Serce rozrywało jej na kawałki, gdy zdawała sobie sprawę, że nigdy już nikogo nie pokocha, a osoba, z którą chciała być nie chciała jej znać, nie chciała się z nią skontaktować. Została porzucona, samotna, bez nikogo wokół, a jedyną jej nadzieją był Rookwood. Nie miała siły nawet z nim się kłócić, na niego narzekać, mówić mu, że jest lepsza, nie potrafiła już zadzierać nosa. Nawet na jakiś czas wzięła urlop w pracy, co było do niej naprawdę niepodobne, ale nie miała siły jeść, ani pracować.
Gdy wspomniał o durzeniu się w nim spojrzała na niego zaskoczona. Nie chciała się w nim durzyć, a może kiedyś chciała? Nie pamiętała, pamięta tylko to dziwne, palące uczucie, które towarzyszy jej teraz, gdy myśli o Godryku. Chciało jej się płakać, ale nie mogła się do tego zmusić.
– O czym ty mówisz, Rookwood? – zapytała odwracając od niego wzrok delikatnie zawstydzona. Nie potrafiła logicznie myśleć, dlaczego jej serce próbowało ją zawstydzać przy nim.
Nie był przecież nikim znaczącym w tej chwili, prawda? Ale to go wezwałaś prosząc o pomoc. To mu zaufałaś i napisałaś list z całą wiązanką uczuć do obcego mężczyzny. Nie zastanawiałaś się jak on może się poczuć, a przecież kiedyś się przyjaźniliście. Skutecznie jednak go teraz odtrąciłaś, a on wrócił, przybiegł rzucając swoje zajęcia w kąt i wszedł tu, klęknął przed tobą, aby ci pomóc. Spojrzała na jego dłoń, a jego słowa docierały do niej jak zza grubej szyby, czuła się omamiona i chora. Jakby te jej uczucia powodowały, że była słaba, zagubiona. Nie potrafiła zrozumieć, co ma zrobić, ale ufnie ujęła jego dłoń. Zaczęła nieświadomie badać jej fakturę, ciepło. Takie ciepłe dłonie. Zrobiło jej się miło, a obecność Rookwooda nie była już dla niej taka odległa i obca. On naprawdę tu był.
– Nie, nie, musisz go odnaleźć – odpowiedziała szybko patrząc mu w oczy. – Czemu oględziny? Nie jestem martwa – wiedziała, że pracował w prosektorium z trupami, oględziny robiło się trupom. – Rookwood – szepnęła cicho. Chciał ją dotykać, ale jej umysł był spowolniony, nie mogła racjonalnie myśleć, bo pragnęła odszukać Godryka. Chciała z nim porozmawiać.
– Na Beltane? – zamknęła oczy nie chcąc na niego patrzeć. Jeśli to co robił miało jej pomóc, miała zamiar mu pozwolić na wszystko. – Przyszłam tam z przyjacielem rodziców, pochodziliśmy po straganach, wygrałam nawet czekoladki u goblina, a potem się rozdzieliliśmy. Zaczęłam robić wianek, ale nie miałam komu go dać, podszedł do mnie chłopak i zapytał, czy może go dla mnie wnieść na pal. Zgodziłam się, a gdy mu się udało poczułam, że było to wyjątkowe uczucie. Poszliśmy do księgarni rodziców i się napiliśmy wina. Zasnęłam na zapleczu, a rano go już nie było – mówiła powoli, przerywając co jakiś czas szukając odpowiedniego wspomnienia. Pamiętała ten moment, gdy czytał akt z Romeo i Julii, pamiętała jaki był przy tym piękny.