Avelina była zdruzgotana informacją o śmierci Derwina. Nie umiała tego ułożyć sobie w głowie za żadne skarby. Danielle była jej przyjaciółką odkąd pamiętała, a nawet to nie pomagało jej wyobrazić sobie jak bardzo dziewczyna musiała być zdruzgotana. Przybyła tutaj sama, bez swojej rodziny, ponieważ jej rodzice znowu byli poza miastem. Nie miała pojęcia kiedy będą z powrotem, to ją trochę cieszyło, że nie uczestniczyli w tamtych tragicznych wydarzeniach.
Nie wiedziała, czy powinna teraz zawracać głowę Danielle swoimi słowami, bo wiedziała, że każdy będzie chciał do nich podejść, nie wiedziała, czy dziewczyna zniesie to wszystko. Wolała się z nią spotkać samotnie i w odpowiedni sposób pocieszyć, w taki w jaki ona by tego potrzebowała, a nie w taki w jaki społeczność oczekiwała, że powinna przyjmować.
Ostatecznie zdecydowała się stanąć na tyle, pod ścianą z wieńcem w dłoniach czekając, aż wszystko się rozpocznie i w końcu zakończy. Jeśli Danielle ją dostrzegła skinęła do niej tylko głową w ramach wsparcia. Wiedziała, że Danka jeśli będzie jej potrzebować to się do niej odezwie, a czas na rozmowy będzie na stypie. Chciała teraz dać rodzinie Longbottom trochę przestrzeni dla siebie, a nie na puste słowa, że wszystko będzie dobrze. W takich sytuacjach nic nie jest dobrze. Sama nie chciałaby słów od innych ludzi, chciałaby samotności i tylko bliskich przy sobie, nic poza tym.