01.08.2023, 14:44 ✶
Sowa poleciała, więc pozostało się modlić by dotarła na czas. W takich momentach byłem niecierpliwy, zestresowany. Nie chciałem spędzać tu całej nocy, szczególnie na oczekiwaniu Danielle Longbottom, ale Avelina zapewniała, że sowa imieniem Bonnie bywała niezawodna, czego nie można było powiedzieć o tej drugiej sowie, która należała bezpośrednio do Aveliny. Miała ją z litości - tyle w temacie. Kompletnie tego nie rozumiałem. Była bezużyteczna, ale najwyraźniej obok wzdychania do Godryka Gryffindora, Avelina jako półkrwi miała skłonności do przyjaźni z chorymi na umyśle ptakami.
Już nawet nie chciałem jej zapoznawać, preferując święty spokój. List poszedł, więc pozostało czekać. Uważałem, że był w miarę niecierpiący zwłoki aby Danielle podłapała haczyk i przybyła tu niezwłocznie. O to właśnie mi chodziło, szczególnie że Avelina znowu traciła świadomość i właściwie nie byłem pewien, czy zaraz nie będę miał tutaj dwóch trupów zamiast jednego. Ciekawe, czy to już podchodziłoby pod czarnowidztwo, czy może śmierciożerstwo? I ewidentnie musiałbym pozbyć się zwłok, przynajmniej tych Longbottom, żeby nie było problemów.
Spojrzałem na Avelinę. Nie wyglądała za dobrze.
- Jak się czujesz? - mruknąłem, chcąc poznać jej myśli. Napiłem się wody ze szklanki, siedząc za niewielkim stolikiem. Swoją drogą, było tu tak... Plebejsko. Zdecydowanie inaczej niż Little Hangleton. Zastanawiałbym się pewnie, czy byłbym w stanie mieszkać w takich warunkach, gdybym nie miał ważniejszych rzeczy na głowie. Przesunąłem od niechcenia różdżkę na stole zamyślony, po czym ponownie spojrzałem na Paxton.
Wkurzało mnie, że myśli o innym. Preferowałem, kiedy jej głowa była zajęta moją osobą. Jakby nie patrzeć, byliśmy w tej chwili na osobności jak niegdyś w murach Hogwartu. Miewaliśmy schadzki sam na sam i wtedy... Dało się wyczuwać tę energię między nami, a teraz? Lekkie uśmiechy, drobne wspomnienia i INNY.
Znowu złapałem się na tym, że zaciskam dłonie w pięści. Żałowałem, że nie wziąłem podwójnej dawki eliksiru. W tym stanie nie mogłem za siebie ręczyć, szczególnie że miałem szybką przemianę materii. Z reguły przyjmowałem większe dawki lekarstw w porównaniu z Ulyssesem czy Vesperą, choć moja siostra bliźniaczka była również znacznie ode mnie drobniejsza, ale... wiedziałem, że miałem to po Ojcu. Zawsze też więcej jedliśmy. I czemu ja o nim myślałem? Lepiej było go nie wspominać. Jeszcze nie.
A może powinienem był, gdyż w ekspresowym tempie nawiedziła nas Danielle Longbottom i nie spodobało mi się jej jakże niezbyt uprzejmie powitanie.
Rozprostowałem palce, ręce unosząc do góry. Niespiesznie też wstałem od stolika, choć mnie mierziło by złapać za różdżkę i dać jej popalić raz, a porządnie. Wspominałem, że nie przepadałem, kiedy ktoś mierzył do mnie różdżką? Moja droga, w takich sytuacjach odpowiadałem zaklęciem. A ona to robiła, jeszcze bezczelnie zarzucając mi... Właściwie, co śmiała mi zarzucać?
- Radzę ci opuścić różdżkę - odparłem oschle, nieco sztywno. Zauważalnie moje spojrzenie stało się chłodniejsze, ciemniejsze. Zapewne dostrzegłaby to Avelina, gdyby nie wzdychała do jakiegoś Gryfona. Ich strata.
Przy okazji postanowiłem wykorzystać swoje umiejętności bezróżdżkowe. Nie miałem okazji wykorzystywać ich w klubie, nie chcąc się zdradzić przed większym, profesjonalnym gronem swoimi umiejętnościami, ale przy Avelinie i Danielle co mi zależało? Postanowiłem użyć translokacji w celu przywołania i jednoczesnego przechwycenia różdżki trzymanej w ręce przed Danielle.
Zamierzałem sam wycelować w nią jej własną różdżkę, ale jeśli nie wyjdzie, będę stał niewzruszony, jak gdyby nigdy nic, mając nadzieję, że dziewczę pójdzie po rozum do głowy po moich słowach. Pewnie za chwilę zamierzałem dodać coś o tym, że jestem poważanym urzędnikiem Ministerstwa Magii...
Już nawet nie chciałem jej zapoznawać, preferując święty spokój. List poszedł, więc pozostało czekać. Uważałem, że był w miarę niecierpiący zwłoki aby Danielle podłapała haczyk i przybyła tu niezwłocznie. O to właśnie mi chodziło, szczególnie że Avelina znowu traciła świadomość i właściwie nie byłem pewien, czy zaraz nie będę miał tutaj dwóch trupów zamiast jednego. Ciekawe, czy to już podchodziłoby pod czarnowidztwo, czy może śmierciożerstwo? I ewidentnie musiałbym pozbyć się zwłok, przynajmniej tych Longbottom, żeby nie było problemów.
Spojrzałem na Avelinę. Nie wyglądała za dobrze.
- Jak się czujesz? - mruknąłem, chcąc poznać jej myśli. Napiłem się wody ze szklanki, siedząc za niewielkim stolikiem. Swoją drogą, było tu tak... Plebejsko. Zdecydowanie inaczej niż Little Hangleton. Zastanawiałbym się pewnie, czy byłbym w stanie mieszkać w takich warunkach, gdybym nie miał ważniejszych rzeczy na głowie. Przesunąłem od niechcenia różdżkę na stole zamyślony, po czym ponownie spojrzałem na Paxton.
Wkurzało mnie, że myśli o innym. Preferowałem, kiedy jej głowa była zajęta moją osobą. Jakby nie patrzeć, byliśmy w tej chwili na osobności jak niegdyś w murach Hogwartu. Miewaliśmy schadzki sam na sam i wtedy... Dało się wyczuwać tę energię między nami, a teraz? Lekkie uśmiechy, drobne wspomnienia i INNY.
Znowu złapałem się na tym, że zaciskam dłonie w pięści. Żałowałem, że nie wziąłem podwójnej dawki eliksiru. W tym stanie nie mogłem za siebie ręczyć, szczególnie że miałem szybką przemianę materii. Z reguły przyjmowałem większe dawki lekarstw w porównaniu z Ulyssesem czy Vesperą, choć moja siostra bliźniaczka była również znacznie ode mnie drobniejsza, ale... wiedziałem, że miałem to po Ojcu. Zawsze też więcej jedliśmy. I czemu ja o nim myślałem? Lepiej było go nie wspominać. Jeszcze nie.
A może powinienem był, gdyż w ekspresowym tempie nawiedziła nas Danielle Longbottom i nie spodobało mi się jej jakże niezbyt uprzejmie powitanie.
Rozprostowałem palce, ręce unosząc do góry. Niespiesznie też wstałem od stolika, choć mnie mierziło by złapać za różdżkę i dać jej popalić raz, a porządnie. Wspominałem, że nie przepadałem, kiedy ktoś mierzył do mnie różdżką? Moja droga, w takich sytuacjach odpowiadałem zaklęciem. A ona to robiła, jeszcze bezczelnie zarzucając mi... Właściwie, co śmiała mi zarzucać?
- Radzę ci opuścić różdżkę - odparłem oschle, nieco sztywno. Zauważalnie moje spojrzenie stało się chłodniejsze, ciemniejsze. Zapewne dostrzegłaby to Avelina, gdyby nie wzdychała do jakiegoś Gryfona. Ich strata.
Przy okazji postanowiłem wykorzystać swoje umiejętności bezróżdżkowe. Nie miałem okazji wykorzystywać ich w klubie, nie chcąc się zdradzić przed większym, profesjonalnym gronem swoimi umiejętnościami, ale przy Avelinie i Danielle co mi zależało? Postanowiłem użyć translokacji w celu przywołania i jednoczesnego przechwycenia różdżki trzymanej w ręce przed Danielle.
Zamierzałem sam wycelować w nią jej własną różdżkę, ale jeśli nie wyjdzie, będę stał niewzruszony, jak gdyby nigdy nic, mając nadzieję, że dziewczę pójdzie po rozum do głowy po moich słowach. Pewnie za chwilę zamierzałem dodać coś o tym, że jestem poważanym urzędnikiem Ministerstwa Magii...
Rzut O 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!