30.07.2023, 20:28 ✶
- Zawsze czekam na nieoczekiwane – odpowiedział Cathal. Szczerze? Był w końcu człowiekiem, który przekopywał grobowce i czołgał się w korytarzach pod piramidami, by sprawdzić, co w nich znajdziecie. A może tylko w kolejnej prowokacji, elemencie tej małej gierki? W każdym razie, gdy na nią spojrzał, nie uśmiechnął się absolutnie celowo.
W końcu chciała wywołać uśmieszek, prawda?
Tak naprawdę nie wiedziałby, czy Cynthia mogłaby wygrać z całym światem. I czy w ogóle musiała? Jeżeli pragnęłaby mu ten świat odebrać – na pewno nie miałaby ku temu szans. Jeśli tylko stać się jego częścią – może wszystko mogłoby wyglądać inaczej? Ale Cathal w tej chwili nad tym się nawet nie zastawiał. Analizował jej reakcje, miny i słowa, bawił się wyciąganiem pewnych rzeczy spod masek, zgadywaniem, kim jest Cynthia Flint. Nie rozmyślał jednak o tym, jaka jest natura ich krótkiej przecież relacji ani dokąd ta ich poprowadzi. Raczej pozwalał jej biec swoim torem, na razie nie zastanawiając się zbytnio nad przyszłością, czy może: nie sięgając myślą dalej niż do kolejnego spotkania, bo przecież ustalili, że takie nastąpi.
- Cieszę się, że się zgadzamy – dorzucił jeszcze na jej „nie warto”. Nieświadom, co dokładnie chodzi po głowie Flintówny. Chociaż gdyby podejrzewał, prawdopodobnie odpowiedziałby dokładnie to samo. Może nawet wtedy zrobiłby to celowo.
Za to kiedy powiedziała, że prawdopodobnie osiągnął już to, czego pragnął, milczał przez chwilę. Zastanawiał się. Nie tyle nad samą odpowiedzią, czy nad tym, czy jej w ogóle udzielać, ile nad tym, jak ubrać ją w słowa, aby wyjaśnienie było pełne.
- Niektórzy nazywają Ain Eingarp przeklętym lustrem, a byli tacy, których doprowadziło do szaleństwa. Bo to, w nim widzimy, zdaje się zadziwiająco prawdziwe, ale spora część marzeń z lustra ma wspólną cechę. - odparł w końcu Cathal, każde kolejne słowo wypowiadając powoli. – Nie mogą się spełnić.
Marzenie nastoletniego chłopca się nie ziściło, bo było niemożliwością. Zmieniło się, bo i Shafiq się zmienił.
Marzenie dorosłego było zupełnie inne, a zarazem równie niemożliwe jak tamto. Nie łudził się, że kiedykolwiek się spełni. Zawsze będzie mu towarzyszył cień Slytherina i widmo szaleństwa. Obłędu, który – choć starannie ukryto to przed światem – stał się udziałem najpierw jego dziadka, a potem jego matki.
Nie patrzył długo na tego samotnego Cathala ze zwierciadła. Znów skupił spojrzenie na Cynthii, jego wzrok pobiegł ku niej tak, jak biegł przy każdym innym lustrze, jakby to w jej twarzy szukał odbicia tego, co ona ujrzy w zwierciadle. Ten widok tutaj nie zdawał się nią wstrząsać ani przyciągać, sądząc po tym, co powiedziała… raczej ją zaskoczył, choć na pewno nie na tyle, aby łatwo to ukazała.
Przyjął jej mocniejszy uścisk, też przesunął opuszkami palców po jej ręku – może w mimowolnym, a może w pełni świadomym geście?
– To lustro nie pokazuje przyszłości ani prawdy innej niż ta, którą nosimy w duszy, ale nigdy nie kłamie, a Bletcheyowie nigdy nie postawiliby tutaj podróbki – wyjaśnił, na moment znów kierując spojrzenie na Zwierciadło Pragnień, na samego siebie, uwolnionego od rodzinnego przekleństwa. – Pokazuje te największe, najskrytsze pragnienia, wielu więc jest zaskoczonych tym, co widzi. – Nawet on, chociaż miał przynajmniej kilka pragnień, nie był pewny, które z nich zobaczy… a kiedy spojrzał w taflę, nagle wydało mu się takie oczywiste. – Rozumiem, że nie tego się spodziewałaś?
Wciąż trzymał ją za rękę, kiwnął więc ku lustru drugą dłonią. Nie pytał jednak, co zobaczyła. To było osobiste: może nawet najbardziej osobiste ze wszystkich widoków każdego lustra. On nie chciał odpowiadać nawet na pytanie, co zobaczył jako nastolatek, nie zapytałyby więc o to, co ujrzała teraz. Chociaż owszem, był tego ciekawy, nawet bardzo… to sam mając wiele tajemnic, potrafił uszanować cudze.
Poza tym Ain Eingarp zaglądało prosto w ludzkie dusze. Tym, co w tej się kryje, rzadko chciało się dzielić pochopnie.
W końcu chciała wywołać uśmieszek, prawda?
Tak naprawdę nie wiedziałby, czy Cynthia mogłaby wygrać z całym światem. I czy w ogóle musiała? Jeżeli pragnęłaby mu ten świat odebrać – na pewno nie miałaby ku temu szans. Jeśli tylko stać się jego częścią – może wszystko mogłoby wyglądać inaczej? Ale Cathal w tej chwili nad tym się nawet nie zastawiał. Analizował jej reakcje, miny i słowa, bawił się wyciąganiem pewnych rzeczy spod masek, zgadywaniem, kim jest Cynthia Flint. Nie rozmyślał jednak o tym, jaka jest natura ich krótkiej przecież relacji ani dokąd ta ich poprowadzi. Raczej pozwalał jej biec swoim torem, na razie nie zastanawiając się zbytnio nad przyszłością, czy może: nie sięgając myślą dalej niż do kolejnego spotkania, bo przecież ustalili, że takie nastąpi.
- Cieszę się, że się zgadzamy – dorzucił jeszcze na jej „nie warto”. Nieświadom, co dokładnie chodzi po głowie Flintówny. Chociaż gdyby podejrzewał, prawdopodobnie odpowiedziałby dokładnie to samo. Może nawet wtedy zrobiłby to celowo.
Za to kiedy powiedziała, że prawdopodobnie osiągnął już to, czego pragnął, milczał przez chwilę. Zastanawiał się. Nie tyle nad samą odpowiedzią, czy nad tym, czy jej w ogóle udzielać, ile nad tym, jak ubrać ją w słowa, aby wyjaśnienie było pełne.
- Niektórzy nazywają Ain Eingarp przeklętym lustrem, a byli tacy, których doprowadziło do szaleństwa. Bo to, w nim widzimy, zdaje się zadziwiająco prawdziwe, ale spora część marzeń z lustra ma wspólną cechę. - odparł w końcu Cathal, każde kolejne słowo wypowiadając powoli. – Nie mogą się spełnić.
Marzenie nastoletniego chłopca się nie ziściło, bo było niemożliwością. Zmieniło się, bo i Shafiq się zmienił.
Marzenie dorosłego było zupełnie inne, a zarazem równie niemożliwe jak tamto. Nie łudził się, że kiedykolwiek się spełni. Zawsze będzie mu towarzyszył cień Slytherina i widmo szaleństwa. Obłędu, który – choć starannie ukryto to przed światem – stał się udziałem najpierw jego dziadka, a potem jego matki.
Nie patrzył długo na tego samotnego Cathala ze zwierciadła. Znów skupił spojrzenie na Cynthii, jego wzrok pobiegł ku niej tak, jak biegł przy każdym innym lustrze, jakby to w jej twarzy szukał odbicia tego, co ona ujrzy w zwierciadle. Ten widok tutaj nie zdawał się nią wstrząsać ani przyciągać, sądząc po tym, co powiedziała… raczej ją zaskoczył, choć na pewno nie na tyle, aby łatwo to ukazała.
Przyjął jej mocniejszy uścisk, też przesunął opuszkami palców po jej ręku – może w mimowolnym, a może w pełni świadomym geście?
– To lustro nie pokazuje przyszłości ani prawdy innej niż ta, którą nosimy w duszy, ale nigdy nie kłamie, a Bletcheyowie nigdy nie postawiliby tutaj podróbki – wyjaśnił, na moment znów kierując spojrzenie na Zwierciadło Pragnień, na samego siebie, uwolnionego od rodzinnego przekleństwa. – Pokazuje te największe, najskrytsze pragnienia, wielu więc jest zaskoczonych tym, co widzi. – Nawet on, chociaż miał przynajmniej kilka pragnień, nie był pewny, które z nich zobaczy… a kiedy spojrzał w taflę, nagle wydało mu się takie oczywiste. – Rozumiem, że nie tego się spodziewałaś?
Wciąż trzymał ją za rękę, kiwnął więc ku lustru drugą dłonią. Nie pytał jednak, co zobaczyła. To było osobiste: może nawet najbardziej osobiste ze wszystkich widoków każdego lustra. On nie chciał odpowiadać nawet na pytanie, co zobaczył jako nastolatek, nie zapytałyby więc o to, co ujrzała teraz. Chociaż owszem, był tego ciekawy, nawet bardzo… to sam mając wiele tajemnic, potrafił uszanować cudze.
Poza tym Ain Eingarp zaglądało prosto w ludzkie dusze. Tym, co w tej się kryje, rzadko chciało się dzielić pochopnie.