01.08.2023, 02:22 ✶
Twarz Daisy rozpromieniła się na widok Martina. Rozbłysły jej rozmarzone oczy, gdy obrzucała go przyjaznym spojrzeniem. Przez chwilę już się bała, że nie przyjdzie. To znaczy tłumaczyła sobie w głowie, że to raczej niemożliwe, Martin był miły i uprzejmy, i gdyby coś się stało to na pewno wysłałby jej sowę z informacją, że spotkanie nie dojdzie do skutku, ale… ale niechciane, nieprzyjemne myśli i tak na krótki czas zagościły jej w głowie.
A jeśli nagle stało mu się coś bardzo złego? Już po tym jak zdążyła wyjść z domu? Informacja od niego mogłaby leżeć bezpiecznie na jej biurku a ona stała tutaj, bo z jakiegoś powodu bardzo nie chciała się spóźnić, więc przyszła za wcześnie. Albo sowa zabłądziła i przekazała wiadomość komuś innemu?
Ale Martin przyszedł. I wyglądał naprawdę wspaniale w tej swojej ciemnopurpurowej koszuli z guzikami z pereł. A przynajmniej tak podpowiadało jej teraz coś w środku. Odruchowo sięgnęła po aparat. Zacisnęła na nim palce, jakby gotowa już ściągać przesłonę i pstrykać zdjęcie. W ostatniej chwili powstrzymała się jednak.
- Wcale się nie spóźniłeś – zapewniła go. Normalnie Daisy była okropnie niecierpliwa, ale tego dnia pojawienie się Martina jakoś ją uspokoiło. – Cieszę się, że postanowiłeś spróbować z fotografią – zaczęła przyjaznym tonem. – To co wolisz najpierw? Jakaś kawa i ciastko byś mógł mi opowiedzieć o tym, co wydarzyło się na Beltane, kiedy się rozstaliśmy? – Widzisz Daisy? Trzeba było się z nim nie rozstawać. Mogłabyś się mu pokazać jako dzielna rycerka i wtedy na pewno zrobiłabyś na nim dobre wrażenie. Całe szczęście, że wygląda na zupełnie zdrowego, więc nawet jeśli walczył z całym zastępem śmierciożerców to musiał ich pokonać. – A może najpierw wolałbyś pójść do sklepu z aparatami?
A jeśli nagle stało mu się coś bardzo złego? Już po tym jak zdążyła wyjść z domu? Informacja od niego mogłaby leżeć bezpiecznie na jej biurku a ona stała tutaj, bo z jakiegoś powodu bardzo nie chciała się spóźnić, więc przyszła za wcześnie. Albo sowa zabłądziła i przekazała wiadomość komuś innemu?
Ale Martin przyszedł. I wyglądał naprawdę wspaniale w tej swojej ciemnopurpurowej koszuli z guzikami z pereł. A przynajmniej tak podpowiadało jej teraz coś w środku. Odruchowo sięgnęła po aparat. Zacisnęła na nim palce, jakby gotowa już ściągać przesłonę i pstrykać zdjęcie. W ostatniej chwili powstrzymała się jednak.
- Wcale się nie spóźniłeś – zapewniła go. Normalnie Daisy była okropnie niecierpliwa, ale tego dnia pojawienie się Martina jakoś ją uspokoiło. – Cieszę się, że postanowiłeś spróbować z fotografią – zaczęła przyjaznym tonem. – To co wolisz najpierw? Jakaś kawa i ciastko byś mógł mi opowiedzieć o tym, co wydarzyło się na Beltane, kiedy się rozstaliśmy? – Widzisz Daisy? Trzeba było się z nim nie rozstawać. Mogłabyś się mu pokazać jako dzielna rycerka i wtedy na pewno zrobiłabyś na nim dobre wrażenie. Całe szczęście, że wygląda na zupełnie zdrowego, więc nawet jeśli walczył z całym zastępem śmierciożerców to musiał ich pokonać. – A może najpierw wolałbyś pójść do sklepu z aparatami?