczyła. I poczuła ten spokój, błogość – bo wszystko było przecież na miejscu. Uśmiechnęła się do niego nawet i dopiero kiedy wyciągnął do niej rękę, to zorientowała się że siedzi na ziemi. Rozejrzała się wtedy wokół siebie.
Co do cholery jasnej robiła na bruku? Zupełnie nie pamiętała, dlaczego… zmarszczyła czoło, próbując sobie przypomnieć coś ponad to mocne wrażenie, te wspomnienie siebie i jej ukochanego Edwina. To musiało jej się przypomnieć dlatego, że po prostu z nim tutaj była… wyciągnęła do niego ręce, pozwalając mu by pomógł jej wstać. Otrzepała się wtedy i raz jeszcze rozejrzała.
- Co się stało? – rzuciła i dopiero teraz spojrzała na Sauriela uświadamiając sobie dwie rzeczy: przed momentem też się pozbierał z podłogi i nie był Edwinem. - Sauriel? – poczuła ucisk w żołądku. Gdzie był Edwin?
Nie… Kim do kurwy nędzy był Edwin?
To było takie żywe. Te wszystkie uczucia, te wrażenia. Tak samo jak to wszystko co czuła kiedy była obok wampira. Albo to co czuła, kiedy go przy niej nie było. Tak samo obezwładniające. Więc to musi coś znaczyć, tak?
Nie?
- Co się ze mną dzieje – jęknęła pod nosem. Duch z pewnością był tutaj wcześniej, teraz to sobie uświadomiła. Ale teraz dziewczynki nigdzie nie było. Oraz: Sauriel się przecież o coś pytał. - Czy co widziałam? Nie wiem… – jedno było pewne: brzmiała na bardzo zagubioną.
Edwin. Och, Edwin…
Było już ciemno. Zupełnie jak we wspomnieniu, które doświadczyła na nowo. Przez moment zastanawiała się gdzie jest – bo na twarzy nie czuła żadnej miłej bryzy morza, nie słyszała rżenia konia. Było jej zimno – ale jej przecież zawsze było zimno, jak miało być jej ciepło, skoro…
- Edwin? – poderwała głowę, kiedy mężczyzna wymówił jej imię. Kiedy się zająknął. Czy też to widziała? Ale widziała co? Nie widziała. Próbowała go zlokalizować, światło latarni ledwo dochodziło do tego zaułka i w tym półmroku cienie przybierały bardzo dziwne kształty. Zbliżył się, wtedy go zobaczyła. I poczuła ten spokój, błogość – bo wszystko było przecież na miejscu. Uśmiechnęła się do niego nawet i dopiero kiedy wyciągnął do niej rękę, to zorientowała się że siedzi na ziemi. Rozejrzała się wtedy wokół siebie.
Co do cholery jasnej robiła na bruku? Zupełnie nie pamiętała, dlaczego… zmarszczyła czoło, próbując sobie przypomnieć coś ponad to mocne wrażenie, te wspomnienie siebie i jej ukochanego Edwina. To musiało jej się przypomnieć dlatego, że po prostu z nim tutaj była… wyciągnęła do niego ręce, pozwalając mu by pomógł jej wstać. Otrzepała się wtedy i raz jeszcze rozejrzała.
- Co się stało? – rzuciła i dopiero teraz spojrzała na Sauriela uświadamiając sobie dwie rzeczy: przed momentem też się pozbierał z podłogi i nie był Edwinem. - Sauriel? – poczuła ucisk w żołądku. Gdzie był Edwin?
Nie… Kim do kurwy nędzy był Edwin?
To było takie żywe. Te wszystkie uczucia, te wrażenia. Tak samo jak to wszystko co czuła kiedy była obok wampira. Albo to co czuła, kiedy go przy niej nie było. Tak samo obezwładniające. Więc to musi coś znaczyć, tak?
Nie?
- Co się ze mną dzieje – jęknęła pod nosem. Duch z pewnością był tutaj wcześniej, teraz to sobie uświadomiła. Ale teraz dziewczynki nigdzie nie było. Oraz: Sauriel się przecież o coś pytał. - Czy co widziałam? Nie wiem… – jedno było pewne: brzmiała na bardzo zagubioną.