30.07.2023, 19:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2023, 22:40 przez Pandora Prewett.)
Oparła brodę na dłoniach, starając się przybrać jak najbardziej uroczą minę, ba, nawet teatralnie zatrzepotała rzęsami, niczym jedna z gwiazd filmowych mugolskiego kina, dodając do tego słodki uśmiech, uwidaczniający dołeczki w polikach. Pandora wiedziała, że gdy Trelawney już zdecydował się na rzucenie komplementu, był on prawdziwy. - Oh jejku, czym ja sobie zasłużyłam? - zapytała retorycznie, puszczając mu oczko i tkwiła tak jeszcze kilkanaście sekund, zanim roześmiała się pogodnie, poprawiając na zajmowanym przez siebie krześle i prostując plecy. Na jego pytanie prychnęła cicho z udawanym oburzeniem, pozwalając sobie zatrzymać na dłużej wzrok na jego oczach, do których wyrazu też się właściwie przyzwyczaiła. Wiedziała, że to nie było wcale tak, że Tran nie czuł emocji, to był po prostu skutek uboczny. Owszem, na samym początku odrobinę ją to przerażało — nic dziwnego, bo kontrastowali ze sobą bardzo, a ona zwyczajnie nie miała pojęcia, kiedy jej słowa były czymś pozytywnym, a kiedy go męczyły i zapędzały do rogu. Była Krukonka miała nadzieję, że z biegiem lat nauczyła się rozmawiać z nim na tyle, aby czerpał z tego jakąkolwiek formę przyjemności. - Uwierz mi, gdybym miała poświęcać każdemu tyle czasu, ile moim zdaniem powinnam, to doba powinna trwać przynajmniej około tygodnia. Czas mi strasznie szybko ucieka. Mam nadzieję, że nie poczułeś się odtrącony lub zaniedbany.
Wyjaśniła zgodnie z prawdą i dopiero gdy skończyła mówić, jej wzrok powędrował na trzymane w dłoniach kremowe piwo, na którego powierzchni wciąż unosiła się wysoka, jasna pianka. Słusznie zrobił, nie ciągnąc tematu Beltane, strasznie go nie lubiła, przerażał ją i złościł, a każdy wiedział, że wybuchy chaosu mogły być opłakane w skutkach.
Prawie zakrztusiła się na komentarz Ślizgona odnośnie do jej przepracowywania się, szybko kręcąc głową, zaprzeczając rzecz jasna. Nawet trochę palcem poruszyła, bo przecież to było zupełnie coś innego i nie miał racji. - Ależ nie, nie, nie. Ja jestem pracoholikiem, mam nadmiar energii i nie umiem siedzieć w miejscu, a co najważniejsze — pracuje sama dla siebie! Ty za to, mój Drogi, musisz być odpowiedzialny. Ja nie.
Wytknęła mu nawet trochę język z rozbawieniem, pokazując swój iście ośli lub też dziecięcy upór, zależnie od osoby komentującej. Nawet jeśli jego oczy pozbawione były emocji, śmiał się i miał dobry humor, co Pandorze przyniosło trochę wewnętrznej ulgi.
Za ten paskudny pesymizm, gdyby tylko mówił to wszystko na głos, zarobiłby najpewniej pstryczka w czoło. Warto było spoglądać na życie w jasnych barwach, to ponoć przyciągało same dobre rzeczy. - Jeden z nich nazywa się Sebastian Macmillan, jest egzorcystą i miałam okazję poznać go w muzeum. Jest naprawdę inteligentny i ciekawie opowiada, dużo się dowiedziałam. Drugi ma na imię Jamil, ale nie miałam okazji jeszcze go spotkać. Cathal mówił, że on zajmuje się chyba ... - zgubiła słowo, co sugerowało uderzanie w blat stołu paznokciem oraz pośpieszne zrobienie kolejnego łyka piwa. - No wiesz, o co mi chodzi. Na pewno. A jeśli chodzi o kuzynostwo, to pamiętasz, że ja zupełnie się zgubiłam w tych pokrewieństwach między rodzinami magicznymi. I mam wrażenie, że wszyscy są kuzynami.
Zakończyła, bezradnie wzruszając ramionami oraz trochę rozkładając ręce, a potem podniosła na niego spojrzenie brązowych oczu. Spotkanie im minęło spokojnie, dużo rozmawiali i wspominali, a także, jak to Pandora, ciągnęła go za język w sprawach związanych z jego nietypowym zajęciem. Lawirowali swobodnie między tematami, popijając wyborne, kremowe piwo.
Wyjaśniła zgodnie z prawdą i dopiero gdy skończyła mówić, jej wzrok powędrował na trzymane w dłoniach kremowe piwo, na którego powierzchni wciąż unosiła się wysoka, jasna pianka. Słusznie zrobił, nie ciągnąc tematu Beltane, strasznie go nie lubiła, przerażał ją i złościł, a każdy wiedział, że wybuchy chaosu mogły być opłakane w skutkach.
Prawie zakrztusiła się na komentarz Ślizgona odnośnie do jej przepracowywania się, szybko kręcąc głową, zaprzeczając rzecz jasna. Nawet trochę palcem poruszyła, bo przecież to było zupełnie coś innego i nie miał racji. - Ależ nie, nie, nie. Ja jestem pracoholikiem, mam nadmiar energii i nie umiem siedzieć w miejscu, a co najważniejsze — pracuje sama dla siebie! Ty za to, mój Drogi, musisz być odpowiedzialny. Ja nie.
Wytknęła mu nawet trochę język z rozbawieniem, pokazując swój iście ośli lub też dziecięcy upór, zależnie od osoby komentującej. Nawet jeśli jego oczy pozbawione były emocji, śmiał się i miał dobry humor, co Pandorze przyniosło trochę wewnętrznej ulgi.
Za ten paskudny pesymizm, gdyby tylko mówił to wszystko na głos, zarobiłby najpewniej pstryczka w czoło. Warto było spoglądać na życie w jasnych barwach, to ponoć przyciągało same dobre rzeczy. - Jeden z nich nazywa się Sebastian Macmillan, jest egzorcystą i miałam okazję poznać go w muzeum. Jest naprawdę inteligentny i ciekawie opowiada, dużo się dowiedziałam. Drugi ma na imię Jamil, ale nie miałam okazji jeszcze go spotkać. Cathal mówił, że on zajmuje się chyba ... - zgubiła słowo, co sugerowało uderzanie w blat stołu paznokciem oraz pośpieszne zrobienie kolejnego łyka piwa. - No wiesz, o co mi chodzi. Na pewno. A jeśli chodzi o kuzynostwo, to pamiętasz, że ja zupełnie się zgubiłam w tych pokrewieństwach między rodzinami magicznymi. I mam wrażenie, że wszyscy są kuzynami.
Zakończyła, bezradnie wzruszając ramionami oraz trochę rozkładając ręce, a potem podniosła na niego spojrzenie brązowych oczu. Spotkanie im minęło spokojnie, dużo rozmawiali i wspominali, a także, jak to Pandora, ciągnęła go za język w sprawach związanych z jego nietypowym zajęciem. Lawirowali swobodnie między tematami, popijając wyborne, kremowe piwo.
Koniec sesji