26.07.2023, 18:16 ✶
- Nie omieszkam złożyć raportu przełożonemu - odparłem do Cynthii w ramach oceny pracy stażysty. Nie mogło być tak, że będzie odwalał mazaninę, a my będziemy za nim biegać i wszystko poprawiać. Praca miała być wykonana poprawnie, a jeśli czegoś nie wiedział bądź nie widział, to mógł któreś z nas poprosić o pomoc, a nie pisać pierdoły. Myślę, że nie byłem odpowiednią osobą, która powinna tę rozmowę przeprowadzić ze stażystą, więc uznałem za stosowne, po oględzinach zwłok, napomknąć o sytuacji przełożonemu. Warto pamiętać, że za poleceniem służbowym, jak najbardziej byłem gotów na nieprzyjemne rozmowy z nowymi.
- Nie musisz mi tłumaczyć skutków czarnej magii, widocznych na ciele - zaśmiałem się, popijając herbatkę. Tyle, co ksiąg połknąłem o tej tematyce, nie policzyłby na palcach rąk i stóp. Było ich znacznie więcej. Swoją drogą, zastanawiałem się, skąd taka Cynthia Flint brała tę wiedzę. Nie wyglądała na kogoś, kto mógłby się parać czarną magią, ale kto wie? Może miała więcej na sumieniu, aniżeli mógłbym się spodziewać. Dosłownie na każdego należało uważać, ale też... trzymać ich przy sobie.
Dlatego też na chwilę odstawiłem herbatkę. Wstałem i niby to leniwie poprawiłem odzienie, po czym wziąwszy ze sobą filiżankę, podszedłem do Cynthii Flint. Zerknąłem przelotnie, co tam ciekawego piętrzyło się na jej biurku.
- Myślę, że to ryzykowne głośno popierać terrorystę - odparłem ze stoickim spokojem, zastanawiając się, czy próbowała coś ode mnie wyciągnąć na ten temat. Może coś podejrzewała? Tylko jakim cudem mogłaby? Nie wnosiłem tej dziedziny życia do swojej pracy. Raczej pracę do tej dziedziny życia. - Ale nie, nie zgadzam się - odpowiedziałem jej krótko. To, co robił ów Czarodziej było zagrywką niebezpieczną. Ja, zgodnie ze szlachetnym wychowaniem, uciekałbym się do intryg. Do rzeczy wielkich docierało się powoli i po cichu, z subtelnością.
- A ty? Co sądzisz o Lordzie Voldemorcie i jego ogłoszeniem? Nie oceniam - zapytałem z ciekawością, unosząc delikatnie ręce, na tyle, na ile pozwalała mi herbatka. By jej przypadkiem nie ulać. Popijałem ją. Taka niewinna rozmowa. Nikt nikogo nie oskarży o bycie Śmierciożercą. Można powiedzieć, że skoro spędzaliśmy ze sobą tyle czasu w pracy, to byliśmy przyjaciółmi, a przynajmniej dobrymi znajomymi.
- Nie musisz mi tłumaczyć skutków czarnej magii, widocznych na ciele - zaśmiałem się, popijając herbatkę. Tyle, co ksiąg połknąłem o tej tematyce, nie policzyłby na palcach rąk i stóp. Było ich znacznie więcej. Swoją drogą, zastanawiałem się, skąd taka Cynthia Flint brała tę wiedzę. Nie wyglądała na kogoś, kto mógłby się parać czarną magią, ale kto wie? Może miała więcej na sumieniu, aniżeli mógłbym się spodziewać. Dosłownie na każdego należało uważać, ale też... trzymać ich przy sobie.
Dlatego też na chwilę odstawiłem herbatkę. Wstałem i niby to leniwie poprawiłem odzienie, po czym wziąwszy ze sobą filiżankę, podszedłem do Cynthii Flint. Zerknąłem przelotnie, co tam ciekawego piętrzyło się na jej biurku.
- Myślę, że to ryzykowne głośno popierać terrorystę - odparłem ze stoickim spokojem, zastanawiając się, czy próbowała coś ode mnie wyciągnąć na ten temat. Może coś podejrzewała? Tylko jakim cudem mogłaby? Nie wnosiłem tej dziedziny życia do swojej pracy. Raczej pracę do tej dziedziny życia. - Ale nie, nie zgadzam się - odpowiedziałem jej krótko. To, co robił ów Czarodziej było zagrywką niebezpieczną. Ja, zgodnie ze szlachetnym wychowaniem, uciekałbym się do intryg. Do rzeczy wielkich docierało się powoli i po cichu, z subtelnością.
- A ty? Co sądzisz o Lordzie Voldemorcie i jego ogłoszeniem? Nie oceniam - zapytałem z ciekawością, unosząc delikatnie ręce, na tyle, na ile pozwalała mi herbatka. By jej przypadkiem nie ulać. Popijałem ją. Taka niewinna rozmowa. Nikt nikogo nie oskarży o bycie Śmierciożercą. Można powiedzieć, że skoro spędzaliśmy ze sobą tyle czasu w pracy, to byliśmy przyjaciółmi, a przynajmniej dobrymi znajomymi.