28.07.2023, 18:25 ✶
Obserwowałem uważnym wzrokiem Avelinę i ze zgrozą dostrzegałem, jak jej myśli umykały w obce rejony, z dala od tematu naszej rozmowy. Marszczyła się pytająco, czasami niepewna, czasami uśmiechała lekko, choć jej uśmiech był zaledwie cieniem jej prawdziwego uśmiechu i znikał szybciej aniżeli się pojawiał. NIekiedy miałem wrażenie, że mnie nie poznaje. Właściwie, non stop byłem jej jakby obcym, który wtargnął tu, jakbyśmy nie mieli za sobą tych wszystkich emocjonalnych doznań, do których niekoniecznie chcieliśmy się przyznawać, ale zawsze było między nami pewnego rodzaju napięcie, a teraz zaniknęło, a ona uciekała wzrokiem nie umyślnie, tylko za marzeniami... O NIM.
Wstałem, powstrzymując się przed zaciśnięciem dłoni w pięści. Zwróciłem uwagę na swoje dłonie, obróciłem w nich kika razy różdżkę, po czym na powrót wróciłem spojrzeniem do Aveliny, szczególnie że ocknąłem ją z letargu swoim uniesionym głosem. Zacisnąłem niezadowolony wargi, słysząc imię i nazwisko Danielle Longbottom. Doskonale pamiętałem, jak wtórowała Aveliny na korytarzach Hogwartu, kiedy prowadziliśmy drobne i te większe potyczki na słowa. Dorównywała Paxton w zjadliwości, ale nie była, cóż, powiedzmy, że... Nie była Aveliną Paxton, więc nie darowałem jej tych słówek. Nie przepadałem za nią i nie chciałem dzielić się szczególnie z nią znajomością moją z Paxton, ale w sumie co nieco wiedziała o naszej niechęci do siebie, więc może o naszych interesach również. Poa tym byłem antropologiem MInisterstwa Magii... Można było to jakoś usprawiedliwić, prawda? Okłamywałem sam siebie. Najważniejsze było to, że dalej przyjaźniła się z Aveliną, więc miałem w tej chwili w głębokim poważaniu jej żałobę. Współczułem jej, ale musiała tu być by zaraz nie mieć okazji do kolejnego pogrzebu.
- Potrzebujemy kartki i pióra. Zaprosimy ją - odparowałem, a widząc, że Avelina znowu gdzieś umknęła myślami, postanowiłem obrać inną strategię. Odchrząknąłem. - Pomoże nam znaleźć Godryka.
Zresztą, nie czekałem aż dziewczyna się ruszy. Porządziłem się, przywołując różdżką pergamin i pióro. Postanowiłem napisać list za Avelinę, w jej imieniu, bo nie sądziłem by Danielle postanowiła przybyć na moją prośbę.
- Jak zazwyczaj się do niej zwracasz? - zapytałem jedynie, przysiadając na krześle obok i pochylając się nad kartką. Będzie dobre. Oby Danielle przybyła, a będzie dobrze. Właśnie, żeby przybyła i tego nie spierdoliła. - Avelino! Skup się! Piszemy list do Longbottom! - pospieszyłem ponownie.
Wstałem, powstrzymując się przed zaciśnięciem dłoni w pięści. Zwróciłem uwagę na swoje dłonie, obróciłem w nich kika razy różdżkę, po czym na powrót wróciłem spojrzeniem do Aveliny, szczególnie że ocknąłem ją z letargu swoim uniesionym głosem. Zacisnąłem niezadowolony wargi, słysząc imię i nazwisko Danielle Longbottom. Doskonale pamiętałem, jak wtórowała Aveliny na korytarzach Hogwartu, kiedy prowadziliśmy drobne i te większe potyczki na słowa. Dorównywała Paxton w zjadliwości, ale nie była, cóż, powiedzmy, że... Nie była Aveliną Paxton, więc nie darowałem jej tych słówek. Nie przepadałem za nią i nie chciałem dzielić się szczególnie z nią znajomością moją z Paxton, ale w sumie co nieco wiedziała o naszej niechęci do siebie, więc może o naszych interesach również. Poa tym byłem antropologiem MInisterstwa Magii... Można było to jakoś usprawiedliwić, prawda? Okłamywałem sam siebie. Najważniejsze było to, że dalej przyjaźniła się z Aveliną, więc miałem w tej chwili w głębokim poważaniu jej żałobę. Współczułem jej, ale musiała tu być by zaraz nie mieć okazji do kolejnego pogrzebu.
- Potrzebujemy kartki i pióra. Zaprosimy ją - odparowałem, a widząc, że Avelina znowu gdzieś umknęła myślami, postanowiłem obrać inną strategię. Odchrząknąłem. - Pomoże nam znaleźć Godryka.
Zresztą, nie czekałem aż dziewczyna się ruszy. Porządziłem się, przywołując różdżką pergamin i pióro. Postanowiłem napisać list za Avelinę, w jej imieniu, bo nie sądziłem by Danielle postanowiła przybyć na moją prośbę.
- Jak zazwyczaj się do niej zwracasz? - zapytałem jedynie, przysiadając na krześle obok i pochylając się nad kartką. Będzie dobre. Oby Danielle przybyła, a będzie dobrze. Właśnie, żeby przybyła i tego nie spierdoliła. - Avelino! Skup się! Piszemy list do Longbottom! - pospieszyłem ponownie.