• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[06/1972] Któżże ćwierkał?

[06/1972] Któżże ćwierkał?
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#2
29.07.2023, 23:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2023, 02:00 przez Elliott Malfoy.)  
Promienie opadającej powoli słonecznej kuli tańczyły po sosnowym parkiecie i białej sztukaterii tworząc krótkotrwałe, abstrakcyjne obrazy. Ciężkie zasłony strzegły krańców okiennic dławiąc się w gorącu ostatków czerwcowego dnia - jego żywotność zmierzała ku końcowi. Sufitowe rozety w swojej rozpiętości przypominały kielichy przekwitłych tulipanów zastygniętych w czasie. W domu panowała cisza przerywana jedynie poćwierkaniami ptaka zagubionego w rosnących przed wejściem kwiatach bzu. Wyblakła purpura ukształtowanych w rożki płatków odznaczała się na tle soczyście zielonych liści i pomarańczowo białego budynku.
Spotkania z Perseusem miały dla Elliotta charakter relaksującej aktywności, którą podejmuje się, aby wypędzić z głowy najróżniejsze myśli. Zdawał sobie sprawę, że dla Blacka byly one dokładnie tym samym - byli zgodni w tym, jak traktowali się nawzajem i po latach nieprzyjemności oraz niedopowiedzeń potrafili stwierdzić gdzie leży granica ich własnego komfortu (przynajmniej tak się na tę chwilę Malfoyowi wydawało). Propozycję zaproszenia osoby trzeciej przyjął z początku, z niejakim rozczarowaniem. Z drugiej jednak strony, propozycja dołączenia Desmonda do ich podlanych alkoholem rozmów o tym i tamtym, była o wiele praktyczniejsza niż się z początku wydawało. W świetle ostatnich wydarzeń z Beltane i odkrycia, że głowa rodu - jego własny ojciec - zaangażował się w działania terrorystyczne wciąż było twardym orzechem do zgryzienia; przekonanie do siebie innych członków rodziny było mu teraz jak najbardziej na rękę. Z młodszym kuzynem nigdy nie miał zbytnio do czynienia. W końcu rodzinne obiady starał się omijać, tak samo jak każde inne, rodowe spotkania, ale mieli możliwość zamienić pare zdań na eventach, których Elliott zignorować po prostu nie mógł. Młodszy Malfoy wydawał mu się czystą, białą kartą - u progu kariery, a nawet życia, ledwo dwudziestoletni młody mężczyzna. Nie pozostawał jednak pod iluzją tego, że tak młode osoby nie mają niczego do powiedzenia bądź zaprezentowania; nie oszukiwał się, że dwudziestoletni chłopak nie będzie miał niczego za uszami, tak jak zdarzało się to robić starszym osobom, które swoje najmłodsze lata mogły wkładać pomiędzy stronice zakurzonych kronik.
Zdziwił się słysząc charakterystyczne tony dzwonka do drzwi. Zapiął ostatni guzik niebieskiej koszuli i przesunąwszy dłonią po lnianym materiale spodni w kolorze kości słoniowej, postawił pierwsze kroki na sosnowych deskach schodów.
– Wybacz Leslie, nie spodziewałem się tego wieczora żadnych gości – zwrócił się do swojego pracownika, który otworzył drzwi niezapowiedzianemu przybyszowi.
Mężczyzna miał na sobie strój, który świadczył o tym, że został właśnie wyrwany z prywatnych czynności. Kaszkiet na siwych włosach przekrzywił się nieznacznie, gdy skupił spojrzenie ciemnobrązowych oczu na Elliocie. Blondyn rozciągnął usta w przepraszającym uśmiechu, choć jego ekspresja przypominała bardziej delikatny powiew wiatru w czterdziestostopniowym upale - łagodziła na pare sekund, tylko po to, aby zaraz zbiec i zostawić w trwodze.
– Nie przeszkadzaj sobie, nie jesteś już w pracy, do zobaczenia w poniedziałek – dopiero, gdy przytrzymał starszemu czarodziejowi drzwi zobaczył, że po ich drugiej stronie stoi młodszy kuzyn.
Leslie przeprosił obydwu mężczyzn, pożegnał się i życząc miłego wieczoru ruszył ku wyjściu z niewielkiej rezydencji.
Brwi Elliotta uniosły się ku górze, pozwalając chłodnemu zaskoczeniu wkraść się na bladą twarz.
– Perseus nie wspominał, że zjawicie się u mnie w domu przed spotkaniem – odezwał się do młodszego Malfoya, gdy Leslie domykał żeliwną furtkę, kierując kroki w tylko sobie znanym kierunku.
W tonie Elliotta nie można było wyczuć zirytowania ani sympatii. Jego twarz wciąż była zastygnięta w wyrazie grzecznościowych przeprosin z kapką zaskoczenia. Ekspresja jak i stopień zadbania skóry sprawiały, że wydawali się z Desmondem o wiele bardziej zbliżeni wiekiem, niż faktycznie byli; można by pomyśleć, że dzieliły ich cztery, maksymalnie pięć lat, a nie jedenaście.
– Nie przejmuj się. Percy jest dość osobliwy, prawdopodobnie nie dodał dwa do dwóch, albo jak dodał to wyszło mu pięć – machnął dłonią od niechcenia i zaprosił chłopaka do środka skinieniem głowy, odsuwając się w przejściu.
– Pisał ci może, czy też się tutaj zjawi? Jeżeli tak, wypadałoby na niego poczekać, a tobie zaproponować coś do picia. Jeżeli nie, muszę cię poprosić, abyś zaczekał na mnie parę minut i razem udamy się tam, gdzie od początku powinniśmy się byli spotkać – jeżeli Desmond wszedł do środka, Elliott zamknął za nim drzwi, już bez użycia rąk, a skinieniem różdżki.



“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desmond Malfoy (1006), Elliott Malfoy (1820), Perseus Black (1019)




Wiadomości w tym wątku
[06/1972] Któżże ćwierkał? - przez Desmond Malfoy - 27.07.2023, 03:50
RE: [06/1972] Któżże ćwierkał? - przez Elliott Malfoy - 29.07.2023, 23:05
RE: [06/1972] Któżże ćwierkał? - przez Desmond Malfoy - 31.07.2023, 17:32
RE: [06/1972] Któżże ćwierkał? - przez Elliott Malfoy - 12.08.2023, 19:01
RE: [06/1972] Któżże ćwierkał? - przez Perseus Black - 17.08.2023, 01:38
RE: [06/1972] Któżże ćwierkał? - przez Desmond Malfoy - 19.08.2023, 19:42
RE: [06/1972] Któżże ćwierkał? - przez Elliott Malfoy - 01.01.2024, 22:30
RE: [06/1972] Któżże ćwierkał? - przez Perseus Black - 02.03.2024, 23:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa