Może i rzeczywiście lepiej, że Pandora nie wiedziała za dużo o jego przeszłości - zwłaszcza z czasów szkolnych, jednak reakcja jego kolegów podczas zeszłorocznej Lithy mogła rzucać cień podejrzeń na to jak to kiedyś było - Ja nie jestem pijany... Jestem... - rozłożył niedbale ręce spoglądając na nie z lekką nutą nieporadności w wzroku - Th-hroszkę... - pokazał Pandorze na palcach co miał na myśli mówiąc te słowa - Wstawiony... I tyle - wyjaśnił, mając nadzieję, że rozmył jej wszystkie wątpliwości albo chociaż trochę nakłonił do swojej wersji wydarzeń - No i widzisz Pandorka... Tak się czepiasz, a ja tak ładnie do Ciebie mówię... - wzruszył ramionami na jej bezradność. Niby nie miała z tym problemu ale jednak przed chwilą dopiero dała mu reprymendę o "nie Pandorkowaniu". Była chaosem ale musiała się zdecydować czy może tak do niej mówić czy też nie.
Po jej pytaniu, przeniósł na nią spojrzenie, przechylając głowę z zainteresowaniem, ewidentnie próbować poruszyć swój przyćmiony umysł - Nie wiem. To nie stan aby odpowiadać na takie pytania - stwierdził samemu zaprzeczając własnej wersji wydarzeń kiedy to twierdził, że nie jest pijany. Gdyby powiedziała mu, że nie wierzy w marzenie o kaktusie to miałaby całkowitą rację - zaczął o nim marzyć dopiero kiedy go zobaczył ale prawdę mówiąc jakby go nie dostał to i tak by się na nią nie obraził. W końcu to był jej kaktus.
Na potwierdzenie, że w niego wierzy, uśmiechnął się. Przez krótki moment korciło Hjalmara aby się zapytać w których kwestiach w niego wierzy. Że się nie upił? Że wytrzyma w Wielkiej Brytanii? Czy może po prostu, że uda mu się zwyciężyć nad koszulą? Znając jednak Nordgersima, gdyby został pokonany przez guziki to rozerwałby ją na strzępy, co też byłoby ciekawym obrotem spraw, a już na pewno niespodziewanym. No bo skoro Prewettówna reagowała w ten sposób na jego kulturalne zdejmowanie koszuli, jak zareagowałaby na furię?
- Nie musi... Co Ty mówisz... Za dużo tego wszystkiego. Nawet sama poduszka wystarczy. Ja sam siebie grzeje - stwierdził. Nie musiał wspominać, że przez "sam siebie grzeję" należało rozumieć gorzałkę, która to przecież powodowała przyjemne ciepło w żołądku - tym samym oszukując całe ciało w kwestii panującej temperatury - O tam niebezpiecznie... - przerwał kiedy Pandora zaczęła mówić ale ewidentnie chciał coś dopowiedzieć. Teraz jednak na jego twarzy zagościło zaskoczenie - No to przecież Ci nie zabraniam i robię co chce... Chce pić wódkę to piję wódkę... Chce Cię porwać to porywam... - dodał, przekręcając się na drugą poduszkę. Dla niego to było dziecinnie proste, a raczej w tym stanie to było proste. Na trzeźwo w życiu by nie wypowiedział takich słów.
Koc bardzo przyjemnie grzał od momentu w którym został narzucony na plecy Hjalmara. Po za zapewnianiem ciepła, które nie pozwalało mu się rozchorować, utrudniało dodatkowo jego szansę na nie zaśnięcie - Będę oczekiwać... - poinformował Pandorę o swoim - optymistycznym - założeniu. Kątem oka jednak obserwował gdzie wędruję butelka z alkoholem na którą miał wielką ochotę - Nie dałbym rady przecież... - rzucił w swojej obronie. Odprowadził ją wzrokiem do momentu kiedy zniknęła w otchłani mieszkania albo jego rozmytego wzroku.
Nie minęło 10, może 8 sekund, a Islandczyk zaczął się po prostu nudzić. Próbował za wszelką cenę nie usnąć ani nigdzie się nie ruszać jako, że każdy upadek przy jego masie i rozmiarach, mógłby być tragiczny w skutkach dla mieszkania Pandory - Zaraz tutaj zrobię porządek... - rzucił pod nosem, a następnie zabrał się za pozbywanie niepotrzebnych poduszek, pluszaków i kocy. Całość lądowała z boku łóżka - No... I teraz można spać... - przyznał z zadowoleniem, widząc jak została tylko poduszka z kocem. W ramach nagrody, za tak dobrze wykonaną pracę zaczął poszukiwać butelki z wódką ale próba spełzła na niczym jako, że nie mógł jej dostrzec. Nie czekając ani chwili dłużej przymknął oczy aby odzyskać trochę sił.
Z błogiego snu połączonego z pod chrapywaniem wybudziło go podświadomość... A może jednak rzemykowy przyjaciel? Nie był pewien ale ucieszył się niezmiernie widząc Pandorę z powrotem - Łoooo... Ale się wystroiłaś... dla mnie tak? Wychodzimy gdzieś? - zapytał Prewettówny przyglądając się jej, próbując za wszelką cenę skupić swój wzrok aby dostrzec szczegóły - Zrobiłem porządek tutaj - przyznał się z dumą w głosie do tego całego harmideru jakby Turczynka miała jakieś problemu z domyśleniem się kto to mógł zrobić. Hjalmar przecież nie chciałby aby ten cały sukces został przypisany jakimś krasnoludkom - Masz ten topór? - dopytał jako, że nie widział żadnego oręża w dłoniach swojej randki - Gdzieś wódka była chyba... - dodał po chwili, szybko zmieniając temat jakby ten topór przestał go interesować, a alkohol był aktualnie dużo ważniejszy.