To, że w domu regularnie przybywało zwierząt nie dziwiło nikogo i nawet ciocia Elise zdawała się do tego przywyknąć, choć nie podchodziła do tego tak entuzjastycznie jak chociażby jej tata. Trafiali do nich nie tylko ludzie, którzy z jakiegoś powodu potrzebowali schronienia, ale i psy, ranne sowy (które po powrocie do zdrowia decydowały się na pozostanie w posiadłości na stałe, mimo możliwości odlotu), bezdomne kociaki.
Podczas spaceru w Szkocji? - uniosła lekko brwi. - A co z jego właścicielem, próbowaliście go szukać? - zapytała, bardziej proforma. Wiele ludzi miało niestety przedmiotowe podejście do zwierząt, a do zguby swojego pupila podchodziło bez większych emocji. Niestety, nie zdziwiłaby ją informacja, że właściciel nie szukał swojego zagubionego zwierzaka. Oburzała, ale nie dziwiła.
Z nieukrywanym rozbawieniem obserwowała reakcję kuzynki na wieść o pchłach. Wiedziała, że Brenna nie boi się kilku małych owadów, które wystarczyłoby potraktować jakimś banalnym zaklęciem, a przede wszystkim obawia się reakcji cioci Elise.
- Nie zorientuje się... - zaczęła, podnosząc się z kanapy, w międzyczasie posyłając porozumiewawcze spojrzenie do kuzynostwa -... jeżeli ogarniemy sprawę przed jej przyjściem, a żadne z nas się nie wygada - dodała. To nie tak, że chciała oszukiwać ciocię czy robić jej na złość. Matka Brenny oraz Erika cieszyła się dużym szacunkiem w oczach wszystkich domowników, a Danielle po prostu uznała, że dorzucanie jej zmartwień w postaci kilku skaczących owadów, których mogą pozbyć się w kilka minut nie jest warte psucia nastroju starszej Longbottom. I wszystko wskazywało na to, że nie była jedyną osobą, która w ten sposób pomyślała. W międzyczasie machnęła różdżką, transmutując jeden ze stolików w wannę, którą po chwili wypełniła wodą. W końcu kąpiel to kąpiel, prawda? Kompletnie umknęło jej to, że Brenn owszem, wspomniała o kąpieli, ale na zewnątrz. Poza tym, co złego może się stać, poza odrobiną wody na podłodze?
- Skoro dzieci upodabniają się do rodziców... Brenn, kiedy zmienisz się w ciocię? - zapytała ją, bardziej dla zaczepki, bo wiedziała, że odpowiedź brzmi "nigdy". Gestem zachęciła psa, by podszedł bliżej prowizorycznej wanienki. Zerknęła na kuzynostwo. - Na szczęście nie zauważyłam jeszcze, żeby Łatek biegał z paczką pączków po domu i rozdawał każdej napotkanej osobie, choć coś wydaje mi się, że to kwestia czasu. Gałgan za to ma predyspozycje na pajaca i nie mówcie mi, że nie
beauty and terror
just keep going
no feeling is final