Avelina nie wyobrażała sobie tego, aby w jej imię zabijano. Nie zniosłaby myśli, że Augustus mógłby być mordercą. Nie wiedziała, czy była w stanie go nienawidzić, ale na pewno nie wybaczyłaby mu zabójstwa. Coś takiego w ogóle można wybaczyć? Można pogodzić się z tym, że twój przyjaciel stał się mordercą? I to mordercą potencjalnej osoby, która mogłaby stać się jej ukochanym?
Pokiwała energicznie głową. Chciała, bardzo chciała spotkać się znowu z tamtym mężczyzną, chciała się z nim skonfrontować, chciała mu wyznać, co czuje od ich rozstania i zapytać, czy z nią zostanie. To był bardzo dobry plan, co mogło pójść nie tak? Paxton nawet nie myślała o tym, że imię i nazwisko jej ukochanego może być przytykiem w stronę Rookwooda. Nie połączyła faktów, a przecież była w tym naprawdę dobrze.
– Rookwood – upomniała go, aby nie był niemiły dla jej przyjaciółki. Danielle straciła ojca, zapewne absztyfikant był ostatnią jej myślą w tym momencie. Spojrzała na niego wymownie, ale w oczach miała iskierki rozbawienia. Gdzieś w środku bawiło ją to, że on nadal nie przepadał za jej przyjaciółką. Patrzyła jak mężczyzna zapisuje słowa na pergaminie, jej nogi podrygiwały nerwowo, a ją nosiło niemiłosiernie. Miała w końcu dać upust swoim emocjom.
– Znam się z nią ze szkoły i jest naprawdę… zajebista – odpowiedziała z zadziornym uśmieszkiem. Tak, mogła określić Danielle zajebistą, bo taka właśnie była. Super ekstra miła, zawsze wiedziała, co powiedzieć i nie musiała nad tym myśleć. Avelina była jej dokładnym przeciwieństwem. – Dani pracuje w Mungo i jej praca to zajmowanie się urazami pozaklęciowymi, a czemu pytasz? – zapomniała już, że określił jej miłość jako klątwę. Nie była w stanie się skupić za bardzo.