05.11.2022, 02:29 ✶
Musiała się zjawić, a jak musiała się zjawić, to z przytupem – w iście Prewettowym stylu dobierając wszystko tak, by nie spóźnić się ale też nie przyjść jako pierwsza, bo przecież wielkie wejścia były wielkie dopiero wtedy, gdy pozwalały na zauważenie się przez innych.
Najpierw oczywiście wybrać musiała odpowiednią sukienkę, co sprawiało, że pozostawała przed sporym wyborem, oczywiście głównie w bieli z którą nigdy się nie rozstawała, ostatecznie decydując się na mocno wyciętą suknię skupiającą materiał głównie na przedzie sukni, z rozcięciami po obu stronach zarówno dla dyskretnego pokazania od czasu do czasu kawałka skóry jak i dla sprawniejszego poruszania się, gdyby coś się stało. Nie planowała ucieczek, ale nigdy nie wiadomo było, kiedy trzeba było sprzedać komuś kopniaka, nigdy nie mogła wykluczyć takiej możliwości. Do tego wystarczyło jej dodać naszyjnik-smoka, srebrny, który okręcał się dookoła jej szyi – przyglądając się mu można było przysiąc, że co jakiś czas przechylał głową, łypiąc na ludzi mijających Seraphinę. Wszystkiego dopinały upięcia z warkoczy, ze srebrnymi ozdobami wsuniętymi między nie. Wykorzystała odpowiednie kosmetyki aby wszystko to trzymało się, zwłaszcza podczas przemieszczania się na miejsce
Kiedy więc przygotowała się, zabierając niezbędne rzeczy, następnym ruchem było zapewnienie sobie sposobu dotarcia do posiadłości. To również nie było problemem, wystarczyło wybrać odpowiedniego abraksana – w jej wypadku postawiła na sprawdzonego Koh-i-noora – i po krótkiej pomocy w osiodłaniu konia i zajęciu miejsca na siodle, oderwała się od ziemi aby wyruszyć w przestworza, łagodnie przemierzając niebo i nie śpiesząc się, bez większych zawirowań kierując się w stronę siedziby Longbottomów. Nie upewniała się, czy gospodarze mieli beczkę whisky dla konia, dopytać mogła jeszcze na miejscu. Lot pozwalał w końcu doskonale oczyścić myśli i oderwać się od wszelkich problemów dnia codziennego.
Dopiero kiedy zbliżała się do ziemi, pozwoliła sobie na nowo na skupienie się, przyglądając się niemal beznamiętnie jak abraksan wybiera wraz z nią miejsce na wylądowanie aby wraz z wielkim podmuchem powietrza opaść na ziemię. Pozwoliła jeszcze aby abraksan jak najbardziej zbliżył się do ziemi, pozwalając jej zsunąć się na stały grunt. W końcu była na miejscu i zabawa mogła się zacząć. Znaczy miała nadzieję, że się zacznie, bo jak nie, będzie to najnudniejszy bal na którym coś wygra. I teraz, gdy przechodziła w stronę wejścia, spoglądać mogła na znajome twarze i dostrzegać osoby, z którymi prędzej czy później miała porozmawiać.
- Atreusie, jak już przestaniesz pokazywać swoją cudowną narzeczoną – uśmiechnęła się, mówiąc całkowicie szczerze komplement skierowany w stronę Elaine – i będziecie chcieli obrócić ten bal w prawdziwą zabawę, to wiecie, że mnie poszukać. – Mrugnęła jeszcze do nich, kierując się w stronę gospodarzy, którzy wszystkich witali na wejściu.
- Brenna! I Erik, miło widzieć przyczyny wszystkich kuchennych katastrof. – Ucałowała jeszcze na powitanie każdego z gospodarzy w policzek, zaraz też spoglądając na abraksana przez ramię. – Pijają whisky jeżeli znajdzie się jakaś beczka. I raczej się zachowuje. – Mrugnęła jeszcze, kierując się do środka i spoglądając po obecnych, z białym materiałem powiewającym tuż za nią, skierowała się w stronę Mavelle oraz Patrika, nie zwracając uwagi na to, że najpewniej zajęci są rozmową.
- Wieczór zapowiada się ciekawie, nieprawdaż?
Najpierw oczywiście wybrać musiała odpowiednią sukienkę, co sprawiało, że pozostawała przed sporym wyborem, oczywiście głównie w bieli z którą nigdy się nie rozstawała, ostatecznie decydując się na mocno wyciętą suknię skupiającą materiał głównie na przedzie sukni, z rozcięciami po obu stronach zarówno dla dyskretnego pokazania od czasu do czasu kawałka skóry jak i dla sprawniejszego poruszania się, gdyby coś się stało. Nie planowała ucieczek, ale nigdy nie wiadomo było, kiedy trzeba było sprzedać komuś kopniaka, nigdy nie mogła wykluczyć takiej możliwości. Do tego wystarczyło jej dodać naszyjnik-smoka, srebrny, który okręcał się dookoła jej szyi – przyglądając się mu można było przysiąc, że co jakiś czas przechylał głową, łypiąc na ludzi mijających Seraphinę. Wszystkiego dopinały upięcia z warkoczy, ze srebrnymi ozdobami wsuniętymi między nie. Wykorzystała odpowiednie kosmetyki aby wszystko to trzymało się, zwłaszcza podczas przemieszczania się na miejsce
Kiedy więc przygotowała się, zabierając niezbędne rzeczy, następnym ruchem było zapewnienie sobie sposobu dotarcia do posiadłości. To również nie było problemem, wystarczyło wybrać odpowiedniego abraksana – w jej wypadku postawiła na sprawdzonego Koh-i-noora – i po krótkiej pomocy w osiodłaniu konia i zajęciu miejsca na siodle, oderwała się od ziemi aby wyruszyć w przestworza, łagodnie przemierzając niebo i nie śpiesząc się, bez większych zawirowań kierując się w stronę siedziby Longbottomów. Nie upewniała się, czy gospodarze mieli beczkę whisky dla konia, dopytać mogła jeszcze na miejscu. Lot pozwalał w końcu doskonale oczyścić myśli i oderwać się od wszelkich problemów dnia codziennego.
Dopiero kiedy zbliżała się do ziemi, pozwoliła sobie na nowo na skupienie się, przyglądając się niemal beznamiętnie jak abraksan wybiera wraz z nią miejsce na wylądowanie aby wraz z wielkim podmuchem powietrza opaść na ziemię. Pozwoliła jeszcze aby abraksan jak najbardziej zbliżył się do ziemi, pozwalając jej zsunąć się na stały grunt. W końcu była na miejscu i zabawa mogła się zacząć. Znaczy miała nadzieję, że się zacznie, bo jak nie, będzie to najnudniejszy bal na którym coś wygra. I teraz, gdy przechodziła w stronę wejścia, spoglądać mogła na znajome twarze i dostrzegać osoby, z którymi prędzej czy później miała porozmawiać.
- Atreusie, jak już przestaniesz pokazywać swoją cudowną narzeczoną – uśmiechnęła się, mówiąc całkowicie szczerze komplement skierowany w stronę Elaine – i będziecie chcieli obrócić ten bal w prawdziwą zabawę, to wiecie, że mnie poszukać. – Mrugnęła jeszcze do nich, kierując się w stronę gospodarzy, którzy wszystkich witali na wejściu.
- Brenna! I Erik, miło widzieć przyczyny wszystkich kuchennych katastrof. – Ucałowała jeszcze na powitanie każdego z gospodarzy w policzek, zaraz też spoglądając na abraksana przez ramię. – Pijają whisky jeżeli znajdzie się jakaś beczka. I raczej się zachowuje. – Mrugnęła jeszcze, kierując się do środka i spoglądając po obecnych, z białym materiałem powiewającym tuż za nią, skierowała się w stronę Mavelle oraz Patrika, nie zwracając uwagi na to, że najpewniej zajęci są rozmową.
- Wieczór zapowiada się ciekawie, nieprawdaż?