26.07.2023, 17:47 ✶
- Jesteś jak najbardziej żywa - odparłem, uznając jej stan za podobny upojeniu alkoholowemu. Nieco zabawne, ale jakoś nie było mi do śmiechu.
Poza tym, nie powiem, byłem trochę zazdrosny, że wzdychała do innego. Aż żałowałem, że to coś, czym ją zarażoną, nie uwydatniła jej uczuć do mnie. Pewnie spowodowałaby niezły ambaras w moim życiu, więc zbeształem się o podobne pragnienia, ale zastanawiałem się, tak delikatnie, jakby to się wtedy potoczyła nasza relacja. Ogólnie, gdybyśmy mogli zaklinać rzeczywistość.
Obróciłem delikatnie jej dłonie, jak już wymacała moją dłoń i zwróciłem uwagę na linie wewnętrzne u jednej i drugiej. Rzeczowym spojrzeniem. Zapaliłem specyficzne światło na końcu swej różdżki i obejrzałem dokładnie jej oczy, prosząc ją by spojrzała nimi w różne strony. W międzyczasie
- A ten jegomość... Miał jakieś nazwisko? Cechy charakterystyczne? - zapytałem, chcąc poznać jak najwięcej szczegółów z tego dnia, a przy okazji odnaleźć kutasa i pozbawić go życia. Jakoś nie widziałem siebie w roli mordercy, ciężko było mi się przełamać by zadać ostateczny cios, ale... Mierziło mnie, kiedy pomyślałem o tym, co zrobił Avelinie. To nie był pierwszy lepszy urok. Nieszczęśliwie zakochani potrafili skończyć marnie.
Wstałem ze swego miejsca, oglądając skórę za jej uszami. Starałem się być delikatny, jak tylko potrafiłem. Czułem lawendę, nawet nie musiałem się skupiać na zapachu by nie uderzała mnie swoją wonią. Paxton zawsze pachniała lawendą. Ciekaw byłem, czy gdybym wtulił nos w jej szyję, czy tam czułbym jeszcze więcej lawendy. Cóż, nie dowiem się.
- A teraz wywal na mnie język - poprosiłem rozbawiony, zachęcając ją do typowych dla nas złośliwości. Miałem nadzieję, że to jakoś ją oderwie od myślenia o tym całym Godryku Gryffindorze. Kiedy obejrzałem jej jęzora, uklęknąłem przed nią, szykując się do zdjęcia jej obuwia i skarpetek, o ile coś miała na stopach. - Pozwolisz? - zapytałem jedynie, zanim cokolwiek zrobiłem. Każdy krok utwierdzał mnie jedynie w przekonaniu, że to była klątwa. Ta, co u naszej denatki z kostnicy. Świadkowie wspominali, że zaczęła się dziwnie zachowywać. Nietypowo. Jakby była pod wpływem amortencji, ale nic z tych rzeczy nie wykryto w jej organizmie.
- Powiedz mi, jak się czujesz? Tak samo paskudnie jak ja? - zapytałem, patrząc jej w oczy. Ponownie chwyciłem i ścisnąłem jej dłonie. Nie miałem pojęcia, czy bardziej pocieszałem ją, czy siebie? A może po prostu chorobliwie potrzebowałem jej bliskości?
Poza tym, nie powiem, byłem trochę zazdrosny, że wzdychała do innego. Aż żałowałem, że to coś, czym ją zarażoną, nie uwydatniła jej uczuć do mnie. Pewnie spowodowałaby niezły ambaras w moim życiu, więc zbeształem się o podobne pragnienia, ale zastanawiałem się, tak delikatnie, jakby to się wtedy potoczyła nasza relacja. Ogólnie, gdybyśmy mogli zaklinać rzeczywistość.
Obróciłem delikatnie jej dłonie, jak już wymacała moją dłoń i zwróciłem uwagę na linie wewnętrzne u jednej i drugiej. Rzeczowym spojrzeniem. Zapaliłem specyficzne światło na końcu swej różdżki i obejrzałem dokładnie jej oczy, prosząc ją by spojrzała nimi w różne strony. W międzyczasie
- A ten jegomość... Miał jakieś nazwisko? Cechy charakterystyczne? - zapytałem, chcąc poznać jak najwięcej szczegółów z tego dnia, a przy okazji odnaleźć kutasa i pozbawić go życia. Jakoś nie widziałem siebie w roli mordercy, ciężko było mi się przełamać by zadać ostateczny cios, ale... Mierziło mnie, kiedy pomyślałem o tym, co zrobił Avelinie. To nie był pierwszy lepszy urok. Nieszczęśliwie zakochani potrafili skończyć marnie.
Wstałem ze swego miejsca, oglądając skórę za jej uszami. Starałem się być delikatny, jak tylko potrafiłem. Czułem lawendę, nawet nie musiałem się skupiać na zapachu by nie uderzała mnie swoją wonią. Paxton zawsze pachniała lawendą. Ciekaw byłem, czy gdybym wtulił nos w jej szyję, czy tam czułbym jeszcze więcej lawendy. Cóż, nie dowiem się.
- A teraz wywal na mnie język - poprosiłem rozbawiony, zachęcając ją do typowych dla nas złośliwości. Miałem nadzieję, że to jakoś ją oderwie od myślenia o tym całym Godryku Gryffindorze. Kiedy obejrzałem jej jęzora, uklęknąłem przed nią, szykując się do zdjęcia jej obuwia i skarpetek, o ile coś miała na stopach. - Pozwolisz? - zapytałem jedynie, zanim cokolwiek zrobiłem. Każdy krok utwierdzał mnie jedynie w przekonaniu, że to była klątwa. Ta, co u naszej denatki z kostnicy. Świadkowie wspominali, że zaczęła się dziwnie zachowywać. Nietypowo. Jakby była pod wpływem amortencji, ale nic z tych rzeczy nie wykryto w jej organizmie.
- Powiedz mi, jak się czujesz? Tak samo paskudnie jak ja? - zapytałem, patrząc jej w oczy. Ponownie chwyciłem i ścisnąłem jej dłonie. Nie miałem pojęcia, czy bardziej pocieszałem ją, czy siebie? A może po prostu chorobliwie potrzebowałem jej bliskości?