25.07.2023, 19:38 ✶
Oczywiście, że Eunice miała mądrą minę. Eunice w ogóle była mądra. I profesjonalna! Idealna uzdrowicielka, Darcy nie miał wobec tego żadnych wątpliwości. To znaczy, Malfoyówna już w szkole nie była głupia, więc Lockhart pewnie zawsze mgliście przeczuwał, że dobrze radzi sobie w pracy, ale teraz byłby gotów przysięgać, że w Mungu nie ma lepszej magomedyczki niż ona.
- Tak, to znaczy, co do roślin. Nawet zastanawiałem się, czy nie mogłem zatruć się którąś z nich… tata ustawił nowe w salonie – wyznał Darcy i nawet nie mijał się jakoś szczególnie z prawdą, bo w salonie faktycznie pojawiły się nowe kwiaty. Chociaż tata ich nie ustawił, a „wymyślił”, razem z całym salonem.
Dom Lockhartów był, przynajmniej zdaniem Darcy’ego, najbardziej niesamowitym miejscem na ziemi. Na uczniów zachwycających się Hogwartem patrzył swego czasu z prawdziwą wyższością.
A, i tymi kwiatami były lilie, na które Darcy ani trochę nie był uczulone i na pewno nie miały nic wspólnego z jego uczuleniem.
- Ale to mogłoby zadziałać w ten sposób? – spytał niewinnie, z niepewnością, jakby myślał, że może to jego zastanawianie się nad związkiem kwiatów i uczulenia było absolutnie głupie.
Posłusznie wszedł za Eunice do pomieszczenia i równie posłusznie usiadł we wskazanym miejscu. Podał jej rękę, eksponując ślady na nadgarstku. Był na tyle sprytny, że ślad był nieregularny, nieco się „rozchodził”, nie wyglądał więc, jakby pojawił się z zaaplikowania czegoś w to jedno, konkretne miejsce.
Ktoś z wiedzą Eunice prawdopodobnie mógł stwierdzić, że to faktycznie wysypka – i że prawdopodobnie powstała na skórek kontaktu z czymś, na co organizm negatywnie zareagował.
– Aaa… na ramieniu – powiedział, nagle śmiertelnie niemalże zawstydzony, i pożałował, że zaaplikował to i na ramię, ot na wszelki wypadek, w obawie, by szyja i nadgarstek nie okazały się dość poważne, aby potrzebował pomocy uzdrowicielskiej. – Ale wygląda tak samo, jak ta tutaj! – zapewnił pośpiesznie, chyba trochę spanikowany. – To da się usunąć jakimś zaklęciem, prawda? Albo maścią? – dodał jeszcze, chociaż głównie by odwrócić jej uwagę od tego nieszczęsnego ramienia (bo przecież wiedział, że w najgorszym razie minie mu to za trzy dni…)
- Tak, to znaczy, co do roślin. Nawet zastanawiałem się, czy nie mogłem zatruć się którąś z nich… tata ustawił nowe w salonie – wyznał Darcy i nawet nie mijał się jakoś szczególnie z prawdą, bo w salonie faktycznie pojawiły się nowe kwiaty. Chociaż tata ich nie ustawił, a „wymyślił”, razem z całym salonem.
Dom Lockhartów był, przynajmniej zdaniem Darcy’ego, najbardziej niesamowitym miejscem na ziemi. Na uczniów zachwycających się Hogwartem patrzył swego czasu z prawdziwą wyższością.
A, i tymi kwiatami były lilie, na które Darcy ani trochę nie był uczulone i na pewno nie miały nic wspólnego z jego uczuleniem.
- Ale to mogłoby zadziałać w ten sposób? – spytał niewinnie, z niepewnością, jakby myślał, że może to jego zastanawianie się nad związkiem kwiatów i uczulenia było absolutnie głupie.
Posłusznie wszedł za Eunice do pomieszczenia i równie posłusznie usiadł we wskazanym miejscu. Podał jej rękę, eksponując ślady na nadgarstku. Był na tyle sprytny, że ślad był nieregularny, nieco się „rozchodził”, nie wyglądał więc, jakby pojawił się z zaaplikowania czegoś w to jedno, konkretne miejsce.
Ktoś z wiedzą Eunice prawdopodobnie mógł stwierdzić, że to faktycznie wysypka – i że prawdopodobnie powstała na skórek kontaktu z czymś, na co organizm negatywnie zareagował.
– Aaa… na ramieniu – powiedział, nagle śmiertelnie niemalże zawstydzony, i pożałował, że zaaplikował to i na ramię, ot na wszelki wypadek, w obawie, by szyja i nadgarstek nie okazały się dość poważne, aby potrzebował pomocy uzdrowicielskiej. – Ale wygląda tak samo, jak ta tutaj! – zapewnił pośpiesznie, chyba trochę spanikowany. – To da się usunąć jakimś zaklęciem, prawda? Albo maścią? – dodał jeszcze, chociaż głównie by odwrócić jej uwagę od tego nieszczęsnego ramienia (bo przecież wiedział, że w najgorszym razie minie mu to za trzy dni…)