30.07.2023, 19:24 ✶
Po wydaniu z siebie cichego mruknięcia, które jawnie świadczyło o zastanawianiu się, Pandora przytaknęła, wprawiając w ruch brązowe kosmyki włosów. Jej spojrzenie bardzo rzadko opuszczało twarz niespodziewanego towarzysza, sugerując tym samym, że jego praca oraz zainteresowania wydały się jej znacznie ciekawsze, niż muzeum.
- Masz rację. Właściwie nie ma chyba czegoś takiego, jak złe lub nudne zainteresowanie, pomyliłam się trochę! Każde rozwija i do czegoś prowadzi
Ile ludzi, tyle wewnętrznego piękna i tlących się w nich pasji. Brunetce aż głupio się zrobiło, że o tym zapomniała. W kwestii powiązania hobby z pracą wierzyła, że nie było lepszego rozwiązania. Otrzymywanie zapłaty za coś, co sprawiało przyjemność i pomagało poszerzać horyzonty sprawiło, że każdy dzień zdawał się jej fascynujący, niezależnie czy w planach miała akurat przygotowanie mapy nieba, czy rozwikłanie tajemnic mechanizmów. Każda przeszkoda, każda komplikacja i nowa rzecz w czymś, co teoretycznie znała przecież od podszewki, sprawiała, że zakochiwała się w tym na nowo.
Słuchała o Irytku, mając odrobinę rozchylone wargi, przytakując. Przykre, że zazdrość przyjęła takie uosobienie! A dodatkowo wychodziło na to, że on tak naprawdę nigdy nie żył — tak przynajmniej zrozumiała, co było największym zaskoczeniem w słowach mężczyzny. I teraz jeszcze w ogóle nikt go nie lubił, co tylko prowokowało poltergeista do dalszych psot. Nawet gdyby mocniej spróbowała sięgnąć pamięcią do czasów szkolnych, nie była w stanie przypomnieć sobie ani jednego pozytywnego słowa od ucznia lub nauczyciela, pracownika zamku, na temat niechcianego lokatora. - Poltergeist powstaje bez duszy? To znaczy.. Wiesz, myślałam, że każdy rodzaj ducha był kiedyś żywym człowiekiem, który z różnych powodów został. To nie taka łatwa sprawa z tym opętaniem, jak sugerują niegrzecznym dzieciakom.
Wyznała szczerze, zgarniając płynnym ruchem pasmo włosów za ucho i robiąc kilka łyków wciąż gorącego naparu, po którym poczuła przyjemną falę ciepła rozchodzącą się po ciele. Jej paznokcie przesunęły po tekturowym pudełku, brązowe oczy zatrzymały się na jakimś wiszącym naprzeciw obrazie, a ich właścicielka widocznie wciąż kontemplowała nad tym, co Sebastian jej przekazał. Naprawdę chciała wszystko zapamiętać, uznając to za informacje bardzo przydatne w przypadku trudnych sytuacji. Warto było wiedzieć cokolwiek z dziedzin powszechnych i często występujących w świecie Czarodziejów, a duchy były przecież wszędzie.
Pandora miała dar i mnóstwo miłości do ludzi, szybko jednała sobie obcych i sprawiała, że nawet najcichsze, najbardziej nieśmiałe osoby znajdowały sposób, aby się przed nią otworzyć. Może była to kwestia ciągłego uśmiechu, a może szczerej fascynacji każdym, kogo miała okazję spotkać. Prowadziła grę w znajdowanie najpiękniejszych rzeczy w człowieku.
- Owszem, ale doświadczony to również dobry. Masz nie-sa-mo-wi-tą wiedzę bądź bardziej dumny. - puściła mu oczko, nawet zadziornie trącając go łokciem, jakby chciała go zachęcić, bo przecież jego sposoby wypowiedzi oraz wiedza mogły zrobić z niego wykładowcę. Wiedział o tym? Inną sprawą było to, że przy Prewettównie, to naprawdę było ciężko zostać cicho. Jak już kogoś polubiła, zawsze była serdeczna, miała przysłowiowe "czyjeś plecy" i starała się niszczyć jakąkolwiek formę niezręczności lub skrępowania, budować cudzą pewność siebie. Ot, takie małe hobby.
- Marta to smutna historia, bardzo było mi jej szkoda. - zaczęła z westchnięciem, po wysłuchaniu jego słów i odwróciła twarz w jego stronę. Dziewczyna z toalety, której zabrano życie, zanim w ogóle miała okazję przyzwoicie z niego skorzystać przez głupi zbieg okoliczności, serie niefortunnych zdarzeń. - Dziwne jest jednak to, że nawet ona nie wiem, kto ją zabił i właściwie dlaczego. To taka większa zagadka Hogwartu, nie? Mam nadzieję, że masz rację i inne duchy ją przygarnęły pod opiekę, żeby nie była taka samotna. Bywa czasem złośliwa i mroczna, ale to przez zazdrość i tęsknotę, tak sądzę.
Wzruszyła ramionami, a przed oczami znów zatańczyła jej twarz okularnicy, która kiedyś nawet zażartowała, że dobrze by było, gdyby jakiś fajny chłopak umarł, bo wtedy nie byłaby sama. Marta zdawało się, ponad wszystko pragnęła akceptacji oraz miłości, życia lub raczej nie-życia bez dokuczania, którego tyle doświadczyła.
- Oj nie może być tak źle..- starała się brzmieć entuzjastycznie na jego bolączkę, robiąc kolejny łyk herbaty. Dość szybko znikała z kubeczka. Potem przytaknęła, posyłając mu uśmiech. - Właściwie to jednymi i drugimi, uwielbiam wszystko, co mogę otworzyć, rozbroić, skręcić lub skręcić. Pułapki, szkatułki, zamki w drzwiach, zegary — zawsze też chciałam rozkręcić zmieniacz czasu, ale nigdy na żaden nie trafiłam. - wyznała z westchnieniem, które chyba miało dodać dramaturgii i smutku, co jeszcze okrasiła małą podkówką. Była to jedna z pozycji na jej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią. - Zresztą, zajmuje się wieloma rzeczami, tak wiesz, wszystkiego po trochu. - machnęła ostentacyjnie dłonią, że nie było o czym mówić — raczej przez skromność. Nie lubiła się chwalić, zresztą, gdy już w pełni opowiadała o tym, czym się zajmowała, wychodziło, jak dużym kujonem była.
- Masz rację. Właściwie nie ma chyba czegoś takiego, jak złe lub nudne zainteresowanie, pomyliłam się trochę! Każde rozwija i do czegoś prowadzi
Ile ludzi, tyle wewnętrznego piękna i tlących się w nich pasji. Brunetce aż głupio się zrobiło, że o tym zapomniała. W kwestii powiązania hobby z pracą wierzyła, że nie było lepszego rozwiązania. Otrzymywanie zapłaty za coś, co sprawiało przyjemność i pomagało poszerzać horyzonty sprawiło, że każdy dzień zdawał się jej fascynujący, niezależnie czy w planach miała akurat przygotowanie mapy nieba, czy rozwikłanie tajemnic mechanizmów. Każda przeszkoda, każda komplikacja i nowa rzecz w czymś, co teoretycznie znała przecież od podszewki, sprawiała, że zakochiwała się w tym na nowo.
Słuchała o Irytku, mając odrobinę rozchylone wargi, przytakując. Przykre, że zazdrość przyjęła takie uosobienie! A dodatkowo wychodziło na to, że on tak naprawdę nigdy nie żył — tak przynajmniej zrozumiała, co było największym zaskoczeniem w słowach mężczyzny. I teraz jeszcze w ogóle nikt go nie lubił, co tylko prowokowało poltergeista do dalszych psot. Nawet gdyby mocniej spróbowała sięgnąć pamięcią do czasów szkolnych, nie była w stanie przypomnieć sobie ani jednego pozytywnego słowa od ucznia lub nauczyciela, pracownika zamku, na temat niechcianego lokatora. - Poltergeist powstaje bez duszy? To znaczy.. Wiesz, myślałam, że każdy rodzaj ducha był kiedyś żywym człowiekiem, który z różnych powodów został. To nie taka łatwa sprawa z tym opętaniem, jak sugerują niegrzecznym dzieciakom.
Wyznała szczerze, zgarniając płynnym ruchem pasmo włosów za ucho i robiąc kilka łyków wciąż gorącego naparu, po którym poczuła przyjemną falę ciepła rozchodzącą się po ciele. Jej paznokcie przesunęły po tekturowym pudełku, brązowe oczy zatrzymały się na jakimś wiszącym naprzeciw obrazie, a ich właścicielka widocznie wciąż kontemplowała nad tym, co Sebastian jej przekazał. Naprawdę chciała wszystko zapamiętać, uznając to za informacje bardzo przydatne w przypadku trudnych sytuacji. Warto było wiedzieć cokolwiek z dziedzin powszechnych i często występujących w świecie Czarodziejów, a duchy były przecież wszędzie.
Pandora miała dar i mnóstwo miłości do ludzi, szybko jednała sobie obcych i sprawiała, że nawet najcichsze, najbardziej nieśmiałe osoby znajdowały sposób, aby się przed nią otworzyć. Może była to kwestia ciągłego uśmiechu, a może szczerej fascynacji każdym, kogo miała okazję spotkać. Prowadziła grę w znajdowanie najpiękniejszych rzeczy w człowieku.
- Owszem, ale doświadczony to również dobry. Masz nie-sa-mo-wi-tą wiedzę bądź bardziej dumny. - puściła mu oczko, nawet zadziornie trącając go łokciem, jakby chciała go zachęcić, bo przecież jego sposoby wypowiedzi oraz wiedza mogły zrobić z niego wykładowcę. Wiedział o tym? Inną sprawą było to, że przy Prewettównie, to naprawdę było ciężko zostać cicho. Jak już kogoś polubiła, zawsze była serdeczna, miała przysłowiowe "czyjeś plecy" i starała się niszczyć jakąkolwiek formę niezręczności lub skrępowania, budować cudzą pewność siebie. Ot, takie małe hobby.
- Marta to smutna historia, bardzo było mi jej szkoda. - zaczęła z westchnięciem, po wysłuchaniu jego słów i odwróciła twarz w jego stronę. Dziewczyna z toalety, której zabrano życie, zanim w ogóle miała okazję przyzwoicie z niego skorzystać przez głupi zbieg okoliczności, serie niefortunnych zdarzeń. - Dziwne jest jednak to, że nawet ona nie wiem, kto ją zabił i właściwie dlaczego. To taka większa zagadka Hogwartu, nie? Mam nadzieję, że masz rację i inne duchy ją przygarnęły pod opiekę, żeby nie była taka samotna. Bywa czasem złośliwa i mroczna, ale to przez zazdrość i tęsknotę, tak sądzę.
Wzruszyła ramionami, a przed oczami znów zatańczyła jej twarz okularnicy, która kiedyś nawet zażartowała, że dobrze by było, gdyby jakiś fajny chłopak umarł, bo wtedy nie byłaby sama. Marta zdawało się, ponad wszystko pragnęła akceptacji oraz miłości, życia lub raczej nie-życia bez dokuczania, którego tyle doświadczyła.
- Oj nie może być tak źle..- starała się brzmieć entuzjastycznie na jego bolączkę, robiąc kolejny łyk herbaty. Dość szybko znikała z kubeczka. Potem przytaknęła, posyłając mu uśmiech. - Właściwie to jednymi i drugimi, uwielbiam wszystko, co mogę otworzyć, rozbroić, skręcić lub skręcić. Pułapki, szkatułki, zamki w drzwiach, zegary — zawsze też chciałam rozkręcić zmieniacz czasu, ale nigdy na żaden nie trafiłam. - wyznała z westchnieniem, które chyba miało dodać dramaturgii i smutku, co jeszcze okrasiła małą podkówką. Była to jedna z pozycji na jej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią. - Zresztą, zajmuje się wieloma rzeczami, tak wiesz, wszystkiego po trochu. - machnęła ostentacyjnie dłonią, że nie było o czym mówić — raczej przez skromność. Nie lubiła się chwalić, zresztą, gdy już w pełni opowiadała o tym, czym się zajmowała, wychodziło, jak dużym kujonem była.