31.07.2023, 17:32 ✶
Czas mijał leniwie, ale nie próbował go popędzać. Pięć minut przed dwudziestą rozejrzał się uważnie, Blacka nie zdołał dotrzec. Trzy minuty przed dwudziestą zdecydował się wkroczyć do zadbanego ogrodu. Kroczył powoli, nie był w stanie nie rozproszyć się intensywną wonią letnich kwiatów. Dopiero minutę przed dwudziestą zadzwonił do drzwi - nie chciał być nadgorliwy.
Obecności lokaja się spodziewał; skinął mu głową, uśmiechając się uprzejmie. Dopiero po kilkunastu sekundach uświadomił sobie, że zapomniał się do niego odezwać. Z lekkiego zmieszania prędko wyrwał go widok zbliżającego się do drzwi kuzyna.
- Dobry wieczór.
"Perseus nie wspominał..."?
Subtelny, nikły cień frustracji przesunął się po jego twarzy i po tym właśnie detalu Elliott mógł rozpoznać, że Desmond, mimo na ogół beznamiętnej mimiki, nie potrafił sprawnie ukrywać swoich emocji.
Słodko szczebiotał ptak skryty między bzami, gdy chłopak z pustymi oczami starał się rozszyfrować znaczenie kolejnych słów Malfoya. Czy obrażał on właśnie Perseusa? Czy nie darzyli się jednak sympatią? Skorzystałby z tego, że rzeczony mężczyzna nie zdążył jeszcze przybyć, i zapytałby otwarcie, czy tak mają się sprawy pomiędzy nimi, ale obawiał się, że w jakiś sposób zaszkodziłby tym pytaniem swojemu wizerunkowi - istniały całkiem spore szanse, że był to jeden z tym niuansów, które powinien po prostu wyczuć, pojąć w lot; był spięty. Spięty.
- Mam nadzieję że lepiej radzi sobie z matematyką gdy wypisuje recepty. Pacjentom. - odrzekł sucho i trochę zbyt cicho.
Powiódł wzrokiem za odchodzącym Lesliem, jakby potrzebował ograniczyć kontakt wzrokowy z kuzynem, aby być w stanie zebrać myśli.
Mrugnąwszy przeciągle, wrócił do spoglądania w twarz rozmówcy:
- "Zapraszam cię na najbliższe spotkanie naszej organizacji która odbędzie się w domu elliotta w najbliższy piątek o godzinie dwudziestej" - wyrecytował z pamięci monotonicznie i przekroczył próg.
Spojrzał tęsknie na zamykające się za nim drzwi - droga ucieczki została odcięta, nie było już odwrotu.
- Dziękuję panie elliocie. Ale. Nie jestem teraz spragniony.
I stał tak u wejścia, bo przecież kazano mu czekać.
Obecności lokaja się spodziewał; skinął mu głową, uśmiechając się uprzejmie. Dopiero po kilkunastu sekundach uświadomił sobie, że zapomniał się do niego odezwać. Z lekkiego zmieszania prędko wyrwał go widok zbliżającego się do drzwi kuzyna.
- Dobry wieczór.
"Perseus nie wspominał..."?
Subtelny, nikły cień frustracji przesunął się po jego twarzy i po tym właśnie detalu Elliott mógł rozpoznać, że Desmond, mimo na ogół beznamiętnej mimiki, nie potrafił sprawnie ukrywać swoich emocji.
Słodko szczebiotał ptak skryty między bzami, gdy chłopak z pustymi oczami starał się rozszyfrować znaczenie kolejnych słów Malfoya. Czy obrażał on właśnie Perseusa? Czy nie darzyli się jednak sympatią? Skorzystałby z tego, że rzeczony mężczyzna nie zdążył jeszcze przybyć, i zapytałby otwarcie, czy tak mają się sprawy pomiędzy nimi, ale obawiał się, że w jakiś sposób zaszkodziłby tym pytaniem swojemu wizerunkowi - istniały całkiem spore szanse, że był to jeden z tym niuansów, które powinien po prostu wyczuć, pojąć w lot; był spięty. Spięty.
- Mam nadzieję że lepiej radzi sobie z matematyką gdy wypisuje recepty. Pacjentom. - odrzekł sucho i trochę zbyt cicho.
Powiódł wzrokiem za odchodzącym Lesliem, jakby potrzebował ograniczyć kontakt wzrokowy z kuzynem, aby być w stanie zebrać myśli.
Mrugnąwszy przeciągle, wrócił do spoglądania w twarz rozmówcy:
- "Zapraszam cię na najbliższe spotkanie naszej organizacji która odbędzie się w domu elliotta w najbliższy piątek o godzinie dwudziestej" - wyrecytował z pamięci monotonicznie i przekroczył próg.
Spojrzał tęsknie na zamykające się za nim drzwi - droga ucieczki została odcięta, nie było już odwrotu.
- Dziękuję panie elliocie. Ale. Nie jestem teraz spragniony.
I stał tak u wejścia, bo przecież kazano mu czekać.