30.07.2023, 00:38 ✶
Nie mogła przestać myśleć o Danielle i o tym, co ją spotkało. Nie była też w stanie zrozumieć tego, co kierowało Voldemortem oraz jego poplecznikami, co skłaniało ich do wyrządzania takiej krzywdy. Podczas Beltane zginęło wiele osób, panował chaos, obudził w ludziach przerażenie oraz wątpliwość, zasiał podejrzenie względem każdego napotkanego człowieka. Przeklęła go w myślach tak, jak damie w ogóle nie wypadało mówić, zaciskając palce na trzymanej wiązance. Pandora pomimo swojego dobrego urodzenia, nigdy nie była człowiekiem na pokaz, dość skromnie żyła każdym dniem, ceniąc sobie niezależność i samowystarczalność, więc w wykonaną z żywych kwiatów ozdobę nagrobną, wchodziły róże. Milczała, skinieniem głowy witając się z pozostałymi gośćmi, jednak jej uwaga skupiona była na Dani, brązowe ślepia z troską, czułością wręcz siostrzaną, spoglądały na drobną sylwetkę tej dobrej, uśmiechniętej dziewczyny. Gdyby tylko wiedziała, jak mogłaby jej pomóc i zabrać ból.. Ze śmiercią nie było jednak tak łatwo, tu jedynie czas mógł zaleczyć rany. Nie pchała się do przodu, nie chciała otaczać i tak już przytłoczonej kondolencjami rodziny. Zajęła swoje miejsce, a Panna Longbottom wiedziała przecież, że Prewettówna była blisko, na najmniejsze skinienie palcem, gdyby ta jej tylko potrzebowała — tak sugerowało jej spojrzenie, gdy się na chwilę spotkało z tym należącym do córki nieboszczyka. Ubrana była w prostą i czarną sukienkę przed kolano, pozbawioną dekoltu i z długim rękawem, a jedyną biżuterią, były skromne sztyfty z kamyczkiem w uszach oraz schowany pod bluzkę, delikatny, złoty wisiorek. Brązowe pasma włosów upięła w eleganckiego koka, zostawiając jedynie pojedyncze, nieco krótsze przednie kosmyki luźno, które wpadały na jej twarz. Przeniosła spojrzenie na kapłankę, a potem na wystrój kaplicy — była tu pierwszy raz. Specyficzny zapach oraz morze kwiatów sprawiły, że po karku przebiegł jej dreszcz, zostawiając za sobą gęsią skórkę. Spoglądający z obrazu mężczyzna — tak dobrze Pandorze znany, został ujęty z tym swoim serdecznym uśmiechem, który Turycznka na pewno zapamięta, a gdy dostrzegła w rogu ramy czarną wstążkę, poczuła, że zaschło jej w gardle. Odwróciła spojrzenie, natrafiając na urnę, co również nie było dobrym pomysłem, bo znów przed oczami przemknęły jej minione chwile i przede wszystkim Danielle. Opuściła więc głowę, przymykając na chwilę oczy, zapach róż z wiązanki uderzył ją w nozdrza, pozwalając na kilka sekund odciąć się do tego tragiczne, smutnego, a przede wszystkim niesprawiedliwego wydarzania.