28.07.2023, 01:16 ✶
Prawie każde pokolenie miało zapisane we krwi postawianie się poprzedniemu, buntowanie się przyjętym normom i próbowanie przecierania nowych szlaków. Prawie każdemu pokoleniu w pewnym momencie zaczynało brakować sił, aby przedzierać się przez gąszcz przeszkód i ostatecznie wracało na ścieżkę przygotowaną przez ich poprzedników. Być może nie była ona tak malownicza jak własna droga i nie kwitły przy niej kwiaty, lecz była solidna, dobrze ubita i tym samym wygodna. Perseus wiedział, że wkrótce znów wróci na wytyczone mu przez społeczeństwo tory, że gdy tylko od jego rozwodu minie przyzwoite kilka miesięcy, to ponownie się ożeni i sprowadzi na świat kolejnego Blacka, ale jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz. Przyjdzie czas, aby myśleć o przyszłości.
— Niczego nie ukrywam — zaprotestował z nieco większą agresją w głosie, niż planował i gdy tylko zdał sobie sprawę z szorstkości wypływającej spomiędzy jego warg, umilkł i spuścił wzrok. Zaraz potem wyciągnął przed siebie dłonie, pokazując jej jak bardzo drżą — Wciąż jestem w szoku. Boję się, że całkiem się rozsypię, jeśli będę teraz o tym mówił.
Na kolejne słowa Vespery nie umiał znaleźć odpowiedzi. Odwzajemnił tylko jej pocałunek i na moment wsparł swe czoło o jej własne i trwał tak przez chwilę. To prawda, że nie był bogiem, wręcz przeciwnie, miał wrażenie, że należy do tego drugiego. To wcale jednak nie sprawiało, że poczucie porażki łagodniało.
W sypialni panował przyjemny mrok. Ciężkie czarne kotary dokładnie zasłaniały okna, nie pozwalając ani jednemu promieniowi słońca na przedarcie się do pomieszczenia. Same okna zresztą zwrócone były ku zachodowi, dzięki czemu późnym popołudniem pokój zalewał się złotem. Nie był przyzwyczajony do obecności kobiety w sypialni - przez kilka miesięcy farsy, jaką było jego małżeństwo, mieli osobne sypialnie, zaś z żoną sypiał tylko wtedy, gdy był pijany - dlatego pojawienie się Vespery zawsze było dla niego ogromnym wydarzeniem. Jeszcze bardziej zaskakującym był fakt, że po chwilach uniesień wcale nie znikała, nie odwracała się do niego plecami, ani nie zachowywała się, jakby był trędowaty.
Ułożył się obok niej na wielkim łożu z zaczarowanym baldachimem, pod którego to sklepieniem widać było najprawdziwsze niebo. Girlanda z gwiazd migotała nad ich głowami. — Kiedyś — odpowiedział, odsuwając zagubiony kosmyk ciemnych włosów z jej twarzy.
Zdumiony zdał sobie sprawę z tego, jak komfortowo się przy niej czuje. Jak strudzony człowiek, który po długiej wędrówce dotarł wreszcie do domu.
— To dziwne, wiesz? — szepnął, wodząc kciukiem wzdłuż jej kości policzkowej — Przegrałem, ale wcale nie czuję się przegranym.
— Niczego nie ukrywam — zaprotestował z nieco większą agresją w głosie, niż planował i gdy tylko zdał sobie sprawę z szorstkości wypływającej spomiędzy jego warg, umilkł i spuścił wzrok. Zaraz potem wyciągnął przed siebie dłonie, pokazując jej jak bardzo drżą — Wciąż jestem w szoku. Boję się, że całkiem się rozsypię, jeśli będę teraz o tym mówił.
Na kolejne słowa Vespery nie umiał znaleźć odpowiedzi. Odwzajemnił tylko jej pocałunek i na moment wsparł swe czoło o jej własne i trwał tak przez chwilę. To prawda, że nie był bogiem, wręcz przeciwnie, miał wrażenie, że należy do tego drugiego. To wcale jednak nie sprawiało, że poczucie porażki łagodniało.
W sypialni panował przyjemny mrok. Ciężkie czarne kotary dokładnie zasłaniały okna, nie pozwalając ani jednemu promieniowi słońca na przedarcie się do pomieszczenia. Same okna zresztą zwrócone były ku zachodowi, dzięki czemu późnym popołudniem pokój zalewał się złotem. Nie był przyzwyczajony do obecności kobiety w sypialni - przez kilka miesięcy farsy, jaką było jego małżeństwo, mieli osobne sypialnie, zaś z żoną sypiał tylko wtedy, gdy był pijany - dlatego pojawienie się Vespery zawsze było dla niego ogromnym wydarzeniem. Jeszcze bardziej zaskakującym był fakt, że po chwilach uniesień wcale nie znikała, nie odwracała się do niego plecami, ani nie zachowywała się, jakby był trędowaty.
Ułożył się obok niej na wielkim łożu z zaczarowanym baldachimem, pod którego to sklepieniem widać było najprawdziwsze niebo. Girlanda z gwiazd migotała nad ich głowami. — Kiedyś — odpowiedział, odsuwając zagubiony kosmyk ciemnych włosów z jej twarzy.
Zdumiony zdał sobie sprawę z tego, jak komfortowo się przy niej czuje. Jak strudzony człowiek, który po długiej wędrówce dotarł wreszcie do domu.
— To dziwne, wiesz? — szepnął, wodząc kciukiem wzdłuż jej kości policzkowej — Przegrałem, ale wcale nie czuję się przegranym.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory