27.07.2023, 23:05 ✶
Co mogłem jej rzecz? Byłem tu wraz z nią. Byłem tu aby jej pomóc, by być z nią i ją wesprzeć w tym trudnym czasie, szczególnie trudnym, gdyż nie zdawała sobie sprawy, w jak wielkich tarapatach się znalazła. Za chwilę zamierzałem jej o tym powiedzieć, oświecić ją. Może nie z całym arsenałem swojej wiedzy, aczkolwiek chociaż połowicznie, aby jakoś to powstrzymać. Nie chciałem jej stracić. Nie dopuszczałem tego do myśli. Nie było takiej opcji.
Stopy faktycznie miała zimne. Z kolei ja, tak mi przyszło do głowy wspomnienie, zawsze ogrzewałem w łóżku stopy mojej małżonki swoim ciałem. Byłem jej osobistym żarem... TAk powiadała po tych wszystkich latach małżeństwa. Szkoda tylko, że w tej chwili bardziej pragnąłem ogrzewać swoimi stopami stopy Aveliny Paxton, a nie mojej pani Rookwood.
- Jestem tu... - mruknąłem by dodać jej otuchy, ale wiedziałem, że to na niezbyt wiele się zda, a wszystko za sprawą Godryka Gryffindora. Przerwałem fantazje i ubrałem skarpety na stopy Aveliny. Koniec oględzin czy też badań. Trzeba było działać.
- Myślę, że to klątwa. Powiedz mi, Avelino... - zacząłem, obdarzając ją skupionym spojrzeniem. Byłem poważny. To było poważne. - Potrzebujemy pilnie klątwołamacza. Znasz kogoś takiego? Ktoś kto przybędzie od ręki? Finanse nie są problemem - odparłem, zastanawiając się, czy sam miałem kogoś takiego w kręgu swoich znajomych. Co prawda, nie chciałem by ktokolwiek łączył mnie z osobą panny Paxton, szczególnie przebywającego u niej samego o tej porze, bez przyzwoitki ani jej rodziców, ale w razie czego byłem gotów wziąć to na klatę. Dyskrecja kosztowała swoje. Byłem gotów to ponieść.
- Skup się. Potrzebujemy klątwołamacza - dodałem, w razie gdyby odpłynęła gdzieś myślami. Martwiłem się, a czas grał na naszą niekorzyść.
Stopy faktycznie miała zimne. Z kolei ja, tak mi przyszło do głowy wspomnienie, zawsze ogrzewałem w łóżku stopy mojej małżonki swoim ciałem. Byłem jej osobistym żarem... TAk powiadała po tych wszystkich latach małżeństwa. Szkoda tylko, że w tej chwili bardziej pragnąłem ogrzewać swoimi stopami stopy Aveliny Paxton, a nie mojej pani Rookwood.
- Jestem tu... - mruknąłem by dodać jej otuchy, ale wiedziałem, że to na niezbyt wiele się zda, a wszystko za sprawą Godryka Gryffindora. Przerwałem fantazje i ubrałem skarpety na stopy Aveliny. Koniec oględzin czy też badań. Trzeba było działać.
- Myślę, że to klątwa. Powiedz mi, Avelino... - zacząłem, obdarzając ją skupionym spojrzeniem. Byłem poważny. To było poważne. - Potrzebujemy pilnie klątwołamacza. Znasz kogoś takiego? Ktoś kto przybędzie od ręki? Finanse nie są problemem - odparłem, zastanawiając się, czy sam miałem kogoś takiego w kręgu swoich znajomych. Co prawda, nie chciałem by ktokolwiek łączył mnie z osobą panny Paxton, szczególnie przebywającego u niej samego o tej porze, bez przyzwoitki ani jej rodziców, ale w razie czego byłem gotów wziąć to na klatę. Dyskrecja kosztowała swoje. Byłem gotów to ponieść.
- Skup się. Potrzebujemy klątwołamacza - dodałem, w razie gdyby odpłynęła gdzieś myślami. Martwiłem się, a czas grał na naszą niekorzyść.