25.07.2023, 21:17 ✶
Mijali się czasem na korytarzach, okazjonalnie wymieniali się spostrzeżeniami podczas zajęć lub przy odrabianiu prac domowych. Obydwoje należeli do grona uczniów popularnych, których towarzystwo było zawsze mile widziane i o czym może wzajemnie nie widzieli, łączyła ich również w jakimś stopniu odwaga, chociaż w przypadku Prewettówny, to chyba lepiej byłoby to nazwać impulsywnością, skakaniem w płomień bez obaw o poparzenia, o konsekwencję, jeśli były ku temu odpowiednie warunki. Przyglądała mu się w milczeniu, miał sympatyczną twarz, kojarzył się z zawodnikiem drużyny niemalże od razu — umiała poznać, gdy ktoś cokolwiek ze sobą robił, ramiona czy uda rysowały mu się zupełnie inaczej, niż przypadkowemu Gryfonowi. Przez ułamek sekundy kontemplowała nad tym, czy to on był tym Alastorem, którym zachwycała się jej koleżanka z dormitorium, planując drugi rok z rzędu zaprosić go na randkę przed wakacjami, ale nigdy jej nie wyszło. Cóż, była dość nieśmiała, chociaż piekielnie zdolna i miała swoim towarzystwem wiele do zaoferowania.
Stłumiła westchnięcie, gdy kolejne z jęków niezadowolenia wydobyło się spomiędzy ust jego kolegi o czerwonym i rozciągniętym uchu, który z żalem, złością, ale i dużą dozą szacunku zerkał w stronę swojego kapitana. Wiedział, że przeskrobał, nie miała wątpliwości. Jej palce przemknęły po ramionach, które trzymała oplecione rękoma, gdy przystąpiła z nogi na nogę, wprawiając w ruch materiał plisowanej, szkolnej spódnicy w barwach domu kruka.
- Wyprostuj się! No co Ty, żeby tak się garbić.- rzuciła na jego przygarbioną sylwetkę, zupełnie nie miała problemu, że chłopak był wyższy od niej, bo żadnym problemem nie było zadarcie głowy, co też zrobiła. Burza brązowych włosów spłynęła na plecy, uprzednio zahaczając o ramiona, a otulone ciemnych wachlarzem rzęs oczy, zlustrowały jego twarz w zastanowieniu. W całej swojej butności i niezależności, Pandora była dość miękka, kochała ludzi i bywała naiwna, chociaż przy odbieraniu odznaki obiecała sobie, że tym razem będzie inaczej. Stąd też dylemat moralny, który rozgrywał się w głowie nastolatki. Poprawiła ręce, wciąż trzymając dłonie ściśnięte na ramionach. Jego włosy ją rozpraszały, niemiłosiernie, zaburzały całokształt i nawet chciała mu zasugerować, że poszuka w torbie grzebienia, ale chyba nie wypadało.
-Tak go wytargałeś, że naprawdę, wygląda trochę żałośnie. - przyznała niechętnie, poruszając barkami i przeniosła wzrok na stojącego obok chłopaka. Przyglądała się tak chwilę, zastanawiając się nad słowami jego Kapitana. Bo co, jeśli przez nią przyszła gwiazda rozgrywek narodowych dostanie szlaban lub zaprzepaści karierę, bo go wyrzucą z drużyny? Stuknęła paznokciami w skórę, zerkając znów na Moodyego — miał pecha, bo zauważyła. Zajmowała się w wolnych chwilach rozpracowywaniem mechanizmów, zaklinaniem przedmiotów oraz konstruowaniem map nieba, bo wszystko to było zawarte w jej planach na "po Hogwarcie", więc oko miała wprawione. - Czy Ty terroryzujesz kolegę, bo boisz się, że stracisz zawodnika i przegracie ten nieszczęsny mecz? - zapytała, przekręcając głowę na bok, ściągając brwi, aby nadać sobie, chociaż na chwilę surowszego wyglądu, chociaż kącik ust drżał jej w rozbawieniu. - Jeśli przeprosi ładnie koleżankę, a ona mu wybaczy i z nią chwilę porozmawiam, to się zastanowię. Może uda się ominąć gabinet waszej opiekunki. - zaczęła, przerywając na chwilę. Znów co chwilę zerkała na potargane włosy. - Rozprasza mnie to strasznie, więc wybacz, ale muszę. - dodała dla wyjaśnienia, robiąc krok w jego stronę i wspinając się na palce, a potem uniosła dłonie, poprawiając mu względnie delikatnie włosy. Pandora była bardzo swobodna do ludzi, naruszenie cudzej przestrzeni osobistej nigdy nie stanowiło dla niej problemu.
Stłumiła westchnięcie, gdy kolejne z jęków niezadowolenia wydobyło się spomiędzy ust jego kolegi o czerwonym i rozciągniętym uchu, który z żalem, złością, ale i dużą dozą szacunku zerkał w stronę swojego kapitana. Wiedział, że przeskrobał, nie miała wątpliwości. Jej palce przemknęły po ramionach, które trzymała oplecione rękoma, gdy przystąpiła z nogi na nogę, wprawiając w ruch materiał plisowanej, szkolnej spódnicy w barwach domu kruka.
- Wyprostuj się! No co Ty, żeby tak się garbić.- rzuciła na jego przygarbioną sylwetkę, zupełnie nie miała problemu, że chłopak był wyższy od niej, bo żadnym problemem nie było zadarcie głowy, co też zrobiła. Burza brązowych włosów spłynęła na plecy, uprzednio zahaczając o ramiona, a otulone ciemnych wachlarzem rzęs oczy, zlustrowały jego twarz w zastanowieniu. W całej swojej butności i niezależności, Pandora była dość miękka, kochała ludzi i bywała naiwna, chociaż przy odbieraniu odznaki obiecała sobie, że tym razem będzie inaczej. Stąd też dylemat moralny, który rozgrywał się w głowie nastolatki. Poprawiła ręce, wciąż trzymając dłonie ściśnięte na ramionach. Jego włosy ją rozpraszały, niemiłosiernie, zaburzały całokształt i nawet chciała mu zasugerować, że poszuka w torbie grzebienia, ale chyba nie wypadało.
-Tak go wytargałeś, że naprawdę, wygląda trochę żałośnie. - przyznała niechętnie, poruszając barkami i przeniosła wzrok na stojącego obok chłopaka. Przyglądała się tak chwilę, zastanawiając się nad słowami jego Kapitana. Bo co, jeśli przez nią przyszła gwiazda rozgrywek narodowych dostanie szlaban lub zaprzepaści karierę, bo go wyrzucą z drużyny? Stuknęła paznokciami w skórę, zerkając znów na Moodyego — miał pecha, bo zauważyła. Zajmowała się w wolnych chwilach rozpracowywaniem mechanizmów, zaklinaniem przedmiotów oraz konstruowaniem map nieba, bo wszystko to było zawarte w jej planach na "po Hogwarcie", więc oko miała wprawione. - Czy Ty terroryzujesz kolegę, bo boisz się, że stracisz zawodnika i przegracie ten nieszczęsny mecz? - zapytała, przekręcając głowę na bok, ściągając brwi, aby nadać sobie, chociaż na chwilę surowszego wyglądu, chociaż kącik ust drżał jej w rozbawieniu. - Jeśli przeprosi ładnie koleżankę, a ona mu wybaczy i z nią chwilę porozmawiam, to się zastanowię. Może uda się ominąć gabinet waszej opiekunki. - zaczęła, przerywając na chwilę. Znów co chwilę zerkała na potargane włosy. - Rozprasza mnie to strasznie, więc wybacz, ale muszę. - dodała dla wyjaśnienia, robiąc krok w jego stronę i wspinając się na palce, a potem uniosła dłonie, poprawiając mu względnie delikatnie włosy. Pandora była bardzo swobodna do ludzi, naruszenie cudzej przestrzeni osobistej nigdy nie stanowiło dla niej problemu.