Pokiwał powoli głową. Nie miał nic do dodania po dosyć dosadnym podsumowaniu kwestii ducha ze strony Lety. Może faktycznie nieco przesadzał? Duch kręcił się tutaj od długiego czasu, a skoro przez te okolice przewinęli się już jacyś intruzi, to najprawdopodobniej i tak zakłócili już to miejsce swoim wtargnięciem. Skoro to nie pchnęło zagubionej duszy do przekornych harców i agresywnych ataków na nowych intruzów, to niebezpieczeństwo nie musiało być takie znowuż wielkie. I tak lepiej mieć się na baczności, pomyślał, wsłuchując się w słowa reszty członków wyprawy.
— Szczerze mówiąc? Wolałbym w tym przypadku dmuchać na zimne. — Wzruszył sztywno ramionami na pytanie Shafiqa. — Poza tym, wiesz jak to jest ze starymi – odkrytymi na nowo – miejscami. Zdarzają się wypadki. Pamiętasz Egipt, prawda?
[a]Wbił poważny wzrok w sam środek czoła mężczyzny, licząc, że ta uwaga z jego strony będzie wystarczająca. Nie chciał wdawać się w szczegóły na temat tego, czemu kierowały nim takie, a nie inne podejrzenia. Współpracował z grupą Cathala już jakiś czas i jeśli czegoś go to nauczyło to tego, że częściej niż rzadziej jego wypady kończyły się jakimś magicznym fenomenem. Poza tym wiele wskazywało na to, że ta zbieranina była istnym magnesem na duchy. Egipt, Beltane... Czyżby opuszczona osada miała być kolejnym tego dowodem? Eh, jakie to życie pisze scenariusze.
— Entuzjazm daje sporą motywację — odparł na słowa Pandory, uśmiechając się przyjaźnie. — Zwłaszcza teraz, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia.
Nachmurzył się nieco. Zainteresowanie odkrytą przez Cathala osadą to jedno, jednak Sebastian nie chciał wracać do stolicy przede wszystkim przez to, co wyprawiało się w mieście. I to w najróżniejszych kręgach. Wprawdzie to Ministerstwo Magii zdecydowanie wystąpiło przed szereg w kwestii „politycznego zgiełku” panującego po obchodach Beltane, tak rodzinny kowen Macmillana wcale miał się niewiele lepiej. Kuzynostwo dalej było w niemałym szoku po tym, co zaszło na Polanie Ognisk.
— Dobrze — zerknął w kierunku namiotów. — Będziemy mieli czas, żeby się tu nieco rozgościć.
Uznając to za pozwolenie na opuszczenie miejsca spotkania, mężczyzna skierował swe kroki w stronę schronienia. Wprawdzie nie był bardzo zmęczony i nie zebrał ze sobą, nie wiadomo ilu rzeczy, tak odpoczynek był ważny. Na ten moment trudno było określić, jak wpłynie na nich badanie ruin. Czy będzie to wyzwanie? Kaszka z mleczkiem? Będą sobie wyrywać włosy z głowy, czy jednak wręcz przeciwnie?
— Pandoro? — Zatrzymał się w pewnym momencie, cofając się o parę kroków w stronę dziewczyny. — Zjemy coś, zanim zapędzą nas do pracy? Może uchowały się tu jakieś przekąski...
Biorąc pod uwagę ich poprzednie spotkanie, uznał, że panna Prewett była niedawnym nabytkiem w drużynie, więc nie miał nic przeciwko temu, aby jej potowarzyszyć, co by miała kogoś pod ręką. Każdego czasami nękały jakieś pytania, czy wątpliwości, a kto wie, może Sebastian mógłby odpowiedzieć na niektóre z nich, zanim Cathal znajdzie im coś do roboty.