26.07.2023, 12:08 ✶
- Naprawdę? Mam wrażenie, że to u jego schyłku najtrudniej pogodzić się z tym, jak ono się potoczyło i co się utraciło.
Nawet ci, którzy wiedli szczęśliwe życie, w jego oczach przynajmniej musieli pod koniec życia wiele utracić i rozpaczać nad tym, że te dobre lata już nie wrócą. Że czeka ich koniec – koniec wszystkiego, bo Cathal chyba niezbyt wierzył w Limbo, a nawet duchy, krążące po ziemi czy przywoływane przez wywoływaczy, zdawały się mu zaledwie odciskiem. Niby czarodziejskie portrety, były dla niego jak ślad, odciśnięty nawet nie przez same osoby, a przez ich magię i wspomnienia.
Oczy Cathala były jasnoniebieskie, chociaż – może ze względu na dość „ciepły” typ urody – rzadko zdawały się zimne. Czy były zwierciadłem duszy? Czasem zdawało się, że widać w nich rozbawienie, ale to było właściwie wszystko. Shafiq nie był typem bezemocjonalnym, niezbyt też trudził się, aby ewentualne emocje kryć, ale nie był też jedną z osób często ulegających emocjom.
Może byłby więc zaskoczony, że udało mu się wzbudzić w Cynthii takie, o których od dawna nie pamiętała – lub udawała, że nie pamięta.
- Będę więc czekać niecierpliwie, aby się przekonać, panno Flint – zapewnił. Czy mu się podobała? Oczywiście. Potrafiła go też niekiedy rozbawić. Chociaż, przynajmniej na razie, przegrywała jeszcze ze światem – bo Cathal może nie tyle pragnął całego, ile chciałby znaleźć się we wszystkich tych miejscach i nie tęsknił do jednego bardziej niż do innych. Tak samo, jak zapewne on w tej chwili na dłuższą metę musiałby przegrać z nieumarłymi, nawet jeżeli odniósł małe zwycięstwo tego dnia, okazując się od nich ciekawszym.
Z drugiej strony, on też był tutaj, a nie w Walii, chociaż wykopaliska już się rozpoczęły, prace trwały, a jutro miał wprowadzić na nie kolejnych specjalistów.
- Dlaczego się ograniczać tylko do jego kawałka? – zakpił, chociaż nie miał pojęcia, do czego w tej chwili pije Cynthia i że właśnie postanowiła rozszerzyć pole ich spotkań nie tylko z terenów Wielkiej Brytanii (bo poza Anglię już wyszli – wszak Hogsmeade leżało w Szkocji).
– Mogę podejrzewać – przyznał. Nie był całkowicie pewien, do głowy przychodziły mu przynajmniej trzy rzeczy, może nawet cztery. Świadomie nie potrafiłby zdecydować, której pragnie najbardziej… ale czy po trochu nie o to chodziło z Ain Eingarp? Człowiek czasem sam w pełni nie rozumiał, o czym marzy bądź spychał te marzenia tak głęboko, że ich sobie nie uświadamiał. – Widziałem pragnienia chłopca, którym byłem. Tego, że ten widok się zmienił, jestem pewien – odparł wymijająco. To był widok nazbyt osobisty, aby z kimkolwiek się nim dzielił. Nie wspomniał o nim nigdy ani Alethei, z którą przyjaźnił się i pracował od lat, ani Ulyssesowi, który był mu niemal bratem.
Zwierciadło było duże: srebrzysta tafla przerastała nie tylko Cynthię, ale też wysokiego Shafiqa. Taflę otaczała wspaniała, zdobiona rama, lekko zaokrąglona od góry, a na tej wyryto napis:
„AIN EINGARP ACRESO GEWTEL AZ RAWTĄ WTE IN MAJ IBDO”.
Cathal poprowadził ku niemu Cynthię, spojrzał na własne odbicie. Był tam tylko on. Może by go to zaskoczyło, gdyby widok zaraz się nie zmienił, a raczej… nie dostrzegł drobnego szczegółu. Cienia. W lustrze cień Shafiqa był postacią Slytherina, i ten cień odpełzł powoli, znikł. I znów pojawił się cień, ale tym razem należący do Shafiqa, zwykły cień, przedstawiający swego właściciela.
Cathal z lustra zostawał sam. Pierwszy raz w życiu.
A Cathal sprzed lustra… nie, nie był zaskoczony tym widokiem, bo chociaż nie spodziewał się dokładnie takiej formy, to była jedna z tych rzeczy, których mógł oczekiwać. Spokój od głosów w głowie. Koniec lęku przed widmem szaleństwa, które stało się udziałem tak wielu Gauntów, w tym jego matki. Zdaniem wielu było efektem upartego poślubiania najbliższych kuzynów, i pewnie po części tak, ale Cathal wiedział, że głosy w głowie też miały w tym swój udział.
Mógłby przysiąc, że ktoś, coś, zaśmiał się w jego głowie.
Nie potrzebował głosu przodka, by wiedzieć: to jedno marzenie nigdy się nie spełni.
Nawet ci, którzy wiedli szczęśliwe życie, w jego oczach przynajmniej musieli pod koniec życia wiele utracić i rozpaczać nad tym, że te dobre lata już nie wrócą. Że czeka ich koniec – koniec wszystkiego, bo Cathal chyba niezbyt wierzył w Limbo, a nawet duchy, krążące po ziemi czy przywoływane przez wywoływaczy, zdawały się mu zaledwie odciskiem. Niby czarodziejskie portrety, były dla niego jak ślad, odciśnięty nawet nie przez same osoby, a przez ich magię i wspomnienia.
Oczy Cathala były jasnoniebieskie, chociaż – może ze względu na dość „ciepły” typ urody – rzadko zdawały się zimne. Czy były zwierciadłem duszy? Czasem zdawało się, że widać w nich rozbawienie, ale to było właściwie wszystko. Shafiq nie był typem bezemocjonalnym, niezbyt też trudził się, aby ewentualne emocje kryć, ale nie był też jedną z osób często ulegających emocjom.
Może byłby więc zaskoczony, że udało mu się wzbudzić w Cynthii takie, o których od dawna nie pamiętała – lub udawała, że nie pamięta.
- Będę więc czekać niecierpliwie, aby się przekonać, panno Flint – zapewnił. Czy mu się podobała? Oczywiście. Potrafiła go też niekiedy rozbawić. Chociaż, przynajmniej na razie, przegrywała jeszcze ze światem – bo Cathal może nie tyle pragnął całego, ile chciałby znaleźć się we wszystkich tych miejscach i nie tęsknił do jednego bardziej niż do innych. Tak samo, jak zapewne on w tej chwili na dłuższą metę musiałby przegrać z nieumarłymi, nawet jeżeli odniósł małe zwycięstwo tego dnia, okazując się od nich ciekawszym.
Z drugiej strony, on też był tutaj, a nie w Walii, chociaż wykopaliska już się rozpoczęły, prace trwały, a jutro miał wprowadzić na nie kolejnych specjalistów.
- Dlaczego się ograniczać tylko do jego kawałka? – zakpił, chociaż nie miał pojęcia, do czego w tej chwili pije Cynthia i że właśnie postanowiła rozszerzyć pole ich spotkań nie tylko z terenów Wielkiej Brytanii (bo poza Anglię już wyszli – wszak Hogsmeade leżało w Szkocji).
– Mogę podejrzewać – przyznał. Nie był całkowicie pewien, do głowy przychodziły mu przynajmniej trzy rzeczy, może nawet cztery. Świadomie nie potrafiłby zdecydować, której pragnie najbardziej… ale czy po trochu nie o to chodziło z Ain Eingarp? Człowiek czasem sam w pełni nie rozumiał, o czym marzy bądź spychał te marzenia tak głęboko, że ich sobie nie uświadamiał. – Widziałem pragnienia chłopca, którym byłem. Tego, że ten widok się zmienił, jestem pewien – odparł wymijająco. To był widok nazbyt osobisty, aby z kimkolwiek się nim dzielił. Nie wspomniał o nim nigdy ani Alethei, z którą przyjaźnił się i pracował od lat, ani Ulyssesowi, który był mu niemal bratem.
Zwierciadło było duże: srebrzysta tafla przerastała nie tylko Cynthię, ale też wysokiego Shafiqa. Taflę otaczała wspaniała, zdobiona rama, lekko zaokrąglona od góry, a na tej wyryto napis:
„AIN EINGARP ACRESO GEWTEL AZ RAWTĄ WTE IN MAJ IBDO”.
Cathal poprowadził ku niemu Cynthię, spojrzał na własne odbicie. Był tam tylko on. Może by go to zaskoczyło, gdyby widok zaraz się nie zmienił, a raczej… nie dostrzegł drobnego szczegółu. Cienia. W lustrze cień Shafiqa był postacią Slytherina, i ten cień odpełzł powoli, znikł. I znów pojawił się cień, ale tym razem należący do Shafiqa, zwykły cień, przedstawiający swego właściciela.
Cathal z lustra zostawał sam. Pierwszy raz w życiu.
A Cathal sprzed lustra… nie, nie był zaskoczony tym widokiem, bo chociaż nie spodziewał się dokładnie takiej formy, to była jedna z tych rzeczy, których mógł oczekiwać. Spokój od głosów w głowie. Koniec lęku przed widmem szaleństwa, które stało się udziałem tak wielu Gauntów, w tym jego matki. Zdaniem wielu było efektem upartego poślubiania najbliższych kuzynów, i pewnie po części tak, ale Cathal wiedział, że głosy w głowie też miały w tym swój udział.
Mógłby przysiąc, że ktoś, coś, zaśmiał się w jego głowie.
Nie potrzebował głosu przodka, by wiedzieć: to jedno marzenie nigdy się nie spełni.