28.07.2023, 09:00 ✶
Fergus myślał, że Sauriel umarł – i miał rację, ale nawet nie szukał jego grobu, by przyjść i wypić whisky ze starym przyjacielem, chociaż w samotności. Tak. Sauriel odsunął się od ludzi, ale miał na to kurewsko dobry powód i kiedy powiedział o tym Victorii – ta zrozumiała to od razu. Jego życie wywróciło się do góry nogami, trzeba było nauczyć się funkcjonowac w nim na nowo, tym razem jako młody, nieopierzony wampir. Trauma zeiazana z przemiana – śmiercią i obudzeniem się, te wszystkie emocje, które rozsadzała czaszkę… brunetka nie była empatką, ale to umiała sobie świetnie wyobrazić, wcale nie trzeba było próbować postawić się na drugim miejscu i odczuwać to samo. Wystarczyło trochę ruszyć głową i pomyśleć, jakie konsekwencje dla drugiej osoby ma taką przemiana w wampira. Sama nie sądziła, że ma taki dobry wpływ na Sauriela, że jej pojawienie się w jego życiu, niemal z hukiem, sprawiło że pomału zaczął wychodzić do ludzi. Bo przecież ich początki znajomości były takie a nie inne – burzliwe i wrogie, pełne złych emocji.
- Nie – tego nie powiedziała z taką wielką stanowczością, a z lekkością, jakby to było oczywiste, że jej się nie znudzi. Zamierzała mu to powtarzać tak długo, aż do niego dotrzeć – albo sam w to uwierzy.
Victoria uważała nie tyle że czarodzieje czystej krwi są lepsi – tylko że lepiej rozumieją ten świat. Nie od czarodziej półkrwi, bo tym nic nie brakowało, byli tak samo od urodzenia w tym świecie, chodziło o mugoli. I mugolaków, którzy zwiedzeni między jednym a drugim niekiedy nie umieli się zdecydować gdzie chcą żyć i sprowadzali na świat magii i świat mugoli katastrofę – która później trzeba było tuszować i sprzątać.
- To zacznij. Pomalutku. Możemy zacząć od. Tych wszystkich czekoladek, które mi przynosisz – czasami próbował, to fakt, ale Victoria myślała o mniejszych kawałkach dla niego, żeby się pomalutku przyzwyczajał, zwłaszcza psychicznie – że od tego nie zwymiotuje. - Co z tego, że się leczy. Jesteś żyjącą i czującą istotą, a nikomu nie jest to potrzebne do życia – to krojenie go. I tak, z rozmysłem nazwała go żyjącą osobą.
- Głupi bywa mój ciąg myślowy. Czasami jest naprawdę absurdalny – a na wierzch wychodził ledwie wierzchołek tego wszystkiego, malutki czubeczek – tworząc z nią niezbyt gadatliwą czarownice na pierwszy, drugi a nawet trzeci rzut oka. - Chodzi o to że go produkują dla siebie jakby. Nie chodzi o to, że z ogórków można robić cukier, bo nie można – jak mówiła: to było tylko uproszczenie i nie chciała tutaj robić żadnego skomplikowanego wykładu. - Zadziwiające, że wiesz, że ogórki mają kwiatki – to ja naprawdę zaskoczyło, bo Sauriel nie przejawiał zainteresowania roślinami, a nawet jeśli czasami o coś zapytał i mu się opowiadało, to za chwilę i tak zapominał. I zrobiła nawet taką minę, taką w stylu "not nad, not nad". Zaimponował jej.
- Nie rób tak więcej – powiedziała to bardzo łagodnie. Była wtedy na niego zła, ale absolutnie nie życzyła mu drugiej śmierci. I przede wszystkim… nie chciała żeby odchodził. Naprawdę go lubiła i wcale nie uważała, że jego życie nie ma znaczenia – tego pozytywnego. - Nie chcę żebyś odchodził – dodała jeszcze i uśmiechnęła się do niego. Było w tym coś egoistycznego, choć nie chciała tego przed sobą przyznać. Natomiast i oprócz tego po prostu nie chciała, by go zabrakło.
- Nie – tego nie powiedziała z taką wielką stanowczością, a z lekkością, jakby to było oczywiste, że jej się nie znudzi. Zamierzała mu to powtarzać tak długo, aż do niego dotrzeć – albo sam w to uwierzy.
Victoria uważała nie tyle że czarodzieje czystej krwi są lepsi – tylko że lepiej rozumieją ten świat. Nie od czarodziej półkrwi, bo tym nic nie brakowało, byli tak samo od urodzenia w tym świecie, chodziło o mugoli. I mugolaków, którzy zwiedzeni między jednym a drugim niekiedy nie umieli się zdecydować gdzie chcą żyć i sprowadzali na świat magii i świat mugoli katastrofę – która później trzeba było tuszować i sprzątać.
- To zacznij. Pomalutku. Możemy zacząć od. Tych wszystkich czekoladek, które mi przynosisz – czasami próbował, to fakt, ale Victoria myślała o mniejszych kawałkach dla niego, żeby się pomalutku przyzwyczajał, zwłaszcza psychicznie – że od tego nie zwymiotuje. - Co z tego, że się leczy. Jesteś żyjącą i czującą istotą, a nikomu nie jest to potrzebne do życia – to krojenie go. I tak, z rozmysłem nazwała go żyjącą osobą.
- Głupi bywa mój ciąg myślowy. Czasami jest naprawdę absurdalny – a na wierzch wychodził ledwie wierzchołek tego wszystkiego, malutki czubeczek – tworząc z nią niezbyt gadatliwą czarownice na pierwszy, drugi a nawet trzeci rzut oka. - Chodzi o to że go produkują dla siebie jakby. Nie chodzi o to, że z ogórków można robić cukier, bo nie można – jak mówiła: to było tylko uproszczenie i nie chciała tutaj robić żadnego skomplikowanego wykładu. - Zadziwiające, że wiesz, że ogórki mają kwiatki – to ja naprawdę zaskoczyło, bo Sauriel nie przejawiał zainteresowania roślinami, a nawet jeśli czasami o coś zapytał i mu się opowiadało, to za chwilę i tak zapominał. I zrobiła nawet taką minę, taką w stylu "not nad, not nad". Zaimponował jej.
- Nie rób tak więcej – powiedziała to bardzo łagodnie. Była wtedy na niego zła, ale absolutnie nie życzyła mu drugiej śmierci. I przede wszystkim… nie chciała żeby odchodził. Naprawdę go lubiła i wcale nie uważała, że jego życie nie ma znaczenia – tego pozytywnego. - Nie chcę żebyś odchodził – dodała jeszcze i uśmiechnęła się do niego. Było w tym coś egoistycznego, choć nie chciała tego przed sobą przyznać. Natomiast i oprócz tego po prostu nie chciała, by go zabrakło.